Nocą umówioną

Nocą umówioną, nocą ociemniałą

Przyszło do mnie ciszkiem to przychętne ciało.

Przyszło potajemnie — w cudnej bezżałobie, —

Było mu na imię tak samo jak tobie...

Zajrzało po drodze w przyszłość i w zwierciadło, —

Na pościeli zimnej obok się pokładło, —

Dla mnie się pokładło, bym je mógł całować

I znużyć — i zużyć — i nie pożałować!

Lgnęło mi do piersi — ofiarnie pachnące,

Domyślnie bezwstydne i — posłuszniejące...

W ciemnościach — w radościach — na granicy łkania

Mdlało od nadmiaru niedoumierania.

I nic w nim nie było, prócz czaru i grzechu,

Prócz bezwiednej woni — wiednego pośpiechu —

I prócz tego dreszczu, co ginie w krwi szumie, —

A bez niego ciało — ciała nie rozumie.

Po ciemku

Wiedzą ciała, do kogo należą,

Gdy po ciemku obok siebie leżą!

Warga — wardze, a dłoń dłoni sprzyja, —

Noc nad nimi niechętnie przemija.

Świat się trwali, ale tak niepewnie!...

Drzewa szumią, ale pozadrzewnie!...

A nad borem, nad dalekim borem

Bóg porusza wichrem i przestworem.

I powiada wicher do przestworu:

«Już nie wrócę tej nocy do boru!» —

Bór się mroczy, a gwiazdy weń świecą,

A nad morzem białe mewy lecą.

Jedna mówi: «Widziałam gwiazd losy!»

Druga mówi: «Widziałam niebiosy!» —

A ta trzecia milczy, bo widziała

Dwa po ciemku pałające9 ciała...

Mrok, co wsnuł się w ich ściśliwe sploty,

Nic nie znalazł w ciałach, prócz pieszczoty!