XVIII. ...?...
Pan Rzecki istotnie niedomagał; według własnej opinii z powodu braku zajęcia, według Szumana z powodu sercowej choroby, która nagle rozwinęła się w nim i szła dosyć szybko pod wpływem jakichś zmartwień.
Zajęć miał niewiele. Z rana przychodził do sklepu niegdyś Wokulskiego, obecnie Szlangbauma, lecz bawił tam, dopóki nie zaczęli się schodzić subiekci, a nade wszystko goście. Goście bowiem, nie wiadomo nawet dlaczego, przypatrywali mu się ze zdziwieniem, a subiekci, dziś z wyjątkiem pana Zięby starozakonni, nie tylko nie okazywali mu szacunku, do którego przywykł, ale nawet wbrew upomnieniom Szlangbauma traktowali go w sposób lekceważący.
W tym stanie rzeczy pan Ignacy coraz częściej myślał o Wokulskim. Nie z racji, ażeby lękał się jakiegoś nieszczęścia, ale ot tak sobie.
Z rana około szóstej myślał: czy Wokulski wstaje, czy śpi o tej porze i gdzie jest? W Moskwie czy może już wyjechał z Moskwy i dąży do Warszawy? W południe przypominał sobie te czasy, kiedy prawie nie było dnia, ażeby Stach nie jadł z nim obiadu, wieczorem zaś, szczególniej kładąc się do łóżka, mówił:
„Zapewne Stach jest u Suzina... To dopiero używają!... A może wraca w tej chwili do Warszawy i w wagonie zabiera się do spania?...”
Ilekroć zaś wszedł do sklepu, a robił to po kilka razy na dzień, mimo niechęci subiektów i drażniącej grzeczności Szlangbauma, zawsze myślał, że jednak za czasów Wokulskiego było tu inaczej.
Martwiło go, ale tylko trochę, że Wokulski nie dawał znać o sobie. Uważał to przecież za zwykłe dziwactwo.
„Nie bardzo rwał się on do pisania, kiedy był zdrów, więc cóż dopiero teraz, kiedy jest tak rozbity — myślał. — Oj, te baby, te baby!...”
W dniu nabycia przez Szlangbauma sprzętów i powozu Wokulskiego pan Ignacy położył się do łóżka. Nie dlatego, ażeby miało mu to robić przykrość, bo przecie powóz i zbytkowne sprzęty były rzeczami wcale niepotrzebnymi, ale dlatego, że podobne sprawunki robią się tylko po ludziach już umarłych.
„No, a Stach, dzięki Bogu, jest zdrów!...” — mówił do siebie.
Pewnego wieczora, kiedy pan Ignacy siedząc w szlafroku rozmyślał: jak to on urządzi sklep Mraczewskiemu, ażeby zakasować Szlangbauma, usłyszał gwałtowne dzwonienie do przedpokoju i szczególny hałas w sieni.
Służący, który już zabierał się do spania, otworzył drzwi.
— Jest pan? — zapytał głos znany Rzeckiemu.
— Pan chory.
— Co to chory!... Kryje się przed ludźmi.
— Może, panie radco, zrobimy subiekcję... — odezwał się inny głos.
— Co to subiekcję!... Kto nie chce mieć subiekcji w domu, niech przychodzi do knajpy...
Rzecki podniósł się z fotelu, a jednocześnie ukazał się we drzwiach jego sypialni radca Węgrowicz i ajent Szprot... Spoza nich wychylała się jakaś kudłata głowa i oblicze nie pierwszej czystości.
— Nie chciała przyjść góra do Mahometów, więc Mahomeci przyszli do góry!... — zawołał radca. — Panie Rzecki... panie Ignacy!... co acan najlepszego wyrabiasz?... Przecież od czasu, jakeśmy pana ostatni raz widzieli, odkryliśmy nowy gatunek piwa... Postaw tu, kochanku, i zgłoś się jutro — dodał zwracając się do zasmolonego kudłacza.
Na to wezwanie kudłaty człowiek, ubrany w wielki fartuch, postawił na umywalni kosz wysmukłych butelek i trzy kufle. Potem zniknął, jak gdyby był istotą złożoną ze mgły i powietrza, nie zaś z dwustu funtów ciała.
Pan Ignacy zdziwił się na widok wysmukłych butelek; uczucie to jednak nie łączyło się z żadną przykrością.
— Na miłość boską, cóż się z panem dzieje? — zaczął znowu radca rozkładając ręce, jakby cały świat chciał ogarnąć w jednym uścisku. — Tak dawno nie byłeś pan między nami, że Szprot nawet zapomniał, jak wyglądasz, a ja pomyślałem, że zaraziłeś się od swego przyjaciela, co to ma bzika...
Rzecki sposępniał.
— Więc właśnie dziś — prawił radca — kiedy na pańskim przyjacielu wygrałem od Deklewskiego kosz piwa nowej marki, mówię do Szprota: wiesz pan co, zabierzmy piwo i chodźmy do starego, a może się chłop rozrusza... Cóż to, nawet nie prosisz nas, ażebyśmy usiedli?...
— Ależ bardzo proszę — odpowiedział Rzecki.
— I stolik jest... — mówił radca oglądając się po pokoju — i miejsce, widzę, zaciszne. Ehe, he!... my tu będziem mogli złazić się do chorego na partyjkę co wieczór... Szprot, dobądź, synu, trybuszonik399 i zabierz się do szkliwa... Niech poczciwiec zaznajomi się z nową marką...
— Jakiż to zakład wygrał radca? — zapytał Rzecki, któremu znowu fizjognomia zaczęła się wyjaśniać.
— Zakład o Wokulskiego. Widzisz pan, było tak. Jeszcze w styczniu roku zeszłego, kiedy to Wokulski awanturował się po Bułgarii, ja powiedziałem do Szprota, że pan Stanisław jest wariat, że zbankrutuje i źle skończy... Tymczasem dzisiaj, wyobraź sobie, Deklewski utrzymuje, że to on to powiedział!... Naturalnie, założyliśmy się o kosz piwa, Szprot rozstrzygnął na moją stronę i jesteśmy u ciebie...
W ciągu tego wyjaśnienia pan Szprot ustawił na stole trzy kufle i odkorkował trzy butelki.
— No, tylko spojrzyj, panie Ignacy — mówił radca podnosząc napełniony kufel. — Kolor starego miodu, piana jak śmietana, a smak szesnastoletniej dziewczyny. Skosztujże... Co to za smak i co to za posmak?... Gdybyś zamknął oczy, przysiągłbyś, że to jest ale400... O!... uważasz?... Ja powiadam, że przed takim piwem należałoby płukać usta. Powiedzże sam: piłeś kiedy coś podobnego?...
Rzecki wypił pół kufla.
— Dobre — rzekł. — Skądże jednak przyszło radcy do głowy, że Wokulski zbankrutował?
— Bo nikt w mieście nie mówi inaczej. Przecież człowiek, który ma pieniądze, sens w głowie i nikogo nie zarwał, nie ucieka z miasta Bóg wie gdzie...
— Wokulski wyjechał do Moskwy.
— Tere, fere!... Tak wam powiedział, ażeby zmylić ślady. Ale sam się złapał, skoro wyrzekł się nawet swoich pieniędzy...
— Czego się wyrzekł?... — spytał już rozgniewany pan Ignacy.
— Tych pieniędzy, które ma w banku, a nade wszystko u Szlangbauma... Przecież to razem wyniesie ze dwakroć sto tysięcy rubli... Kto więc taką sumę zostawia bez dyspozycji, po prostu rzuca ją w błoto, ten jest albo wariat, albo... zmajstrował coś takiego, że już nie czeka na wypłatę... W całym mieście rozlega się tylko jeden głos oburzenia przeciw temu... temu... że go nie nazwę właściwym imieniem...
— Radco, zapominasz się!... — zawołał Rzecki.
— Rozum tracisz, panie Ignacy, ujmując się za takim człowiekiem — odparł gwałtownie radca. — Bo tylko pomyśl. Pojechał po majątek, gdzie?... na wojnę turecką... Na wojnę turecką!... czy rozumiesz doniosłość tych słów?... Tam zrobił majątek, ale w jaki sposób?... Jakim sposobem można w pół roku zrobić pół miliona rubli?...
— Bo obracał dziesięcioma milionami rubli — odparł Rzecki — więc nawet zrobił mniej, niżby mógł...
— Ale czyje to były miliony?
— Suzina... kupca... jego przyjaciela.
— Otóż to!... Ale mniejsza; przypuśćmy, że w tym razie nie zrobił żadnego świństwa... Co to jednakże za interesa prowadził on w Paryżu, a później w Moskwie, na czym również grubo zarobił?... A godziło się to zabijać krajowy przemysł, ażeby dać osiemnaście procent dywidendy kilku arystokratom dla wkręcenia się pomiędzy nich?... A pięknie to sprzedawać całą spółkę Żydom i nareszcie uciekać zostawiając setki ludzi w nędzy lub w niepewności?... To tak robi dobry obywatel i człowiek uczciwy?... No, pijże, panie Ignacy!... — zawołał trącając jego kufel swoim. — Nasze kawalerskie!... Panie Szprot, pokaż, co umiesz... nie kompromituj się przy chorym...
— Hola!... — odezwał się doktór Szuman, który od kilku chwil stał na progu nie zdejmując kapelusza z głowy. — Hola!... A cóż to wy, moi panowie, jesteście ajentami domu pogrzebowego, że mi w taki sposób urządzacie pacjenta?... Kazimierz! — zawołał na służącego — wyrzuć mi te butelki do sieni... A panów proszę, ażebyście pożegnali chorego... Szpital, choćby na jedną osobę, nie jest knajpą... To pan tak wykonywasz moje zlecenia?... — zwrócił się do Rzeckiego. — To pan mając wadę serca będziesz mi urządzał pijatyki?... Może jeszcze zaprosicie sobie dziewczęta?... Dobrej nocy panom — rzekł do radcy i Szprota — a na drugi raz nie otwierajcie mi tu piwiarni, bo was zaskarżę o zabójstwo...
Panowie radca Węgrowicz i ajent Szprot wynieśli się tak szybko, że gdyby nie gęsty dym ich cygar, można by myśleć, że nikogo nie było w pokoju.
— Otwórz okno!... — mówił doktór do służącego. — Oj, to! to!... — dodał patrząc ironicznie na Rzeckiego. — Twarz w płomieniach, oczy szkliste, pulsa biją tak, że słychać na ulicy...
— Słyszałeś pan, co on mówił o Stachu?... — spytał Rzecki.
— Ma rację — odparł Szuman. — Całe miasto mówi to samo, chociaż myli się tytułując Wokulskiego bankrutem, bo on jest tylko półgłówkiem z tego typu, który ja nazywam polskimi romantykami.
Rzecki patrzył na niego prawie wylękniony.
— Nie patrz pan tak na mnie — ciągnął spokojnym głosem Szuman — raczej zastanów się, czy nie mam racji? Wszakże ten człowiek ani razu w życiu nie działał przytomnie... Kiedy był subiektem, myślał o wynalazkach i o uniwersytecie; kiedy wszedł do uniwersytetu, zaczął bawić się polityką. Później zamiast robić pieniądze, został uczonym i wrócił tu tak goły, że gdyby nie Minclowa, umarłby z głodu... Nareszcie zaczął robić majątek, ale nie jako kupiec, tylko jako wielbiciel panny, która od wielu lat ma ustaloną reputację kokietki. Nie koniec na tym, już bowiem mając w ręku i pannę, i majątek, rzucił oboje, a dzisiaj co robi i gdzie jest?... Powiedz pan, jeżeliś mądry?... Półgłówek, skończony półgłówek! — mówił Szuman machając ręką. — Czystej krwi polski romantyk, co to wiecznie szuka czegoś poza rzeczywistością...
— Czy doktór powtórzy to Wokulskiemu, gdy wróci?... — spytał Rzecki.
— Sto razy mu tak mówiłem, a jeżeli teraz nie powiem, to tylko dlatego, że nie wróci...
— Co nie ma wrócić... — szepnął Rzecki blednąc.
— Nie wróci, bo albo sobie gdzieś łeb rozbije, jeżeli odzyska rozsądek, albo weźmie się do jakiejś nowej utopii... Choćby do wynalazków tego mitycznego Geista, który także musi być patentowanym wariatem.
— A doktór nie uganiałeś się nigdy za utopiami?
— Tak, ale robiłem to odurzywszy się w waszej atmosferze. Opatrzyłem się jednak w porę i ta okoliczność pozwala mi stawiać jak najdokładniejsze diagnozy podobnych chorób... No, zdejmij pan szlafrok, zobaczymy, jakie skutki wywołał wieczór spędzony w wesołym towarzystwie...
Zbadał Rzeckiego, kazał mu natychmiast iść do łóżka, a na przyszłość nie robić ze swego mieszkania szynkowni.
— Pan to także jesteś okazem romantyka; tyle tylko, żeś miał mniej sposobności do robienia głupstw — zakończył doktór.
Po czym wyszedł zostawiając Rzeckiego w bardzo ponurym nastroju.
„Już tam twoje gadanie więcej mi zaszkodzi aniżeli piwo” — pomyślał Rzecki, a po chwili dodał półgłosem:
„Mógłby jednakże Stach choć słówko napisać... Bo licho wie, jakie domysły snują się człowiekowi po głowie!...”
Przykuty do łóżka pan Ignacy nudził się piekielnie.
Więc dla zabicia czasu odczytywał, po raz nie wiadomo który, historię konsulatu i cesarstwa albo rozmyślał o Wokulskim.
Oba te jednak zajęcia, zamiast uspakajać, drażniły go... Historia przypominała mu cudowne dzieje jednego z największych triumfatorów, na którego dynastii Rzecki opierał wiarę w przyszłość świata, a która to dynastia w jego oczach padła pod oszczepem Zulusa. Rozmyślania zaś o Wokulskim prowadziły go do wniosku, że ukochany przyjaciel, a tak niezwykły człowiek, co najmniej znajdował się na drodze do jakiegoś moralnego bankructwa.
— Tyle chciał zrobić, tyle mógł zrobić i nic nie zrobił!... — powtarzał pan Ignacy ze smutkiem w sercu. — Gdybyż choć napisał, gdzie jest i jakie ma zamiary... Gdyby chociaż dał znać, że żyje!...
Od pewnego bowiem czasu trapiły pana Rzeckiego niejasne, ale złowrogie przeczucia. Przychodził mu na myśl jego sen, kiedy po przedstawieniu Rossiego marzyło mu się, że Wokulski skoczył za panną Izabelą z wieży ratuszowej. To znowu przypominał sobie dziwne, a nic dobrego nie zapowiadające zdania Stacha: „Chciałbym zginąć sam i zniszczyć wszelkie ślady mego istnienia!...”
Jak łatwo podobne życzenie może się spełnić u człowieka, który mówił tylko to, co czuł, i umiał wykonywać to, co mówił!...
Codziennie odwiedzający go doktór Szuman wcale nie dodawał mu otuchy i już prawie znudził go powtarzaniem jednej i tej samej zwrotki:
— Doprawdy, że trzeba być albo kompletnym bankrutem, albo wariatem, ażeby zostawiwszy tyle pieniędzy w Warszawie, nie wydać żadnej dyspozycji, a nawet nie donieść, gdzie jest!...
Rzecki kłócił się z nim, ale w duszy przyznawał mu rację.
Pewnego dnia doktór wpadł do niego w porze niezwykłej, bo o godzinie dziesiątej rano. Cisnął kapelusz na stół i zawołał:
— A co, nie miałem racji, że to jest półgłówek!...
— Cóż się stało?... — zapytał pan Ignacy, z góry wiedząc, o kim mowa.
— Stało się, że już przed tygodniem ten wariat wyjechał z Moskwy i... zgadnij pan dokąd?...
— Do Paryża?...
— Ale gdzie zaś!... Wyjechał do Odessy, stamtąd ma zamiar udać się do Indyj, z Indyj do Chin i Japonii, a później przez Ocean Spokojny do Ameryki... Rozumiem podróż, nawet naokoło świata, sam bym mu ją radził. Ale ażeby nie napisać słówka, zostawiając, bądź jak bądź, ludzi życzliwych i ze dwakroć sto tysięcy rubli w Warszawie, na to, dalibóg! trzeba mieć w wysokim stopniu rozwiniętą psychozę...
— Skądże te wiadomości? — spytał Rzecki.
— Z najlepszego źródła, bo od Szlangbauma, któremu zbyt wiele zależy na tym, ażeby dowiedzieć się o projektach Wokulskiego. Ma mu przecież w początkach października zapłacić sto dwadzieścia tysięcy rubli... No, a gdyby kochany Stasio w łeb sobie palnął czy utonął, czy umarł na żółtą febrę... Rozumiesz pan?... Wówczas moglibyśmy albo całemu kapitałowi ukręcić szyję, albo przynajmniej obracać nim z pół roku bez procentu... Pan już chyba poznałeś Szlangbauma? On przecież mnie... mnie chciał okpić!
Doktór biegał po pokoju i gestykulował rękoma w taki sposób, jak gdyby sam był dotknięty początkami psychozy. Nagle zatrzymał się przed panem Ignacym, popatrzył mu w oczy i schwycił za rękę.
— Co... co... co?... Puls przeszło sto?... Miałeś pan dziś gorączkę?...
— Jeszcze nie.
— Jak to: nie?... Przecież widzę...
— Mniejsza — odparł Rzecki. — Czyby jednakże Stach zrobił coś podobnego?...
— Ten nasz dawny Stach, pomimo romantyzmu, może by nie zrobił; ale ten pan Wokulski, zakochany w jaśnie wielmożnej pannie Łęckiej, może zrobić wszystko... No, i jak pan widzisz, robi, na co go stać...
Od tej wizyty doktora pan Ignacy sam zaczął zeznawać, że jest z nim niedobrze.
„To byłoby zabawne — myślał — gdybym ja tak w tych czasach dał nura401... Phy! trafiało się to lepszym ode mnie... Napoleon I... Napoleon III... mały Lulu... Stach... No, cóż Stach?... przecież jedzie teraz do Indyj...”
Zadumał się, wstał z łóżka, ubrał się jak należy i poszedł do sklepu ku wielkiemu zgorszeniu Szlangbauma, który wiedział, że panu Ignacemu zabroniono podnosić się.
Za to przez następny dzień było mu gorzej; odleżał więc dobę i znowu na parę godzin zaszedł do sklepu.
— Cóż on sobie myśli, że sklep to trupiarnia?... — rzekł jeden ze starozakonnych subiektów do pana Zięby, który z właściwą sobie szczerością znalazł, że ten koncept jest doskonały.
W połowie września odwiedził pana Rzeckiego Ochocki, który na kilka dni przyjechał tu z Zasławka.
Na jego widok pan Ignacy odzyskał dobry humor.
— Cóż pana tu sprowadza!... — zawołał, gorąco ściskając kochanego przez wszystkich wynalazcę.
Ale Ochocki był pochmurny.
— Cóż by innego, jeżeli nie kłopoty! — odparł. — Wiesz pan, że umarł Łęcki...
— Ojciec tej... tej?... — zdziwił się pan Ignacy.
— Tej... tej!... I nawet bodaj czy nie przez nią...
— W imię Ojca i Syna... — przeżegnał się Rzecki. — Iluż ludzi ma zamiar zgubić ta kobieta?... Bo, o ile wiem, a zapewne i dla pana nie jest to tajemnicą, że jeżeli Stach wpadł w nieszczęście, to tylko przez nią...
Ochocki pokiwał głową.
— Może mi pan powiedzieć, co się stało z Łęckim?... — ciekawie zapytał pan Ignacy.
— Żaden to sekret — odparł Ochocki. — W początkach lata oświadczył się o pannę Izabelę marszałek...
— Ten... ten?... Mógł być moim ojcem — wtrącił Rzecki.
— Może też dlatego panna przyjęła go, a przynajmniej nie odrzuciła. Więc stary zebrał manatki po dwu swoich żonach i przyjechał na wieś do hrabiny... do ciotki panny Izabeli, u której mieszkała wraz z ojcem...
— Oszalał.
— Trafiało się to i mędrszym od niego — ciągnął Ochocki. — Tymczasem, pomimo że marszałek zaczął uważać się za konkurenta, panna Izabela co parę dni, a później nawet i co dzień jeździła sobie w towarzystwie pewnego inżyniera do ruin starego zamku w Zasławiu... Mówiła, że jej to rozpędza nudy...
— I marszałek nic?...
— Marszałek, naturalnie, milczał, ale kobiety perswadowały pannie, że tak robić nie wypada. Ona zaś ma w tych razach jedną odpowiedź: „Marszałek powinien być kontent, jeżeli wyjdę za niego, a wyjdę nie po to, aby wyrzekać się moich przyjemności...”
— I pewnie marszałek przydybał ich na czym w owych ruinach? — wtrącił Rzecki.
— Ii... nie!... nawet tam nie zaglądał. A gdyby i zajrzał, przekonałby się, że panna Izabela brała z sobą naiwnego inżynierka po to, ażeby w jego asystencji tęsknić za Wokulskim...
— Za Wo–kul–skim?...
— Przynajmniej tak domyślano się — mówił Ochocki. — Tym razem ja sam zwróciłem jej uwagę, że w towarzystwie jednego wielbiciela nie wypada tęsknić za drugim. Ale ona odpowiedziała mi swoim zwyczajem: „Niech będzie kontent, że pozwalam mu patrzeć na siebie...”
— To osioł ten inżynier!...
— Nie bardzo, gdyż pomimo całej naiwności spostrzegł się i pewnego dnia, a nawet przez wszystkie dnie następne nie pojechał z panną tęsknić między gruzami. Jednocześnie zaś marszałek, zazdrosny o inżyniera, zaprzestał konkurów i wyniósł się na Litwę w sposób tak demonstracyjny, że panna Izabela i hrabina dostały spazmów, a poczciwy Łęcki nawet nie kiwnąwszy palcem umarł na apopleksję...
Skończywszy opowiadać Ochocki objął się rękoma za głowę i śmiał się.
— I pomyśleć tu — dodał — że tego rodzaju kobieta tylu ludziom głowy zawróciła...
— Ależ to potwór!... — zawołał Rzecki.
— Nie. Nawet niegłupia i niezła w gruncie rzeczy, tylko... taka jak tysiące innych z jej sfery.
— Tysiące?...
— Niestety!... — westchnął Ochocki. — Wyobraź pan sobie klasę ludzi majętnych lub zamożnych, którzy dobrze jedzą, a niewiele robią. Człowiek musi w jakiś sposób zużywać siły; więc jeżeli nie pracuje, musi wpaść w rozpustę, a przynajmniej drażnić nerwy... I do rozpusty zaś, i do drażnienia nerwów potrzebne są kobiety piękne, eleganckie, dowcipne, świetnie wychowane, a raczej wytresowane w tym właśnie kierunku... Toż to ich jedyna kariera...
— I panna Izabela zaciągnęła się w ich szeregi?...
— To jest, właściwie zaciągnęli ją... Przykro mi to mówić, ale panu mówię, ażebyś wiedział, o jaką to kobietę potknął się Wokulski...
Rozmowa urwała się — zaczął ją Ochocki pytając:
— Kiedyż on wraca?
— Wokulski?... — odparł pan Ignacy. — Przecież wyjechał do Indyj, Chin, Ameryki...
Ochocki rzucił się na krześle.
— To niepodobna!... — zawołał. — Chociaż... — dodał po namyśle.
— Czy ma pan jakie wskazówki, że tam nie pojechał?... — zapytał Rzecki zniżonym głosem.
— Żadnych. Tylko dziwię się nagłej decyzji... Kiedym tu był ostatnim razem, obiecał mi załatwić pewien interes... Ale...
— I niezawodnie załatwiłby go ten dawny Wokulski. Ten nowy zaś zapomniał nie tylko o pańskich interesach... Przede wszystkim o własnych...
— Że on wyjedzie — mówił Ochocki jakby do siebie — tego można było spodziewać się, ale nie podoba mi się ta nagłość. Pisał do pana?...
— Ani litery, i do nikogo — odparł stary subiekt.
Ochocki kręcił głową.
— Musiało się tak stać — mruknął.
— Dlaczego musiało się stać?... — wybuchnął Rzecki. — Cóż to on bankrut czy może nie miał zajęcia?... Taki sklep, spółka to fraszki? A nie mógł ożenić się z kobietą piękną, zacną...
— Znalazłoby się więcej takich kobiet — wtrącił Ochocki. — Wszystko to było dobre — mówił ożywiając się — ale nie dla człowieka z jego usposobieniem...
— Jak pan to rozumiesz? — pochwycił Rzecki, któremu rozmowa o Wokulskim sprawiała taką przyjemność jak o kochance. — Jak pan to rozumiesz?... Poznałeś pan bliżej tego człowieka?... — pytał natarczywie, a oczy mu błyszczały.
— Poznać go łatwo. Był to jednym słowem człowiek szerokiej duszy.
— Oto właśnie!... — odezwał się Rzecki wybijając takt palcem i wpatrując się w Ochockiego jak w obraz. — Co pan jednak rozumiesz przez tę szerokość?... Pięknie powiedziane!... Wytłomacz to pan, a jasno!...
Ochocki uśmiechnął się.
— Widzi pan — rzekł — ludzie małej duszy dbają tylko o swoje interesa, nie sięgają myślą poza dzień dzisiejszy i mają wstręt do rzeczy nieznanych. Byle im było spokojnie i suto... Taki zaś facet jak on troszczy się interesami tysięcy, patrzy nieraz o kilkadziesiąt lat naprzód, a każda rzecz nieznana i nierozstrzygnięta pociąga go w sposób nieprzeparty. To nawet nie jest żadna zasługa, tylko mus. Jak żelazo bez namysłu rusza się za magnesem albo pszczoła lepi swoje komórki, tak ten gatunek ludzi rzuca się do wielkich idei i niezwykłych prac...
Rzecki ściskał go za obie ręce i drżał ze wzruszenia.
— Szuman — rzekł — mądry doktór Szuman mówi, że Stach jest wariat, polski romantyk.
— Głupi Szuman ze swoim żydowskim klasycyzmem402!... — odparł Ochocki. — On nawet nie domyśla się, że cywilizacji nie stworzyli ani filistrowie403, ani geszefciarze, lecz, właśnie tacy wariaci... Gdyby rozum polegał na myśleniu o dochodach, ludzie do dzisiejszego dnia byliby małpami...
— Święte słowa... piękne słowa!... — powtarzał subiekt. — Wytłomaczże pan jednak: jakim sposobem człowiek, podobny Wokulskiemu, mógł... tak oto... zaawanturować się?...
— Proszę pana, ja się dziwię, że to tak późno nastąpiło!... — odparł Ochocki wzruszając ramionami. — Przecież znam jego życie i wiem, że ten człowiek prawie dusił się tutaj od dzieciństwa. Miał aspiracje naukowe, lecz nie było ich czym zaspokoić; miał szerokie instynkta społeczne, ale czego dotknął się w tym kierunku, wszystko padało... Nawet ta marna spółczyna, którą założył, zwaliła mu na łeb tylko pretensje i nienawiści...
— Masz pan rację!... masz pan rację!... — powtarzał Rzecki. — A teraz ta panna Izabela...
— Tak, ona mogła go uspokoić. Mając szczęście osobiste, łatwiej pogodziłby się z otoczeniem i zużyłby energię w tych kierunkach, jakie są u nas możliwe. Ale... nietęgo trafił...
— A co dalej?...
— Czy ja wiem?... — szepnął Ochocki. — Dziś jest on podobny do wyrwanego drzewa. Jeżeli znajdzie grunt właściwy, a w Europie może go znaleźć, i jeżeli ma jeszcze energię, to wlezie w jakąś robotę i bodaj czy nie zacznie naprawdę żyć... Ale jeżeli wyczerpał się, co także w jego wieku jest możliwe...
Rzecki podniósł palec do ust.
— Cicho!... cicho!... — przerwał. — Stach ma energię... o, ma!... On jeszcze wypłynie... wypły...
Odszedł od okna i oparłszy się o futrynę zaczął szlochać.
— Taki jestem chory — mówił — taki rozdrażniony... — Bo ja mam podobno wadę serca... Ale to przejdzie... przejdzie... Tylko dlaczego on tak ucieka... kryje się... nie pisze?...
— Ach, jak ja rozumiem — zawołał Ochocki — ten wstręt człowieka rozbitego do rzeczy, które mu przypominają przeszłość!... Jak ja to znam, choćby z małego doświadczenia... Wyobraź pan sobie, że kiedy zdawałem w gimnazjum egzamin dojrzałości, musiałem w pięć tygodni przejść kursa łaciny i greki z siedmiu klas, bom się tego nigdy nie chciał uczyć. No i jakoś wykręciłem się na egzaminie, ale tak przedtem pracowałem, żem się przepracował.
Od tej pory nie tylko nie mogłem patrzeć na książki łacińskie albo greckie, ale nawet myśleć o nich. Nie mogłem patrzeć na gmach szkolny, unikałem kolegów, którzy pracowali razem ze mną, ale nawet musiałem opuścić owe mieszkanie, gdzie uczyłem się dzień i noc. Trwało to parę miesięcy i naprawdę nie pierwej uspokoiłem się, ażem... Wiesz pan, com zrobił? Rzuciłem do pieca wszystkie podręczniki greckie i łacińskie i spaliłem bestie!... Paskudziło się to z godzinę, ale kiedy ostatecznie kazałem popioły wysypać na śmietnik, ozdrawiałem!... Chociaż i dziś jeszcze dostaję bicia serca na widok greckich liter albo łacińskich wyjątków: panis, piscis, crinis404... Aaa... jakie to obrzydliwe...
Nie dziwże się pan — kończył Ochocki — że Wokulski umyka stąd aż do Chin... Długie udręczenie może doprowadzić człowieka do wścieklizny... Chociaż i to przechodzi...
— A czterdzieści sześć lat, panie?... — zapytał Rzecki.
— A silny organizm?... a tęgi mózg?... No, ale zagadałem się... Bywaj mi pan zdrów...
— Co, może wyjeżdżasz pan?...
— Aż do Petersburga — odparł Ochocki. — Muszę pilnować testamentu nieboszczki Zasławskiej, który chce obalić wdzięczna rodzina. Posiedzę tam, bodaj czy nie do końca października.
— Jak tylko będę miał wiadomość od Stacha, zaraz panu doniosę. Tylko przyszlij mi pan adres.
— I ja panu dam znać, tylko zachwycę języka... Chociaż wątpię... Do widzenia!...
— Rychłego powrotu...
Rozmowa z Ochockim orzeźwiła pana Ignacego. Zdawało się, że stary subiekt nabrał sił nagadawszy się z człowiekiem, który nie tylko rozumiał ukochanego Stacha, ale i przypominał go w wielu punktach.
„On był taki sam — myślał Rzecki. — Energiczny, trzeźwy, a mimo to zawsze pełen idealnych popędów...”
Można powiedzieć, że od tego dnia zaczęła się rekonwalescencja pana Ignacego. Opuścił łóżko, potem szlafrok zamienił na surdut, bywał w sklepie i nawet często wychodził na ulicę. Szuman zachwycał się trafnością swojej kuracji, dzięki której choroba serca zatrzymała się w rozwoju.
— Co będzie dalej — mówił do Szlangbauma — nie wiadomo. Ale fakt, że od kilku dni stary ma się lepiej. Odzyskał apetyt i sen, a nade wszystko opuściła go apatia. Z Wokulskim miałem to samo.
Naprawdę zaś Rzecki pokrzepiał się nadzieją, że prędzej lub później będzie miał list od swego Stacha.
„Już może jest w Indiach — myślał — więc w końcu września powinien bym mieć wiadomość... No, o spóźnienie w takich razach nietrudno; ale za październik dam głowę...”
Rzeczywiście, w epokach wskazanych nadeszły wiadomości o Wokulskim, lecz bardzo dziwne.
W końcu września wieczorem odwiedził pana Ignacego Szuman i śmiejąc się rzekł:
— Tylko uważaj pan, jak ten półgłówek zainteresował ludzi. Pachciarz z Zasławka mówił Szlangbaumowi, że furman nieboszczki prezesowej widział niedawno Wokulskiego w lesie zasławskim. Opisywał nawet, jak był ubrany i na jakim koniu jechał...
— Może być!... — wtrącił ożywiony pan Ignacy.
— Farsa!... Gdzie Krym, gdzie Rzym, gdzie Indie, a gdzie Zasławek?... — odparł doktór. — Tym bardziej że prawie jednocześnie inny Żydek, handlujący węglami, widział znowu Wokulskiego w Dąbrowie405... A nawet więcej, bo jakoby dowiedział się, że ów Wokulski kupił od jednego górnika, pijaczyny, dwa naboje dynamitowe... No, już tego głupstwa chyba i pan nie zechcesz bronić?...
— Ale cóż by to znaczyło?...
— Nic. Widocznie Szlangbaum musiał między Żydkami ogłosić nagrodę za dowiedzenie się o Wokulskim, więc teraz każdy będzie upatrywał Wokulskiego bodajby w mysiej jamie... I święty rubel tworzy jasnowidzących!... — zakończył doktór śmiejąc się ironicznie.
Rzecki musiał przyznać, że pogłoski nie miały sensu, a wyjaśnienie ich przez Szumana było najzupełniej racjonalne. Pomimo to niepokój o Wokulskiego wzmógł się.
Niepokój jednak zamienił się w istotną trwogę wobec faktu, nie ulegającego już żadnej wątpliwości. Oto w dniu pierwszym października jeden z rejentów zawezwał do siebie pana Ignacego i pokazał mu akt, zeznany przez Wokulskiego przed wyjazdem do Moskwy. Był to formalny testament, w którym Wokulski rozporządził pozostałymi w Warszawie pieniędzmi, z których siedemdziesiąt tysięcy rs. leżały w banku, zaś sto dwadzieścia tysięcy rs. u Szlangbauma.
Dla osób obcych rozporządzenie to było dowodem niepoczytalności Wokulskiego; Rzeckiemu jednak wydało się całkiem logiczne. Testator406 zapisał: ogromną sumę stu czterdziestu tysięcy rubli Ochockiemu, dwadzieścia pięć tysięcy rs. Rzeckiemu, dwadzieścia tysięcy rs. Helence Stawskiej. Pozostałe zaś pięć tysięcy rs. podzielił między swoją dawną służbę albo biedaków, którzy mieli z nim stosunki. Z tej sumy otrzymali po pięćset rubli: Węgiełek, stolarz z Zasławia, Wysocki, furman z Warszawy, i drugi Wysocki, jego brat, dróżnik ze Skierniewic.
Wokulski rzewnymi słowami prosił obdarowanych, ażeby zapisy przyjęli jak od zmarłego; rejenta zaś zobowiązał do nieogłaszania aktu przed pierwszym październikiem.
Między ludźmi, którzy znali Wokulskiego, zrobił się hałas, posypały się plotki, insynuacje, obrazy osobiste... Szuman zaś w rozmowie z Rzeckim wypowiedział taki pogląd:
— O zapisie dla pana dawno wiedziałem... Ochockiemu dał blisko milion złotych407, ponieważ odkrył w nim wariata tego co sam gatunku... No i prezent dla córeczki pięknej pani Stawskiej rozumiem — dodał z uśmiechem — jedno mnie tylko intryguje...
— Cóż mianowicie? — spytał Rzecki przygryzając wąsy.
— Skąd się wziął między obdarowanymi ów dróżnik Wysocki?... — zakończył Szuman.
Zanotował jego imię i nazwisko i wyszedł zamyślony.
Wielki był niepokój Rzeckiego o to, co mogło się stać z Wokulskim? dlaczego zrobił zapis i dlaczego przemawiał w nim jak człowiek myślący o bliskiej śmierci?... Wnet jednak trafiły się wypadki, które obudziły w panu Ignacym iskrę nadziei lub do pewnego stopnia wyjaśniły dziwne postępowanie Wokulskiego.
Przede wszystkim Ochocki, zawiadomiony o darze, nie tylko natychmiast odpowiedział z Petersburga, że zapis przyjmuje i że całą gotówkę chce mieć w początkach listopada, ale jeszcze zastrzegł sobie u Szlangbauma procent za miesiąc październik.
Nadto zaś napisał do Rzeckiego list z zapytaniem: czy pan Ignacy nie dałby mu ze swego kapitału dwudziestu jeden tysięcy rubli gotowizną, w zamian za sumę płatną na święty Jan, którą Ochocki miał na hipotece wiejskiego majątku?
„Bardzo zależy mi na tym — kończył swój list — ażeby wszystko, co posiadam, mieć w ręku, gdyż w listopadzie stanowczo muszę wyjechać za granicę. Objaśnię to panu przy osobistej rozmowie...”
„Dlaczego on tak nagle wyjeżdża za granicę i dlaczego zbiera wszystkie pieniądze?... — zapytywał sam siebie Rzecki. — Dlaczego w końcu odkłada wyjaśnienia do rozmowy osobistej?...”
Naturalnie, że przyjął propozycję Ochockiego; zdawało mu się, że w tym nagłym wyjeździe i niedomówieniach tkwi jakaś otucha.
„Kto wie — myślał — czy Stach pojechał do Indyj ze swoim półmilionem?... Może oni obaj z Ochockim zejdą się w Paryżu, u tego dziwnego Geista?... Jakieś metale... jakieś balony!... Widocznie chodzi im o utrzymanie tajemnicy, przynajmniej do czasu...”
W tym jednak razie pomieszał mu rachunki Szuman powiedziawszy przy jakiejś okazji:
— Dowiadywałem się w Paryżu o tego sławnego Geista myśląc, że Wokulski może się o niego zechce zaczepić. No, ale Geist, niegdyś bardzo zdolny chemik, jest dziś skończonym wariatem... Cała Akademia408 śmieje się z jego pomysłów!...
Drwiny całej Akademii z Geista mocno zachwiały nadziejami Rzeckiego. Jużci, jeżeli kto, to tylko Akademia francuska mogłaby oceniać wartość owych metali czy balonów... A jeżeli mędrcy zadecydowali, że Geist jest wariatem, to już chyba Wokulski nie miałby co robić u niego.
„Gdzie i po co w takim razie wyjechał? — myślał Rzecki. — Ha, oczywiście, wyjechał w podróż, bo mu tu było źle... Jeżeli Ochocki musiał opuścić mieszkanie, w którym dokuczyła mu tylko gramatyka grecka, to Wokulski mógł tym bardziej wynieść się z miasta, gdzie mu tak dokuczyła kobieta... I gdybyż to tylko ona!... Czy był kiedy człowiek bardziej szkalowany od niego?...”
„Ale dlaczego on zrobił prawie testament i jeszcze napomykał w nim o śmierci?...” — dodawał pan Ignacy.
Tę wątpliwość rozjaśniła mu wizyta Mraczewskiego. Młody człowiek przyjechał do Warszawy niespodzianie i przyszedł do Rzeckiego z miną zakłopotaną. Rozmawiał urywkowo, a w końcu napomknął, że pani Stawska waha się przyjąć darowizny Wokulskiego i że jemu samemu dar ten wydaje się niepokojącym...
— Dzieciak jesteś, mój kochany!... — oburzył się pan Ignacy. — Wokulski zapisał jej czy Helci dwadzieścia tysięcy rubli, bo polubił kobietę; a polubił ją, bo w jej domu znajdował spokój w najcięższych czasach dla siebie... Wiesz przecie, że kochał się w pannie Izabeli?...
— To wiem — odparł nieco spokojniej Mraczewski — ale wiem i o tym, że pani Stawska miała do Wokulskiego słabość...
— Więc i cóż?... Dziś Wokulski jest dla nas wszystkich prawie umarłym i Bóg wie, czy go kiedy zobaczymy...
Mraczewskiemu twarz rozjaśniła się.
— To prawda — rzekł — to prawda!... Pani Stawska może przyjąć zapis od zmarłego, a ja nie potrzebuję się obawiać wspomnień o nim...
I wyszedł bardzo kontent z tego, że Wokulski może już nie żyje.
„Stach miał rację — myślał pan Ignacy — nadając taką formę swoim zapisom. Umniejszył kłopotu obdarowanym, a nade wszystko tej poczciwej pani Helenie...”
W sklepie Rzecki bywał ledwie raz na kilka dni, jedyne zaś jego zajęcie, notabene bezpłatne, polegało na układaniu wystawy w oknach, co zwykle robił w nocy z soboty na niedzielę. Stary subiekt bardzo lubił to układanie, a Szlangbaum sam go o nie prosił w nadziei, że pan Ignacy umieści swój kapitał w jego kantorze na niewysoki procent.
Ale i te rzadkie odwiedziny wystarczyły panu Ignacemu do zorientowania się, że w sklepie zaszły gruntowne zmiany na gorsze. Towary, lubo pokaźne na oko, były liche, choć zarazem zniżyła się trochę ich cena; subiekci w arogancki sposób traktowali publiczność i dopuszczali się drobnych nadużyć, które nie uszły uwagi Rzeckiego. Nareszcie dwu nowych inkasentów dopuściło się malwersacji na sto kilkadziesiąt rubli.
Kiedy pan Ignacy wspomniał o tym Szlangbaumowi, usłyszał odpowiedź:
— Proszę pana, publiczność nie zna się na dobrym towarze, tylko na tanim... A co do malwersacji, te się wszędzie trafiają. Skąd zresztą wezmę innych ludzi?
Pomimo tęgiej miny Szlangbaum jednak martwił się, a Szuman drwił z niego bez miłosierdzia.
— Prawda, panie Szlangbaum — mówił doktór — że gdyby w kraju zostali sami Żydzi, wyszlibyśmy z torbami z interesu! Bo jedni okpiwaliby nas, a drudzy nie daliby się łapać na nasze sztuki...
Mając dużo wolnego czasu pan Ignacy dużo rozmyślał i dziwił się, że teraz po całych dniach zaprzątały go kwestie, które dawniej nawet nie przeszły mu przez głowę.
„Dlaczego nasz sklep upadł?... — mówił do siebie. — Bo gospodaruje w nim Szlangbaum, nie Wokulski. A dlaczego nie gospodaruje Wokulski?... Bo jak to wspomniał Ochocki, Stach dusił się tutaj prawie od dzieciństwa i nareszcie musiał uciec na świeże powietrze...”
I przypomniał sobie najwydatniejsze momenta z życia Wokulskiego. Kiedy chciał uczyć się, jeszcze jako subiekt Hopfera, wszyscy mu dokuczali. Kiedy wstąpił do uniwersytetu, zażądano od niego poświęceń. Kiedy wrócił do kraju, nawet pracy mu odmówiono. Kiedy zrobił majątek, obrzucono go podejrzeniami, a kiedy zakochał się, ubóstwiana kobieta zdradziła go w najnikczemniejszy sposób...
„Trzeba przyznać — rzekł pan Ignacy — że w takich warunkach zrobił, co mógł najlepszego...”
Ale jeżeli Wokulskiego siła faktów wypchnęła z kraju, dlaczego sklepu po nim nie odziedziczył bodajby on sam, Rzecki, nie zaś Szlangbaum?...
Bo on, Rzecki, nigdy o tym nie myślał, ażeby posiadać własny sklep. On walczył za interesa Węgrów albo czekał, aż Napoleonidzi świat przebudują. I cóż się stało?... Świat nie poprawił się, Napoleonidzi wyginęli, a właścicielem sklepu został Szlangbaum.
„Strach, ile się u nas marnuje uczciwych ludzi — myślał. — Katz palnął sobie w łeb, Wokulski wyjechał, Klejn Bóg wie gdzie, a Lisiecki musiał także się wynosić, bo dla niego nie było tu miejsca...”
Wobec tych medytacyj pan Ignacy doznawał wyrzutów sumienia, pod wpływem których począł mu się zarysowywać jakiś plan na przyszłość...
„Wejdę — mówił — do spółki z panią Stawską i z Mraczewskim. Oni mają dwadzieścia tysięcy rubli, ja dwadzieścia pięć tysięcy, więc za taką sumę możemy otworzyć porządny sklep choćby pod bokiem Szlangbaumowi...”
Projekt ten tak go opanował, że pod jego wpływem czuł się nawet zdrowszym. Wprawdzie coraz częściej doznawał bólu w ramionach i duszności, ale nie zważał na to...
„Pojadę na kurację choćby za granicę — myślał — pozbędę się tych głupich duszności i wezmę się do roboty naprawdę... Cóż to, czy tylko Szlangbaum ma robić u nas majątek?...”
Czuł się młodszym i rzeźwiejszym, choć Szuman nie radził mu wychodzić na ulicę i zalecał unikać wzruszeń.
Sam doktór jednakże często zapominał o własnym przepisie.
Raz wpadł do Rzeckiego z rana, wzburzony tak, że zapomniał włożyć krawata na szyję.
— Wiesz pan — zawołał — pięknych rzeczy dowiedziałem się o Wokulskim!...
Pan Ignacy położył na stole nóż i widelec (właśnie jadł befsztyk z borówkami) i uczuł ból w ramionach.
— Cóż się stało?... — zapytał słabym głosem.
— Pyszny jest Staś!... — mówił Szuman. — Odnalazłem tego dróżnika Wysockiego w Skierniewicach, wybadałem go i wiesz pan, com odkrył?...
— Skądże mogę wiedzieć?... — spytał Rzecki, któremu na chwilę zrobiło się ciemno w oczach.
— Wyobraź pan sobie — mówił zirytowany Szuman — że... to bydlę... to zwierzę... wtedy w maju, kiedy jechał z Łęckimi do Krakowa, rzucił się w Skierniewicach pod pociąg!... Wysocki go uratował...
— Eh!... — mruknął Rzecki.
— Nie: eh!... tylko tak jest. Z czego widzę, że kochany Stasieczek, obok romantyzmu, miał jeszcze manię samobójstwa... Założyłbym się o cały mój majątek, że on już nie żyje!...
Nagle umilkł spostrzegłszy straszną zmianę na twarzy pana Ignacego. Zmieszał się niesłychanie, sam prawie zaniósł go na łóżko i przysiągł sobie, że już nigdy nie będzie zaczepiać tych kwestyj.
Ale los zrządził inaczej.
W końcu października bryftrygier oddał Rzeckiemu list rekomendowany pod adresem Wokulskiego.
List pochodził z Zasławia, pismo było niewprawne.
„Czyby od Węgiełka...” — pomyślał pan Ignacy i otworzył kopertę.
„Wielmożny panie! — pisał Węgiełek. — Najpierwej dziękujemy wielmożnemu panu za pamięć o nas i za te pięćset rubli, którymi nas wielmożny pan znowu obdarzył, i za wszystkie dobrodziejstwa, które otrzymaliśmy z jego szczodrobliwej ręki, dziękujemy: matka moja, żona moja i ja... Po drugie zaś wszyscy troje zapytujemy się o zdrowie i życie wielmożnego pana i czy pan szczęśliwie do dom powrócił. Pewno, że tak jest, bo inaczej nie wysłałby nam pan swego wspaniałego daru. Tylko żona moja jest bardzo o wielmożnego pana niespokojna i po nocach nie sypia, a nawet chciała, ażebym sam do Warszawy pojechał, zwyczajnie jak kobieta.
Bo to u nas, wielmożny panie, we wrześniu, tego samego dnia kiedy wielmożny pan idąc na zamek spotkał moją matkę przy kartoflach, trafiło się wielkie zdarzenie. Tylko co matka wróciła z pola i nastawiła wieczerzę, aż tu w zamku dwa razy tak strasznie huknęło, jak pioruny, a w miasteczku szyby się zatrzęsły. Matce garnczek wypadł z rąk i zaraz mówi do mnie:
«Leć na zamek, bo tam może bawi się jeszcze pan Wokulski, więc żeby go nieszczęście nie spotkało. I ja też zaraz poleciałem.
Chryste Panie! Ledwieżem poznał górę. Z czterech ścian zamku, co się jeszcze mocno trzymały, została tylko jedna, a trzy zmielone prawie na mąkę. Kamień, cośmy na nim rok temu wycięli wiersze, rozbity na jakie dwadzieścia kawałków, a w tym miejscu, gdzie była zawalona studnia, zrobił się dół i gruzów nasypało w niego więcej niż na stodołę. Ja myślę, że to mury same zawaliły się ze starości; ale matka mówi, że to może kowal nieboszczyk, com o nim wielmożnemu państwu rozpowiadał, że on taką psotę zrobił.
Nic nie mówiąc nikomu o tym, że wielmożny pan szedł wtedy na zamek, przez cały tydzień grzebałem między gruzami, czy, broń Boże, nie stało się nieszczęście. I dopiero, kiedym śladu nie znalazł, ucieszyłem się tak, że na tym miejscu święty krzyż stawiam, cały z drzewa dębowego, nie malowany, ażeby była pamiątka, jako wielmożny pan od nieszczęścia się ocalił. Ale moja żona, kobiecym obyczajem, wciąż się niepokoi... Więc dlatego pokornie upraszam wielmożnego pana ażeby nam dał znać o sobie, że żyje i że zdrów jest...
Ksiądz proboszcz jegomość taki poradził mi wyciąć napis na krzyżu:
Non omnis moriar409...
Ażeby ludzie wiedzieli, że choć stary zamek, pamiątka z czasów dawnych, w gruzy się rozleciał, to przecie nie wszystek zginął i jeszcze niemało zostanie po nim do widzenia nawet dla naszych wnuków...”
„A zatem Wokulski był w kraju!...” — zawołał ucieszony Rzecki i posłał po doktora prosząc go, ażeby przyszedł natychmiast.
W niecały kwadrans zjawił się Szuman. Dwa razy przeczytał podany mu list i ze zdziwieniem przypatrywał się ożywionej fizjognomii pana Ignacego.
— Cóż doktór na to?... — zapytał triumfalnie Rzecki.
Szuman zdziwił się jeszcze mocniej.
— Co ja na to?... — powtórzył. — Że stało się, co przepowiadałem Wokulskiemu jeszcze przed jego wyjazdem do Bułgarii... Przecież to jasne, że Stach zabił się w Zasławiu.
Rzecki uśmiechnął się.
— Ależ zastanów się, panie Ignacy — mówił doktór, z trudnością hamując wzruszenie. — Pomyśl tylko: widziano go w Dąbrowie, jak kupował naboje, potem widziano go w okolicach Zasławka, a nareszcie w samym Zasławiu. Myślę, że w zamku musiało coś kiedyś zajść między nim a tą... tą potępienicą... Bo nawet mnie raz wspomniał, że chciałby zapaść się pod ziemię tak głęboko jak studnia zasławska...
— Gdyby zechciał się zabić, mógłby to zrobić dawniej... Zresztą i pistolet by wystarczył, nie dynamit — odparł Rzecki.
— Toteż zabijał się... Ale że w każdym calu była to wściekła bestia, więc mu pistolet nie wystarczał... Jemu trzeba było lokomotywy, ażeby zginąć... Samobójcy umieją być wybredni, wiem o tym!...
Rzecki kręcił głową i uśmiechał się.
— Więc co pan myślisz, u diabła?... — zawołał zniecierpliwiony Szuman. — Czy masz jaką inną hipotezę?...
— Mam. Stacha po prostu dręczyły wspomnienia tego zamku, więc chciał go zniszczyć, jak Ochocki zniszczył grecką gramatykę, kiedy się na niej przepracował. Jest to także odpowiedź dana tej pannie, która podobno co dzień jeździła tęsknić do tych gruzów...
— Ależ to byłoby dzieciństwo!... Czterdziestoletni chłop nie może postępować jak uczeń...
— Kwestia temperamentu — odparł Rzecki spokojnie. — Jedni odsyłają pamiątki, a on swoją wysadził w powietrze... Szkoda tylko, że tej Dulcynei410 nie było między gruzami.
Doktór zamyślił się.
— Wściekła bestia!... Ale gdzieżby teraz się podział, jeżeliby żył?...
— Teraz właśnie podróżuje z lekkim sercem. A nie pisze, bośmy mu już widać wszyscy obrzydli... — dokończył ciszej pan Ignacy. — Zresztą, gdyby tam zginął, pozostałby jakiś ślad...
— Swoją drogą, nie przysiągłbym, że pan nie masz racji, chociaż... ja w to nie wierzę — mruknął Szuman.
Kiwał smutnie głową i mówił:
— Romantycy muszą wyginąć, to darmo; dzisiejszy świat nie dla nich... Powszechna jawność sprawia to, że już nie wierzymy ani w anielskość kobiet, ani w możliwość ideałów. Kto tego nie rozumie, musi zginąć albo dobrowolnie sam ustąpić...
Ale jaki to człowiek stylowy!... — zakończył. — Umarł przywalony resztkami feudalizmu... Zginął, aż ziemia zadrżała... Ciekawy typ, ciekawy...
Nagle schwycił kapelusz i wybiegł z pokoju mrucząc:
— Wariaty!... wariaty!... cały świat mogliby zarazić swoim obłędem...
Rzecki wciąż uśmiechał się.
„Niech mnie diabli wezmą — mówił do siebie — jeżeli co do Stacha nie mam racji!... Powiedział pannie: adieu! i pojechał... Oto cały sekret. Byle wrócił Ochocki, dowiemy się prawdy...”
Był w tak dobrym usposobieniu, że wydobył spod łóżka gitarę, naciągnął struny i przy jej akompaniamencie zaczął nucić:
Wiosna się budzi w całej naturze,
Witana rzewnym słowików pieniem...
W zielonym gaju, ponad strumieniem,
Kwitnęły dwie piękne róże...
Ostry ból w piersiach przypomniał mu, że nie powinien się męczyć.
Niemniej czuł w sobie ogromną energię.
„Stach — myślał — wziął się do jakiejś wielkiej roboty, Ochocki jedzie do niego, więc muszę i ja pokazać, co umiem... Precz z marzeniami!...
Napoleonidzi już nie poprawią świata i nikt go nie poprawi, jeżeli i nadal będziemy postępować jak lunatycy... Zawiążę spółkę z Mraczewskimi, sprowadzę Lisieckiego, znajdę Klejna i spróbujemy, panie Szlangbaum, czy tylko ty masz rozum... Do licha, co może być łatwiejszego aniżeli zrobienie pieniędzy, jeżeli chce się tego?
A jeszcze z takim kapitałem i takimi ludźmi!...”
W sobotę po rozejściu się subiektów wieczorem pan Ignacy wziął od Szlangbauma klucz od tylnych drzwi sklepu, ażeby na przyszły tydzień ułożyć wystawę w oknach.
Zapalił jedną lampę, z głównego okna wydobył przy pomocy Kazimierza żardynierkę411 i dwa wazony saskie a na ich miejsce ustawił wazony japońskie i starorzymski stolik. Następnie kazał służącemu iść spać, miał bowiem zwyczaj własnoręcznie rozkładać przedmioty drobne, a osobliwie mechaniczne zabawki. Nie chciał zresztą, ażeby prosty człowiek wiedział, że on sam najlepiej bawi się sklepowymi zabawkami.
Jak zwykle, tak i tym razem wydobył wszystkie, zapełnił nimi cały kontuar i wszystkie jednocześnie nakręcił. Po raz tysiączny w życiu przysłuchiwał się melodiom grających tabakierek i patrzył, jak niedźwiedź wdrapuje się na słup, jak szklana woda obraca młyńskie koła, jak kot ugania się za myszą, jak tańczą krakowiacy, a na wyciągniętym koniu pędzi dżokej.
I przypatrując się ruchowi martwych figur po tysiączny raz w życiu powtarzał:
„Marionetki!... Wszystko marionetki!... Zdaje im się, że robią, co chcą, a robią tylko, co im każe sprężyna, taka ślepa jak one...”
Kiedy źle kierowany dżokej wywrócił się na tańczących parach, pan Ignacy posmutniał.
„Dopomóc do szczęścia jeden drugiemu nie potrafi — myślał — ale zrujnować cudze życie umieją tak dobrze, jak gdyby byli ludźmi...”
Nagle usłyszał łoskot. Spojrzał w głąb sklepu i zobaczył wydobywającą się spod kontuaru ludzką figurę.
„Złodziej?...” — przeleciało mu przez głowę.
— Bardzo przepraszam, panie Rzecki, ale... ja zaraz przyjdę... — odezwała się figura z oliwkową twarzą i czarnymi włosami. Pobiegła do drzwi, otworzyła je pośpiesznie i znikła.
Pan Ignacy nie mógł podnieść się z fotelu; ręce mu opadły, nogi odmówiły posłuszeństwa. Tylko serce uderzało w nim jak dzwon rozbity, a w oczach zrobiło mu się ciemno.
„Cóż, u diabła, ja się zląkłem? — szepnął. — Wszakże to jest ten... ten Izydor Gutmorgen... tutejszy subiekt... Oczywiście, coś skradł i uciekł... Ale dlaczego ja się zląkłem?...”
Tymczasem pan Izydor Gutmorgen po dłuższej nieobecności wrócił do sklepu, co jeszcze więcej zadziwiło Rzeckiego.
— Skądeś się pan tu wziął?... czego pan chcesz?... — zapytał go pan Ignacy.
Pan Gutmorgen zdawał się być mocno zakłopotany. Spuścił głowę jak winowajca i przebierając palcami po kontuarze, mówił:
— Przepraszam pana, panie Rzecki, ale pan może myśli, że ja co ukradłem?... Niech mnie pan zrewiduje...
— Ale co pan tu robisz? — zapytał Rzecki. Chciał się podnieść z fotelu, lecz nie mógł.
— Mnie pan Szlangbaum kazał zostać tu dziś na noc...
— Po co?
— Bo, widzi pan, panie Rzecki... z panem przychodzi tu do ustawiania ten Kazimierz... Więc pan Szlangbaum kazał mnie pilnować, ażeby on czego nie wyniósł... Ale że mnie się trochę niedobrze zrobiło, więc... ja pana bardzo przepraszam...
Rzecki już powstał z siedzenia.
— Ach, wy kundle!... — zawołał w najwyższej pasji. — To wy mnie uważacie za złodzieja?... I za to, że wam darmo pracuję?...
— Przepraszam pana, panie Rzecki — wtrącił z pokorą Gutmorgen — ale... po co pan darmo pracuje?...
— Niechże was milion diabłów porwie!... — krzyknął pan Ignacy. Wybiegł ze sklepu i starannie zamknął drzwi na klucz.
„Posiedźże sobie do rana, kiedy ci niedobrze!... I zostaw pamiątkę swemu pryncypałowi” — mruknął.
Pan Ignacy nie mógł spać całą noc. A ponieważ jego lokal dzieliła tylko sień od sklepu, więc około drugiej usłyszał ciche pukanie wewnątrz sklepu i stłumiony głos Gutmorgena, który mówił:
— Panie Rzecki, niech pan otworzy... Ja zaraz wrócę...
Wkrótce jednak wszystko ucichło.
„O, gałgany!... — myślał Rzecki przewracając się na łóżku. — To wy mnie traktujecie jak złodzieja... Poczekajcież!...”
Około dziewiątej z rana usłyszał, że Szlangbaum uwolnił Gutmorgena, a następnie zaczął kołatać do jego drzwi. Nie odezwał się jednak, a kiedy przyszedł Kazimierz, zapowiedział mu, ażeby nigdy nie puszczał tu Szlangbauma.
„Wyniosę się stąd — mówił — bodaj od Nowego Roku... Żebym miał mieszkać na strychu albo wziąć numer w hotelu... Mnie zrobili złodziejem!... Stach powierzał mi krocie, a ten bestia, lęka się o swoje tandeciarskie towary...”
Przed południem napisał dwa długie listy: jeden do pani Stawskiej proponując, ażeby sprowadziła się do Warszawy i zawiązała z nim spółkę; drugi do Lisieckiego zapytując: czyby nie zechciał powrócić i objąć posady w jego sklepie?...
Przez cały czas pisania i odczytywania listów złośliwy uśmiech nie schodził mu z twarzy.
„Wyobrażam sobie minę Szlangbauma — myślał — kiedy otworzymy mu przed nosem sklep konkurencyjny... he!... he!... he!... On mnie kazał pilnować... Dobrze mi tak, kiedym pozwolił rozpanoszyć się temu filutowi... He! he! he!”
W tej chwili trącił rękawem pióro, które z biurka upadło na podłogę. Rzecki schylił się, ażeby je podnieść, i nagle uczuł dziwny ból w piersiach, jakby kto przebił płuca wąskim nożykiem. Na chwilę zaćmiło mu się w oczach i doznał lekkich mdłości; więc nie podnosząc pióra wstał z fotelu i położył się na szezlongu.
„Będę ostatnim cymbałem — myślał — jeżeli za parę lat Szlangbaum nie wyjdzie na Nalewki... Stary głupiec ze mnie!... troszczyłem się o Bonapartych i o całą Europę, a tymczasem wyrósł mi pod bokiem tandeciarz, który każe mnie pilnować jak złodzieja... No, ale przynajmniej nabrałem doświadczenia; wystarczy mi go na całe życie... Przestaniecie wy mnie teraz nazywać romantykiem i marzycielem...”
Coś jakby zawadzało mu w lewym płucu.
„Astma?... — mruknął. — Muszę ja się na serio wziąć do kuracji. Inaczej za pięć, sześć lat zostałbym kompletnym niedołęgą... Ach, gdybym się był spostrzegł dziesięć lat temu!..”
Przymknął oczy i zdawało mu się, że widzi całe swoje życie, od chwili obecnej aż do dzieciństwa, rozwinięte na kształt panoramy, wzdłuż której on sam płynął, dziwnie spokojnym ruchem... Uderzało go tylko, że każdy miniony obraz zacierał mu się w pamięci tak nieodwołalnie, iż w żaden sposób nie mógł przypomnieć sobie tego, na co patrzył przed chwilą. Oto obiad w Hotelu Europejskim z powodu otwarcia nowego sklepu... Oto stary sklep, a w nim panna Łęcka rozmawia z Mraczewskim... Oto jego pokój z zakratowanym oknem, gdzie przed chwilą wszedł Wokulski, kiedy powrócił z Bułgarii...
„Zaraz... co to ja poprzednio widziałem...” — myślał.
Oto piwnica Hopfera, gdzie poznał się z Wokulskim... A oto pole bitwy, gdzie niebieskawy dym unosi się nad liniami granatowych i białych mundurów... A oto stary Mincel siedzi na fotelu i ciągnie za sznurek wiszącego w oknie kozaka...
„Czy ja to wszystko istotnie widziałem, czy mi się tylko śniło?... Boże miłosierny...” — szepnął.
Teraz zdawało mu się, że jest małym chłopcem i że podczas gdy jego ojciec rozmawiał z panem Raczkiem o cesarzu Napoleonie, on wymknął się na strych i przez dymnik patrzył na Wisłę w stronę Pragi... Stopniowo jednak obraz przedmieścia zatarł mu się przed oczyma i został tylko dymnik. Z początku był on wielki jak talerz, później jak spodek, a potem zmalał do rozmiarów srebrnej dziesiątki...
Jednocześnie ze wszystkich stron ogarnęła go niepamięć i ciemność, a raczej głęboka czarność, wśród której tylko ów dymnik świecił jak gwiazda o nieustannie zmniejszającym się blasku.
Nareszcie i ta ostatnia gwiazda zgasła...
Może zobaczył ją znowu, ale już nie nad ziemskim horyzontem.
Około drugiej w południe przyszedł służący pana Ignacego, Kazimierz, z koszem talerzy. Hałaśliwie nakrył do stołu, a widząc, że pan nie budzi się, zawołał:
— Proszę pana, obiad wystygnie...
Ponieważ pan Ignacy nie ruszył się i tym razem, więc Kazimierz zbliżył się do szezlonga i rzekł:
— Proszę pana...
Nagle cofnął się, wybiegł do sieni i zaczął pukać do tylnych drzwi sklepu, w którym jeszcze był Szlangbaum i jeden z jego subiektów.
Szlangbaum otworzył drzwi.
— Czego chcesz?... — szorstko zapytał służącego.
— Proszę pana... naszemu panu coś się stało...
Szlangbaum ostrożnie wszedł do pokoju, spojrzał na szezlong i również cofnął się...
— Biegnij po doktora Szumana!... — zawołał. — Ja tu nie chcę wchodzić...
W tej samej porze u doktora był Ochocki i opowiadał mu, że wczoraj z rana powrócił z Petersburga, a w południe odprowadzał na pociąg wiedeński swoją kuzynkę, pannę Izabelę Łęcką, która wyjechała za granicę.
— Wyobraź pan sobie — zakończył — że wstępuje do klasztoru!...
— Panna Izabela?... — zapytał Szuman. — Cóż to, czy ma zamiar nawet Pana Boga kokietować, czy tylko chce po wzruszeniach odpocząć, ażeby pewniejszym krokiem wyjść za mąż?
— Daj jej pan spokój... to dziwna kobieta... — szepnął Ochocki.
— One wszystkie wydają się nam dziwne — odparł zirytowanym głosem doktór — dopóki nie sprawdzimy, że są tylko głupie albo nędzne... O Wokulskim nie słyszałeś pan czego?...
— A właśnie... — odpowiedział. Lecz nagle zatrzymał się i umilkł.
— Cóż, wiesz pan co o nim?... Czy może robisz z tego tajemnicę stanu?... — nalegał doktór.
W tej chwili wpadł Kazimierz wołając:
— Panie doktorze, coś się stało naszemu panu. Prędzej, panie!
Szuman zerwał się, razem z nim Ochocki. Siedli w dorożkę i pędem zajechali przed dom, w którym mieszkał Rzecki.
W bramie zastąpił im drogę Maruszewicz z mocno zafrasowaną miną.
— No, wyobraź pan sobie — zawołał do doktora — taki miałem do niego ważny interes... Chodzi przecież o mój honor... a ten tymczasem umarł sobie!...
Doktór i Ochocki w towarzystwie Maruszewicza weszli do mieszkania Rzeckiego. W pierwszym pokoju był już Szlangbaum, radca Węgrowicz i ajent Szprot.
— Gdyby pił radzika412 — mówił Węgrowicz — dosięgnąłby stu lat... A tak...
Szlangbaum spostrzegłszy Ochockiego schwycił go za rękę i zapytał:
— Pan nieodwołalnie chce odebrać pieniądze w tym tygodniu?...
— Tak.
— Dlaczego tak prędko?...
— Bo wyjeżdżam.
— Na długo?...
— Może na zawsze — odparł szorstko i wszedł za doktorem do pokoju, gdzie leżały zwłoki.
Za nim na palcach weszli inni.
— Straszna rzecz! — odezwał się doktór. — Ci giną, wy wyjeżdżacie... Któż tu w końcu zostanie?...
— My!... — odpowiedzieli jednogłośnie Maruszewicz i Szlangbaum.
— Ludzi nie zabraknie... — dorzucił radca Węgrowicz.
— Nie zabraknie... ale tymczasem idźcie panowie stąd!... — krzyknął doktór.
Cała gromada z oznakami oburzenia cofnęła się do przedpokoju. Został tylko Szuman i Ochocki.
— Przypatrz mu się pan... — rzekł doktór wskazując na zwłoki. — Ostatni to romantyk!... Jak oni się wynoszą... Jak oni się wynoszą...
Szarpał wąsy i odwrócił się do okna.
Ochocki ujął zimną już rękę Rzeckiego i pochylił się, jakby chcąc mu coś szepnąć do ucha. Nagle w bocznej kieszeni zmarłego spostrzegł wysunięty do połowy list Węgiełka i machinalnie przeczytał nakreślone wielkimi literami wyrazy:
Non omnis moriar...
— Masz rację... — rzekł jakby do siebie.
— Ja mam rację?... — zapytał doktór. — Wiem o tym od dawna.
Ochocki milczał.
Koniec
Uzupełnienie413
Prawie w tej samej chwili, kiedy Rzecki studiował licytację domu Łęckich, w jego własnym mieszkaniu naradzali się dwaj panowie: jednym z nich był Wokulski, drugim moskiewski kupiec Suzin.
Suzin był to niski olbrzym, z potężną głową, potężnymi plecami i jeszcze potężniejszymi rękoma; robił wrażenie ogniotrwałej szafy odzianej w surdut źle skrojony z bardzo cienkiego sukna. Z całej jego figury przeglądała niezmierna siła, a z czerwonej twarzy o nieregularnych rysach tryskało prawie kompromitujące zdrowie. Nosił długie konopiaste włosy, już gęsto przyprószone siwizną, podcięte przy kołnierzu i rozdzielone nad czołem, tudzież wielką brodę, również konopiastą w białe pasy. Na grubych palcach miał kilka pierścieni z ogromnymi brylantami, a na szyi złoty łańcuch, przy którym śmielej można było przyczepić berlinkę414 niż zegarek. Spod brwi, przypominających krzaki jałowcu, wyglądały mu nieduże siwe oczki, iskrzące się sprytem.
Wokulski siedział w fotelu zamyślony, Suzin przeglądał jakieś papiery, pił sodową wodę z koniakiem od gorąca i mówił:
— Twoje prykaszczyki, Stanisławie Piotrowiczu, to same porządne panowie, polska szlachta... Nu, ale gdzie im do naszych!... Ten Żyd, jak jego zwą, Szlajmans?... on wygląda, jakby po tobie miał sklep wziąć. (Przegnaj Żydów, Stanisławie Piotrowiczu! a zresztą jak sobie chcesz...) A ten Klejn, on — nihilist... Mraczewski także nihilist, ale on taki, co za dziewkami lata; a Klejn chudy nihilist, mizerny i już jak co zmaluje — nie daj Boże!...
Znowu czytał papiery, popijał wodę z koniakiem i ciągnął:
— A ja zawsze do swojego, jak ten gubernator rzymski (nie pomnisz?), co to gadał: zawsze taki zburzyć Kartaginę!415... I ja tobie zawsze będę gadał: jedź ze mną dziś na noc do Paryża. Piętnaście tysięcy rubli gwarantuję tobie od zaraz, a jak mnie się uda jedna sprawa — może i pięćdziesiąt... Aj! pan Wokulski, szkoda takich pieniędzy... Ulituj się nade mną i nad sobą i jedź dzisiaj... Po co tu siedzieć? co wysiedzisz?... Ty już zupełnie nie ten, co byłeś; padło tobie na mózgi, i co?... Do Moskwy nie zaglądasz, na listy nie odpowiadasz i takimi pieniędzmi gardzisz!... A już stary Suzin u ciebie gorzej sobaki. Doktorów by zwołał, do Karlsbadu by jechał, ha?...
W tej chwili drzwi ostrożnie uchyliły się i wszedł mizerny Klejn podając Wokulskiemu list w bladoniebieskiej kopercie, z litografowanym pęczkiem niezapominajek. Wokulski szybko chwycił list, pobladł, zarumienił się, rzucił na stół rozerwaną kopertę i począł czytać:
„Wieniec jest prześliczny; odsyłam go panu na powrót i z góry dziękuję w imieniu Rossiego. Niechże pan koniecznie, ale to koniecznie, przyjdzie do nas jutro na obiad, bo jeszcze musimy porozmawiać o tej kwestii.
Życzliwa — Izabela Łęcka”
— Ma czekać na odpowiedź? — spytał cichym głosem Klejn.
— Nie.
Klejn zniknął jak teatralny duch między kulisami, a Wokulski wciąż czytał list, drugi raz, trzeci i czwarty. Suzin odsunął papiery i z najwyższym skupieniem począł mu się przypatrywać swymi małymi oczkami. Potem wziął do rąk bladoniebieską kopertę, obejrzał i znowu zatopił spojrzenie w Wokulskim, nieznacznie uśmiechając się, z odcieniem łagodnej ironii.
Kiedy Wokulski schował list, rozglądając się po pokoju jak człowiek dopiero co zbudzony, Suzin wskazał kopertę i rzekł:
— Rozumie się, od kobiety list... Czort z tymi babami!... nie wejdzie do pokoju, a poznasz, że jest... Nosem poznasz. Raz mnie jeden batiuszka416 mówił, że Adam w raju musiał zjeść zakazany owoc, bo drzewo, na którym on wyrósł, pachniało jak kobieta... Czort z tymi babami!... Ale zawsze taki ona tobie musiała coś zadać, Stanisławie Piotrowiczu...
— Kto?
— A ta, co przysłała tę kopertę. Zmieniłeś się tak, żem się zdziwił. Prędko z nią kończ, bo popadniesz w jakie nieszczęście...
— Gdybyż to można skończyć... — westchnął Wokulski.
Suzin zaśmiał się.
— Ach, ty gołąbku!... Co nie można?... Wszystko można... Ja był raz na jednej operze417, jakiego to Niemca (już pozwól, a Niemcy mają rozum!), gdzie sam diabeł nie wynalazł na kobietę lepszego sposobu jak brylanty... Zaniósł jej brylantów (może być na dziesięć, może być na piętnaście tysięcy rubli), nu i wszystko dobrze...
— Co wygadujesz, Suzin!... — szepnął Wokulski, opierając głowę na ręku.
— Ach, ty pan! ach, ty bezmozgi szlachcic polski! — śmiał się Suzin. — Ot, co was gubi wszystkich Polaków, u was na wszystko: i na handel, i na politykę, i na kobiety, u was na wszystko — serce i serce... I to jest wasze głupstwo. Na wszystko ty miej kieszeń, a serce tylko dla siebie, ażeby radować się z tego, co kupisz za pieniądze. Osobliwie kobieta jest taki twór, że już u niej za serce nie wytargujesz nic, jak od Żyda za pacierze... Bo ona sobie z serca twojego zrobi umeblowanie, a przyjdzie inny bez serca, i z nim będzie kochać się, całować w twoich oczach... Ty mnie do niej poszlij, Stanisławie Piotrowiczu, a jej powiem krótkie słowo: „Ot, madamka — ty zadała co to panu szlachcicu Wokulskiemu, a wzięła jemu rozum. Oddaj jego rozum, a ja tobie dam — tuzin tuzinów katarzynek... Może mało?... Dam dwa razy tyle, i szabasz!...”
Wokulski wyglądał tak okropnie, że Suzin przerwał, a potem zmienił temat rozmowy.
— A ty wiesz — ciągnął — co mnie przed wyjazdem mówiła Maria Siergiejewna o swojej córce?... „Ot — mówiła — głupia Luboczka! wciąż tęskni i tęskni za tym padlecem Wokulskim. Ja jej tłomaczę: ty i nie myśl o panu Wokulskim. Pan Wokulski siedzi sobie w Warszawie i gra na fortepiano: Jeszcze Polska nie zginęła!... a o takiej głupiej dziewczynie i nie pomyśli... A Luboczka nic, jak kamień...” I jeszcze mówi Maria Siergiejewna: „Czort mnie do ich parszywej Polski, niechaj ona i nie zginęła, ale mnie dziecka żal...”
No, pomyśl tylko, Stanisławie Piotrowiczu: dziewczyna jak malina, Smolny Instytut418 skończyła, wzięła medal, trzy miliony rubli położy tobie od razu na stół, i tańcuje, i maluje, i jeden pułkownik gwardyjski starał się o nią... Żeń się z nią, a będziesz miał pieniądze na trzy tutejsze madamy, byle Bóg dał zdrowie, bo kobiety nie takich Samsonów419 zjadły...
Drzwi pokoju otworzyły się po raz drugi.
— Pan Łęcki prosi pana — rzekł Klejn, ukazując jeden mankiet i wierzch głowy.
Wokulski drgnął, Suzin ciężko podniósł się z kanapy.
— No, Stanisławie Piotrowiczu, to i ja już pójdę przespać się. Rzuć wszystko, radzę tobie i jedź ze mną dziś do Paryża; a nie dziś, to jutro albo pojutrze. Ja jeszcze wstąpię do Berlina popatrzyć na Bismarcka, a ty przyjeżdżaj...
Ucałowali się i Suzin wyszedł kiwając głową.
— Gdzie jest pan Łęcki? — spytał Wokulski Klejna.
— W gabinecie.
— Idę natychmiast.
Klejn wyszedł, Wokulski szybko zebrał papiery ze stołu i również opuścił mieszkanie pana Ignacego.
Przypisy:
1. wojny: pruska i francuska, rozpoczynały się w lecie — wojna prusko-austriacka rozpoczęła się w czerwcu 1866 r., wojna francusko-niemiecka w lipcu 1870 r. [przypis redakcyjny]
2. Moltke Helmut (1800–1891) — pruski feldmarszałek i szef sztabu, opracował plany zwycięskich wojen z Danią, Austrią i Francją. [przypis redakcyjny]
3. Hadżi Loja — dowódca powstańców bośniackich walczących z austriackimi okupantami, proklamował „świętą wojnę” muzułmanów przeciw Austrii. [przypis redakcyjny]
4. szwarcgelber (z niem.) — „czarno-żółty”, Austriak (od dawnych barw państwowych Austrii). [przypis redakcyjny]
5. krócica — ręczna broń palna nazywana krócicą, ponieważ miała krótką lufę. [przypis edytorski]
6. kościół Aleksandra — kościół na placu Trzech Krzyży, zniszczony zupełnie w czasie powstania warszawskiego, odbudowany został w takim kształcie, jaki miał w czasie akcji Lalki a nie w takim, jaki miał tuż przed zburzeniem (tj. po przebudowie w latach 1886–1894). Rzecki idzie „aż za kościół Aleksandra”, prawdopodobnie na ul. Kruczą. [przypis redakcyjny]
7. cesarz — Napoleon III. [przypis redakcyjny]
8. kampania włoska — wojna Francji i Królestwa Sardynii z Austrią w r. 1859. [przypis redakcyjny]
9. Magenta — miejscowość w północnych Włoszech, gdzie 4 czerwca 1859 r. wojska francuskie i włoskie odniosły zwycięstwo nad armią austriacką. [przypis redakcyjny]
10. eks-obywatel — tu w znaczeniu: były właściciel ziemski. [przypis redakcyjny]
11. uwłaszczenie — uwłaszczenie chłopów w zaborze rosyjskim, przeprowadzone przez rząd carski dekretem z 2 marca 1864 r. Z chwilą uwłaszczenia chłopi otrzymywali na bezwzględną własność uprawianą przez siebie ziemię, a ich dotychczasowe „powinności” wobec szlachty (pańszczyzna, czynsze) zostały zniesione. Podstawowe grunty folwarczne pozostały jednak w posiadaniu obszarników. [przypis redakcyjny]
12. kirasjerzy — żołnierze ciężkiej jazdy noszący kirys, czyli zbroję, która osłania tylko tułów. [przypis redakcyjny]
13. szlemy — ślemy. [przypis edytorski]
14. kirysy — zbroja na piersi. [przypis redakcyjny]
15. Eviva Italia! (właście evviva... wł.) — Niech żyją Włochy! [przypis redakcyjny]
16. plenipotent — pełnomocnik, osoba upoważniona do działania w czyims imieniu. [przypis edytorski]
17. wokalizy — ćwiczenia w śpiewie bez słów, polegające na śpiewaniu jednej samogłoski. [przypis redakcyjny]
18. stójkowy — posterunkowy ówczesnej policji rosyjskiej. [przypis redakcyjny]
19. znarowić się — spowodować, że ktoś stał sie zuchwały i samowolny. [przypis edytorski]
20. frant — (daw.) człowiek miły, zabawny, ale do tego cechujący sie przebiegłością. [przypis edytorski]
21. Św. Krzyż — kościół Św. Krzyża na Krakowskim Przedmieściu z końca XVII w. (zniszczony w czasie powstania, obecnie odbudowany). [przypis redakcyjny]
22. wotywa — msza śpiewana, odprawiana specjalnie na czyjąś intencję. [przypis redakcyjny]
23. reflektować — tu: uspokajać, hamować. [przypis redakcyjny]
24. cal — dawna miara długości: 2,4 cm. [przypis redakcyjny]
25. nihilizm — nurt społeczny w XIX wieku odrzucajacy wszelkie społeczne normy i wartości. Nihilista to osoba żyjąca według zasad nihilizmu. [przypis edytorski]
26. premia Towarzystwa Sztuk Pięknych — Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych (założone w 1858 r.) wydawało corocznie reprodukcje obrazów jako premie dla swych członków. [przypis redakcyjny]
27. Lucyper — inaczej: Lucyfer. [przypis edytorski]
28. pasterka — kapelusz damski z dużym prostym rondem. [przypis redakcyjny]
29. kolej warszawsko–bydgoska — linia kolejowa Skierniewice–Łowicz–Kutno–Włocławek zbudowana w r. 1862. [przypis redakcyjny]
30. Pruszków — miasto i stacja kolejowa, 16 km na zachód od Warszawy w kierunku Skierniewic. [przypis redakcyjny]
31. Grand Hotel — jeden z największych i najwytworniejszych hoteli paryskich, przy bulwarze Kapucyńskim, koło Opery. Posiadał ok. 70 wspaniale umeblowanych salonów i 700 pokoi. [przypis redakcyjny]
32. Lafayette — długa ulica, prowadząca z dworca północnego (przy placu de Roubaix), na którym wysiadł Wokulski, w kierunku Grand Hotelu. Przecina ją bulwar Magenta (zbudowany za rządów Napoleona III). [przypis redakcyjny]
33. Opera — gmach opery paryskiej, wówczas największy na świecie, bogato ozdobiony rzeźbami i malowidłami, został oddany do użytku w 1875 r. Liczy 2200 miejsc. [przypis redakcyjny]
34. Pola Elizejskie — olbrzymia, szeroka aleja, łącząca plac Gwiazdy z placem Zgody, jedna z najpiękniejszych w Paryżu, wówczas ulubione miejsce spacerów eleganckiego świata. [przypis redakcyjny]
35. Rivoli — jedna z największych i najruchliwszych ulic w Paryżu, równoległa do Sekwany. Między Sekwaną a Rivoli znajdują się między innymi Tuileries, Louvre i inne okazałe budowle. [przypis redakcyjny]
36. Monsieur? (fr.) — Panie? [przypis redakcyjny]
37. Ulica szeroka, wysadzona drzewami — bulwar Kapucyński. [przypis redakcyjny]
38. Na prawo, gdzieś bardzo daleko, widać plac — plac Vendóme z kolumną tejże nazwy, wzniesioną na cześć armii napoleońskiej w 1805 r. [przypis redakcyjny]
39. markiza — ruchomy daszek z płótna chroniący przed słońcem. [przypis redakcyjny]
40. plac, z którego rozchodzi się siedem ulic — plac Opery. [przypis redakcyjny]
41. na lewo... potężny gmach — Opera. [przypis redakcyjny]
42. kapitel — głowica, najwyższa część kolumny, łącząca ją z belkowaniem, zwykle ozdobiona rzeźbą. [przypis redakcyjny]
43. medalion — tu: płaskorzeźba okrągła lub owalna. [przypis redakcyjny]
44. idzie dalej — przez tzw. wielkie bulwary: des Capucines, des Italiens, Montmartre, Poissonniere, Bonne Nouvelle, Saint Denis, największe i najbardziej ożywione ulice Paryża. [przypis redakcyjny]
45. tragi — nosze. [przypis redakcyjny]
46. pasztetnik — specjalista przyrządzający pasztety (siekane mięso lub ryba zapieczone w powłoce z ciasta). [przypis redakcyjny]
47. M’rchand d’habits... (fr.) — handlarz odzieżą!... (okrzyk paryskich tandeciarzy). [przypis redakcyjny]
48. »Figaro« — popularny dziennik paryski, założony w 1854 r. [przypis redakcyjny]
49. Exposition!... (fr.) — Wystawa!... [przypis redakcyjny]
50. »Guide Parisien«... trois francois!... — »Przewodnik paryski«!... trzy franki!... [przypis redakcyjny]
51. groom (z ang.) — chłopak do koni. [przypis redakcyjny]
52. garson (z fr.) — kelner. [przypis redakcyjny]
53. mazagran — kawa czarna z cukrem, koniakiem i lodem. [przypis redakcyjny]
54. tużurek — rodzaj czarnego surduta męskiego na dwa rzędy guzików, przywdziewanego szczególnie na uroczystości. [przypis redakcyjny]
55. Jej K. M. — skrót tytułu królewskiego „Jej Królewska Mość”. [przypis redakcyjny]
56. Izabela — królowa hiszpańska Izabela II (1830–1904); panowała w latach 1844–1868. Po abdykacji na rzecz syna, Alfonsa XII, przebywała w Paryżu. [przypis redakcyjny]
57. Domy ciosowe — z kamienia piaskowego, ciosanego w bloki. [przypis redakcyjny]
58. ...burzy się i szumi, i pryska... wre i kipi, i szumi, i pryska — cytaty z opisu Charybdy (wiru morskiego w Cieśninie Mesyńskiej) w balladzie Fryderyka Schillera (1759–1805) Nurek. [przypis redakcyjny]
59. Rue St. Fiacre — ulica Św. Fiakra. [przypis redakcyjny]
60. Paweł de Kock (1794–1871) — pisarz fr., autor licznych popularnych powieści z życia drobnej burżuazji. [przypis redakcyjny]
61. Rue du Sentier — dosłownie „ulica ścieżki”. [przypis redakcyjny]
62. Rue Poissonniere — poissonniere: po fr. naczynia na ryby. [przypis redakcyjny]
63. „Gymnase” — znany teatr paryski o repertuarze komediowym. [przypis redakcyjny]
64. ogromny budynek — Porte Saint–Martin, brama triumfalna zbudowana w r. 1674 na cześć Ludwika XIV. [przypis redakcyjny]
65. druga podobna brama — Porte Saint–Denis, również brama triumfalna na cześć Ludwika XIV z r. 1672. [przypis redakcyjny]
66. szeroka ulica, ciągnąca się na prawo i lewo — wielkie bulwary: Strasburski („na lewo”) i Sebastopolski („na prawo”), przecinające Paryż z północy na południe, zbudowane za rządów Napoleona III. [przypis redakcyjny]
67. zabrali nam Alzację i spory kawał Lotaryngii — Alzacja: wschodnia część Francji między Wogezami a górnym Renem. Lotaryngia: — między Wogezami i Szampanią. Po klęsce Francji w wojnie 1870–1871 Alzacja i część Lotaryngii zostały przyłączone do Niemiec. [przypis redakcyjny]
68. Ah, ca!... (fr.) — Ach, tak!... [przypis redakcyjny]
69. Marszałek dworu — urzędnik zarządzający dworem (zazwyczaj panującego), jedna z najwyższych godności w hierarchii urzędniczej. [przypis redakcyjny]
70. Siuzę — nazwisko rosyjskie „Suzin” wymówione tak, jakby było wyrazem francuskim. [przypis redakcyjny]
71. Armia Zbawienia — angielska organizacja religijno–filantropijna założona w drugiej połowie XIX w. przez Williama Bootha (1829–1912) i zorganizowana na sposób wojskowy. [przypis redakcyjny]
72. lombard — zakład udzielający pożyczek pod zastaw przedmiotów wartościowych. [przypis redakcyjny]
73. Moje... nazwisko... streszcza narodowość — jumeau znaczy po fr.: bliźniak, aluzja więc jest niezrozumiała. [przypis redakcyjny]
74. renta — tu: stały roczny dochód z kapitału złożonego w banku. [przypis redakcyjny]
75. wszedł na bardzo duży (plac) — Place de la Madelaine, plac Magdaleny. [przypis redakcyjny]
76. gmach prostokątny — kościół Św. Magdaleny, zbudowany w latach 1764–1842. [przypis redakcyjny]
77. fronton — frontowa, przednia część budynku; szczytowe zakończenie fasady budynku, trójkąt ujęty gzymsami, wypełniony często rzeźbą lub płaskorzeźbą. [przypis redakcyjny]
78. płaskorzeźba przedstawiająca, zdaje się, sąd ostateczny — przypuszczenia Wokulskiego są słuszne. [przypis redakcyjny]
79. niedługa ulica — rue Royale. [przypis redakcyjny]
80. ogromny plac — plac Zgody, największy i najpiękniejszy plac w Paryżu. [przypis redakcyjny]
81. bona — niania, wychowawczyni małych dzieci, pracująca dawniej w zamożnych rodzinach. [przypis edytorski]
82. obelisk — słup kamienny, czworoboczny, zwężający się ku górze. W Egipcie był symbolem kultu boga słońca. Wspomniany tu granitowy obelisk, wysokości 23 m, pochodzi ze świątyni egipskiej w Luksorze (starożytne Teby). Był darem paszy egipskiego dla króla Ludwika Filipa. Ustawiony w r. 1836. [przypis redakcyjny]
83. ogród — Ogród Tuileryjski z czasów Ludwika XIV (druga połowa XVII w.), chętnie uczęszczane miejsce spacerowe. [przypis redakcyjny]
84. bardzo długa aleja... — Pola Elizejskie. [przypis redakcyjny]
85. pałace — wśród nich i Pałac Elizejski zbudowany w w. XVIII, siedziba prezydenta republiki. [przypis redakcyjny]
86. ogromna brama — Łuk Triumfalny (zbudowany w latach 1806–1836) na cześć Napoleona I i zwycięstw armii francuskiej; liczy 50 m wysokości, znajduje się na placu Gwiazdy, z którego rozchodzi się 12 ulic. [przypis redakcyjny]
87. amazonki — tu: kobiety jeżdżące konno. [przypis redakcyjny]
88. Henryk Giffard (1825–1882) — francuski konstruktor balonów. W czasie wystawy paryskiej 1878 r. loty balonem na uwięzi, na linie (na wys. 540 m), były dużą atrakcją dla zwiedzających. [przypis redakcyjny]
89. Z placu skręcił w jakąś ulicę... — ulicę Rivoli. [przypis redakcyjny]
90. na prawo ciągnął się ogród — Ogród Tuileryjski. [przypis redakcyjny]
91. wieża gotycka — wieża Saint–Jacąues, pozostałość po kościele gotyckim, zburzonym w końcu XVIII w. Z wysokiej tej wieży (50 m) rozpościera się piękny widok. [przypis redakcyjny]
92. fiakier — dorożkarz. [przypis redakcyjny]
93. Około stu wiorst kwadratowych — w przybliżeniu 114 km kwadratowych. [przypis redakcyjny]
94. Notre–Dame — słynna katedra paryska pod wezwaniem Najświętszej Marii Panny, na wyspie Cite na Sekwanie, arcydzieło sztuki gotyckiej (w. XII–XIV). Posiada dwie wieże wys. 68 m. [przypis redakcyjny]
95. Hale Centralne — ogromne pawilony, w których odbywała się sprzedaż produktów żywnościowych. [przypis redakcyjny]
96. Plac Bastylii — niegdyś znajdowała się na nim twierdza Bastylia, zamieniona w w. XVII na więzienie polityczne. Zdobycie i zburzenie Bastylii przez lud paryski w dniu 14 lipca 1789 r. zapoczątkowało wielką rewolucję francuską. Obecnie na placu Bastylii wznosi się Kolumna Lipcowa, pomnik ku czci ofiar rewolucji lipcowej 1830 r. [przypis redakcyjny]
97. Ścieki — słynne kanały paryskie, długości (w r. 1878) ok. 800 km, tworzą rozległą sieć podziemnych korytarzy; ówcześnie stanowiły najwyższe osiągnięcie techniki w tej dziedzinie. [przypis redakcyjny]
98. Panteon — okazała budowla (z drugiej połowy XVIII w.), pierwotnie kościół Św. Genowefy, później groby zasłużonych. W Panteonie jest pochowany Wolter, Rousseau, Hugo, Zola i inni. Z kopuły Panteonu (wys. 80 m), wznoszącego się na górze Św. Genowefy, rozciąga się malowniczy widok na Paryż. [przypis redakcyjny]
99. Trocadero — fort w Andaluzji w Hiszpanii, zdobyty w 1823 r. przez Francuzów. Na tę pamiątkę nazwano tak wzgórze w Paryżu na prawym brzegu Sekwany i wzniesiony tam w r. 1878 pałac wystawowy w stylu orientalnym. [przypis redakcyjny]
100. katakumby — podziemne cmentarze. Katakumby paryskie są to dawniejsze kamieniołomy, od drugiej połowy XVIII wieku zamienione na zbiorowe cmentarze dla zwłok ekshumowanych z cmentarzy, które zostały zabudowane. Katakumby te tworzą obok kanałów drugie podziemne miasto Paryża. [przypis redakcyjny]
101. Louvre — dawny pałac królewski w Paryżu (z XVI–XVII w.), od roku 1793 muzeum światowej sławy, mieszczące wspaniałe dzieła sztuki i pamiątki historyczne. [przypis redakcyjny]
102. Cluny — właściwie Hotel de Cluny, pałac z w. XV, mieszczący cenne zbiory z zakresu sztuki stosowanej i rzemiosła (XIV–XVI w.); nazwa od opactwa w Cluny, do którego niegdyś należał. [przypis redakcyjny]
103. Lasek Buloński — obszerny park naturalny na zachodnim krańcu Paryża, ulubione miejsce spacerów. [przypis redakcyjny]
104. cmentarze — słynne cmentarze paryskie: Montmartre (północna część miasta), Montparnasse (południowa), Pere–Lachaise (wschodnia). [przypis redakcyjny]
105. de la Rotonde, du Grand Balcon — popularne kawiarnie paryskie. [przypis redakcyjny]
106. Sorbona — uniwersytet paryski, założony w 1253 r. przez Roberta de Sorbon; znajduje się w dzielnicy łacińskiej. [przypis redakcyjny]
107. konserwatorium muzyczne — nazwa znakomitej paryskiej szkoły operowej. Koncerty publiczne w konserwatorium mają europejską sławę. [przypis redakcyjny]
108. giełda — monumentalny gmach, wzniesiony w XIX w. [przypis redakcyjny]
109. Burbonowie — dynastia królów francuskich (1589–1792 i 1815–1830). [przypis redakcyjny]
110. luidor — tradycyjna nazwa dwudziestofrankówki. [przypis redakcyjny]
111. „Variétés” — teatr „Rozmaitości”, wystawiał sztuki lekkiej treści, operetki, wodewile, farsy itp. [przypis redakcyjny]
112. frazes u Prusa: zdanie, wyrażenie (bez zabarwienia ujemnego). [przypis redakcyjny]
113. Mesalina (I wiek n.e.) — żona cesarza rzymskiego Klaudiusza, słynna z rozwiązłości. [przypis redakcyjny]
114. studnie artezyjskie — studnie stosowane już w starożytności; dostarczają wody z głębokich warstw ziemi. W Europie wiercono je po raz pierwszy w XII w. w Artois we Francji, stąd nazwa. [przypis redakcyjny]
115. Baedeker Karl (1801–1859) — księgarz niemiecki, wydawca słynnych przewodników turystycznych. [przypis redakcyjny]
116. oś krystalizacji — linia przechodząca przez środek kryształu. [przypis redakcyjny]
117. Lasek Vincennes — lasek podmiejski, na wschodnim krańcu Paryża, zamieniony w park naturalny, miejsce spacerów i wypoczynku paryżan. [przypis redakcyjny]
118. Ratusz — wspaniały pałac renesansowy z XVI w. obok ul. Rivoli, spalony w czasie Komuny Paryskiej (1871), odbudowany w latach 1872–1882. [przypis redakcyjny]
119. Pole Marsowe — ogromny plac na lewym brzegu Sekwany, miejsce uroczystości narodowych, ćwiczeń wojskowych, od r. 1900 park. W r. 1878 na Polu Marsowym mieściła się wystawa światowa. [przypis redakcyjny]
120. Szkoła Wojskowa — pałac z połowy XVIII w., obok Pola Marsowego, pierwotnie szkoła wojskowa dla szlachty, później koszary. [przypis redakcyjny]
121. Hotel des Invalides — Pałac Inwalidów, z czasów Ludwika XIV, na lewym brzegu Sekwany. Znajduje się w nim wojskowe muzeum historyczne i grobowiec Napoleona I oraz innych wodzów francuskich. [przypis redakcyjny]
122. Izba Deputowanych — zgromadzenie ustawodawcze we Francji, wybrane w powszechnym głosowaniu. Siedzibą jego jest Palais–Bourbon (na lewym brzegu Sekwany, naprzeciw placu Zgody), pałac z pierwszej połowy XVIII w. [przypis redakcyjny]
123. Szkoła Sztuk Pięknych — pałac z połowy XIX w. (obok Instytutu Francuskiego), zawiera cenne zbiory sztuki. [przypis redakcyjny]
124. Palais Royal — wspaniały pałac z XVII w., naprzeciw Louvre’u, z pięknym parkiem, niegdyś rezydencja książąt orleańskich, później siedziba Rady Państwa i słynnego teatru Komedia Francuska. [przypis redakcyjny]
125. Institut de France — Instytut Francuski, obejmujący pięć towarzystw naukowych: Akademię Francuską, Akademię Napisów i Literatury Pięknej, Akademię Nauk, Akademię Sztuk Pięknych i Akademię Nauk Moralnych i Politycznych. Siedzibą Instytutu jest pałac naprzeciw Louvre’u. [przypis redakcyjny]
126. Mennica znajduje się w gmachu z XVIII w. na lewym brzegu Sekwany, niedaleko Instytutu Francuskiego, posiada bogate zbiory numizmatyczne. [przypis redakcyjny]
127. Pałac Luksemburski — okazały pałac książęcy z XVII w., na lewym brzegu Sekwany, ze słynną galerią malarstwa nowożytnego. Był siedzibą senatu. [przypis redakcyjny]
128. Szkoła Medyczna — wyższa uczelnia w dzielnicy łacińskiej, z bogatą biblioteką i muzeum anatomii porównawczej. Mieści się w gmachu z XVII w. [przypis redakcyjny]
129. Plac Republiki — na prawym brzegu Sekwany, na przedłużeniu linii wielkich bulwarów. [przypis redakcyjny]
130. koszary ks. Eugeniusza — nazwa od ks. Eugeniusza Beauharnais (1781–1824), pasierba Napoleona I. [przypis redakcyjny]
131. „dzielnica łacińska” — dzielnica Paryża na lewym brzegu Sekwany, między Panteonem a pałacem Luksemburskim, od XII w. stanowi centrum naukowe. Tu znajdują się najważniejsze szkoły wyższe i instytuty naukowe. [przypis redakcyjny]
132. Merowingowie, Karlowingowie, Burboni, Bonapartowie — nazwy dynastii kolejno panujących we Francji od V do XIX w. [przypis redakcyjny]
133. trzy republiki — pierwsza republika 1792–1804, druga republika 1848–1852, trzecia republika 1870–1940. [przypis redakcyjny]
134. inkwizycja — instytucja policyjno–sądowa, ustanowiona przez Kościół katolicki w w. XIII w celu walki z herezjami. Posługiwała się szpiegostwem i torturami, wydawała bardzo surowe wyroki. Zniesiona dopiero w XIX w. [przypis redakcyjny]
135. fatalizm — przeznaczenie, nieunikniony rozwój zdarzeń. [przypis redakcyjny]
136. Temple — stara ulica obok Ratusza paryskiego w dzielnicy zamieszkiwanej przez drobnomieszczaństwo i biedotę. [przypis redakcyjny]
137. Ulica Św. Antoniego łączy ulicę Rivoli z placem Bastylii, w dzielnicy przemysłowej. [przypis redakcyjny]
138. Poissonniere — jeden z wielkich bulwarów paryskich, w dzielnicy zamieszkiwanej przez wielką burżuazję. [przypis redakcyjny]
139. St. Germain — na lewym brzegu Sekwany, okolica zamieszkiwana przez arystokrację. [przypis redakcyjny]
140. Topografia — tu: opis jakiejś miejscowości. [przypis redakcyjny]
141. Au printemps... — Na wiosnę liście wytryskują z drzewa i kwiaty upiększają łąkę; więc, pieszczotko moja, biegnijmy na trawę i naśladujmy barwne motyle. Widzisz, jak tulą się do róż? Jak one, ja przytulę moje usta do twoich i wykradnę słodki pocałunek. [Przyp. Aut.] [przypis redakcyjny]
142. „lasek” — Lasek Buloński. [przypis redakcyjny]
143. gabinety — tu: zbiory naukowe. [przypis redakcyjny]
144. Wenus milońska — słynna rzeźba starożytna przedstawiająca boginię miłości Afrodytę, rzymską Wenus. Wykopana na wyspie Milos w r. 1820, znajduje się w muzeum Louvre’u. [przypis redakcyjny]
145. Saint–Maur — kanał na rzece Marnie pod Paryżem. [przypis redakcyjny]
146. Berezyna — prawy dopływ Dniepru; słynna z klęski poniesionej w czasie przeprawy przez armię Napoleona I, cofającą się spod Moskwy (1812). [przypis redakcyjny]
147. balon captif (fr.) — balon na uwięzi, na linie. [przypis redakcyjny]
148. aliaże — właściwie stopy metali, tu w znaczeniu: związki chemiczne. [przypis redakcyjny]
149. kuglarz — osoba oszukująca ludzi w sprytny i podstępny sposób. [przypis edytorski]
150. Akademia — francuska Akademia Nauk, zajmująca się naukami przyrodniczymi i matematyką. [przypis redakcyjny]
151. Altdorf, Neustadt — nazwy miejscowości w południowych Niemczech użyte na oznaczenie zapadłej prowincji niemieckiej. [przypis redakcyjny]
152. konstytucja pruska — właściwie konstytucja cesarstwa niemieckiego z 1871 (zapewniała panowanie klasowe obszarnikom, silną władzę cesarzowi i przewagę Prus w Rzeszy); opracowana według wskazówek Bismarcka. [przypis redakcyjny]
153. teoria ruchu falistego — teoria o falowym rozchodzeniu się światła, stworzona przez Huyghensa (1629–1695). [przypis redakcyjny]
154. ciężar gatunkowy — ciężar właściwy, ciężar 1 cm3 danego ciała wyrażony w gramach. [przypis redakcyjny]
155. filut — żartowniś, spryciarz, wariat. [przypis edytorski]
156. metal drukarski — stop ołowiu, antymonu i cyny, używany do wyrobu czcionek drukarskich. [przypis redakcyjny]
157. platyna — ciężki metal, o ciężarze właściwym 21,44 g. [przypis redakcyjny]
158. akademik — tu w znaczeniu: członek Akademii (jako towarzystwa naukowego). [przypis redakcyjny]
159. komprymowany — zgęszczony. [przypis redakcyjny]
160. sód — lekki metal (ciężar właściwy 0,97 g). [przypis redakcyjny]
161. potas — również lekki metal (ciężar właściwy 0,865 g). [przypis redakcyjny]
162. transcendentalny — tu: wychodzący poza granice doświadczenia, nadnaturalny. [przypis redakcyjny]
163. epoka krzemienna — okres, w którym człowiek używał narzędzi sporządzonych z kamieni, głównie z krzemienia. [przypis redakcyjny]
164. Anglicy mieli prawo wypędzić wilków ze swej wyspy... — w XVII w. wilki zostały w Anglii doszczętnie wytępione przez systematyczne polowania. (W dialekcie warszawskim często występuje osobowa odmiana nazw zwierząt.) [przypis redakcyjny]
165. retorta — rodzaj naczynia laboratoryjnego. [przypis edytorski]
166. media, lm. od medium (łac.) — osoby poddane działaniu hipnotyzera. [przypis redakcyjny]
167. asafetyda — materia żywiczna, o nieprzyjemnym zapachu, otrzymywana z rośliny o tej samej nazwie, rosnącej w Persji, używana jako środek leczniczy. [przypis redakcyjny]
168. fluid — dosłownie płyn, przenośnie: bliżej nie określone oddziaływanie jednej osoby na drugą (tu: hipnotyzm). [przypis redakcyjny]
169. bałaganowy — jarmarczny (rusycyzm, bałagan — po ros. buda jarmarczna). [przypis redakcyjny]
170. nie zyskasz rozbitej kopiejki... — w znaczeniu: „złamanego grosza” (razbityj — po ros. złamany, stłuczony). [przypis redakcyjny]
171. przewróci mózgi — rusycyzm (po ros. mózgi — w lm.). [przypis redakcyjny]
172. cudowna woda na wszystkie choroby — Suzin mówi o „cudownej” wodzie z Lourdes. [przypis redakcyjny]
173. labirynt — w starożytności nazwa budowli zawierającej mnóstwo sal i krętych korytarzy, a tylko jedno wejście i tak zagmatwany plan wnętrza, że osoby obce musiały w nim błądzić. Według legendy greckiej bohater ateński Tezeusz wydostał się z labiryntu na Krecie dzięki rozwiniętej nici, która wskazała mu drogę powrotną. [przypis redakcyjny]
174. okolice Saint–Germain — prawdopodobnie Prus ma na myśli wymieniony w poprzednim rozdziale bulwar St. Germain. [przypis redakcyjny]
175. Charenton — miejscowość pod Paryżem, przy ujściu Marny do Sekwany. (Znajduje się tu znany zakład dla obłąkanych.) [przypis redakcyjny]
176. kompania — tu: spółka handlowa. [przypis redakcyjny]
177. centim — francuska drobna moneta, 1/100 franka. [przypis redakcyjny]
178. zamiast pełnych cząstek budować klatkowate cząstki ciał — oczywiście pomysł fantastyczny. [przypis redakcyjny]
179. szkaplerz — wierzchnia część habitu mnisiego (płat materiału zakrywający piersi, ramiona i plecy, z otworem na głowę pośrodku) oraz jedno z uznanych przez kościół katolicki dewocjonaliów; wyposażony najczęściej w wizerunek Matki Boskiej bywa noszony również przez świeckich i księży; jego nałożenie odbywa się uroczyście, a noszenie wiąże się z pewnymi pobożnymi obowiązkami; sukienny szkaplerz bywa zastępowany medalikiem. [przypis edytorski]
180. Zrywam się, biegną, składam na pamięć wyrazy... — niezupełnie dokładny cytat z sonetu Mickiewicza Mówię z sobą... (1826): „Zrywam się, biegę, składam na pamięć wyrazy.” [przypis redakcyjny]
181. egzekwie — nabożeństwo za umarłych. [przypis redakcyjny]
182. panna wysokiego urodzenia... — Maryla Wereszczakówna, pochodząca z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Z woli rodziców Wereszczakówna wyszła za mąż za hr. Wawrzyńca Puttkamera. Nieszczęśliwa miłość Mickiewicza do Wereszczakówny pozostawiła silne ślady w jego twórczości (poezje liryczne, IV część Dziadów). [przypis redakcyjny]
183. dworzec kolei północnej — to jest wiodącej z Paryża w kierunku północnym (znajduje się przy placu de Roubaix). [przypis redakcyjny]
184. awanse — otrzymanie wyższej rangi lub urzędu, tu: osiągnięcia, sukcesy. [przypis redakcyjny]
185. banhof (z niem.) — dworzec. [przypis redakcyjny]
186. kilka mil od niedawno wybudowanej kolei — mogła to być tzw. Kolej Nadwiślańska, łącząca Warszawę z Lubelszczyzną (otwarta w r. 1877). [przypis redakcyjny]
187. resursa — klub towarzyski. [przypis edytorski]
188. preferans — gra w karty, w którą grano dawniej. Przypomina brydża. [przypis edytorski]
189. fiksatuar — pomada do włosów i wąsów; fiksatuarować: pomadować. [przypis redakcyjny]
190. monomania — obłęd polegający na opanowaniu umysłu przez jedną natarczywą myśl. [przypis redakcyjny]
191. Byk, Orion, Pies Mały... — nazwy gwiazdozbiorów. [przypis redakcyjny]
192. liberia — oficjalny ubiór służby. Pierwotnie był to oficjalny strój noszony przez służących królewskich. [przypis edytorski]
193. letkiewicz — człowiek lekkomyślny. [przypis edytorski]
194. brek — powóz odkryty, z ławkami umieszczonymi naprzeciwko siebie, wzdłuż pojazdu. [przypis redakcyjny]
195. ekwipaż — rodzaj luksusowego powozu konnego. [przypis edytorski]
196. obligować — zobowiązywać. [przypis redakcyjny]
197. konie lejcowe — chodzące w lejcach, przed końmi dyszlowymi albo obok nich. [przypis redakcyjny]
198. konie dyszlowe — zaprzężone do dyszla. [przypis redakcyjny]
199. zaabonować — zamówić. [przypis redakcyjny]
200. Zasławek — nazwa fikcyjna. [przypis redakcyjny]
201. rataj — rolnik, tu: parobek od wołów. [przypis redakcyjny]
202. ckliło się (gwar.) — nudziło się, przykrzyło się. [przypis redakcyjny]
203. Monako — maleńkie księstwo nad Morzem Śródziemnym. W jego największym mieście, Monte Carlo, znajduje się słynne kasyno gry. [przypis redakcyjny]
204. zrealizować weksel — zamienić weksel (dokument kredytowy) na gotówkę. [przypis redakcyjny]
205. pachciarz — dzierżawca, arendarz. [przypis redakcyjny]
206. czwórniaki albo czworaki — budynki podzielone na cztery izby, dla czterech rodzin parobków służących we dworze. [przypis redakcyjny]
207. Utopia (z greckiego „kraj nigdzie”) — fantastyczna wyspa o idealnym ustroju społecznym, opartym na komunizmie, w utworze Tomasza Morusa (1478–1535) pod tym tytułem (1516). [przypis redakcyjny]
208. nudny a cnotliwy romans... — taką powieścią dydaktyczną jest np. Pan Podstoli Ignacego Krasickiego (1735–1801). [przypis redakcyjny]
209. transformizm — darwinowska teoria ewolucji. [przypis redakcyjny]
210. Maria Leszczyńska (1703–1768) — córka króla polskiego Stanisława Leszczyńskiego, żona króla francuskiego Ludwika XV. [przypis redakcyjny]
211. Stefan Batory — książę siedmiogrodzki, ożenił się w 1576 r. z księżniczką Anną Jagiellonką dla uzyskania tronu polskiego. [przypis redakcyjny]
212. Napoleon I — wówczas gen. Bonaparte, po raz pierwszy ożenił się w 1796 r. z wicehrabiną Józefiną de Beauharnais (1763–1814), której wpływy ułatwiły mu karierę. [przypis redakcyjny]
213. westalka — w starożytnym Rzymie dziewicza kapłanka bogini Westy. Westa: opiekunka ogniska domowego. [przypis redakcyjny]
214. Chałubiński Tytus (1820–1889) — wybitny lekarz i przyrodnik, znany jako „odkrywca” Zakopanego. [przypis redakcyjny]
215. Baranowski Ignacy (1833–1919) — warszawski lekarz i działacz społeczny, zwolennik polityki ugodowej. [przypis redakcyjny]
216. „Co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie” — słowa Chrystusa do apostołów (Mt 18:18). [przypis redakcyjny]
217. koguty kałakuckie — odmiana kogutów rasy indyjskiej; nazwa pochodzi od miasta Kalkuty. [przypis redakcyjny]
218. Maria Stuart (1542–1587) — królowa szkocka i pretendentka do korony angielskiej, dwadzieścia lat więziona przez królową angielską Elżbietę i z jej rozkazu ścięta; przed śmiercią przebaczyła katom. [przypis redakcyjny]
219. Junona — najbardziej czczona bogini rzymska, władczyni niebios, siostra i żona Jowisza. Rzeźba starożytna przedstawiała ją jako pełną majestatu kobietę. [przypis redakcyjny]
220. Avanti, Savoya!... (wł.) — Naprzód, Sabaudio!... [przypis redakcyjny]
221. Arcyksiążę Rudolf (1858–1889) — syn cesarza Franciszka Józefa I, ówczesny austriacki następca tronu. [przypis redakcyjny]
222. odegrałam rolę Putyfarowej i znalazłam Józefa — aluzja do biblijnej opowieści o Józefie kuszonym w Egipcie przez żonę dostojnika dworskiego Putyfara, u którego Józef był niewolnikiem. [przypis redakcyjny]
223. Piotr z Amiens (1050–1115) — asceta średniowieczny, jeden z organizatorów wypraw krzyżowych. [przypis redakcyjny]
224. Notabene (łac. nota bene) — zapamiętaj dobrze, zauważ. [przypis redakcyjny]
225. parweniusz — dorobkiewicz, który dostał się do wyższej klasy i nieumiejętnie naśladuje osoby z tej klasy. [przypis edytorski]
226. austriaccy hrabiowie — z końcem XVIII w. i w początkach XIX w. rząd austriacki łatwo nadawał tytuły arystokratyczne za odpowiednią opłatą. Wówczas to wiele zamożnej szlachty galicyjskiej nabyło tytuły hrabiowskie. [przypis redakcyjny]
227. patent — tu: dokument uprawniający do wyłącznego korzystania z wynalazku. [przypis redakcyjny]
228. Paryż, nawet zwyciężony... — w wojnie francusko–pruskiej, 1870–1871. [przypis redakcyjny]
229. Konwencja — Konwent Narodowy, rewolucyjne przedstawicielstwo ludu francuskiego po obaleniu monarchii w latach 1792–1795. [przypis redakcyjny]
230. liberalny — tu: wolnomyślny. [przypis redakcyjny]
231. aneroid — czujnik ciśnieniomierza. [przypis edytorski]
232. Na każdym miejscu i o każdej dobie... — urywek z wiersza Mickiewicza Do M... (Maryli): „Tak w każdym miejscu i o każdej dobie, Gdziem z tobą płakał, gdziem się z tobą bawił, Wszędzie i zawsze będę ja przy tobie, Bom wszędzie cząstkę mej duszy zostawił.” [przypis redakcyjny]
233. szabas — święto sobotnie u Żydów. [przypis redakcyjny]
234. Otrocz — nazwę taką miała wieś w powiecie janowskim (gub. lubelska). [przypis redakcyjny]
235. chłopak kredensowy — usługujący przy stole. [przypis redakcyjny]
236. Nad Renem pełno tego... — z przeszłością zamków nadreńskich łączy się wiele legend niemieckich. [przypis redakcyjny]
237. do podziemiów (gwar.) — do podziemi (końcówka ów pod wpływem odmiany rzeczowników męskich). [przypis redakcyjny]
238. hrabini (gwar.) — zamiast hrabina, pod wpływem form takich, jak: gospodyni, ochmistrzyni itd. [przypis redakcyjny]
239. niedopyrz (gwar.) — nietoperz. [przypis redakcyjny]
240. ciapnąć (gwar.) — uderzyć. [przypis redakcyjny]
241. liczman — krążek miedziany lub mosiężny zastępujący monetę, służący do rozliczania się w grze; przenośnie: rzecz fałszywa podawana za prawdziwą. [przypis redakcyjny]
242. Kapua — miejscowość we Włoszech, przysłowiowa z powodu zniewieścienia w niej żołnierzy kartagińskich Hannibala (koniec III w. p.n.e.). [przypis redakcyjny]
243. insynuować — dawać do zrozumienia, sugerować coś ze złośliwą intencją. [przypis edytorski]
244. wojna z Afganistanem — Afganistan: wtedy królestwo we wschodniej części Wyżyny Irańskiej. Od początku XIX w. przedmiot stałego sporu między Rosją a Anglią. Z końcem listopada 1878 r. Wielka Brytania, niezadowolona ze wzrostu wpływów rosyjskich w Afganistanie, wypowiedziała mu wojnę. Po pierwszych sukcesach ofensywa angielska napotkała (w połowie grudnia) przejściowe trudności (powstanie plemion górskich na tyłach armii), które wkrótce jednak zostały pokonane. [przypis redakcyjny]
245. w Macedonii wybuchło powstanie — z końcem października 1878 r. wybuchło w Rumelii Wschodniej i Macedonii powstanie ludności słowiańskiej przeciw Turcji. Celem powstania, które przybrało duże rozmiary, było przyłączenie Rumelii Wschodniej i Macedonii do Bułgarii. Powstańcy zostali jednak pokonani przez przeważające siły tureckie. [przypis redakcyjny]
246. zamachy na króla Alfonsa hiszpańskiego i króla Humberta włoskiego — 25 października 1878 r. anarchista Juan O1iva y Moncasi dokonał w Madrycie zamachu na króla hiszpańskiego Alfonsa XII (panował: 1874–1885), który wyszedł bez szwanku. 17 listopada tego roku król włoski Humbert (panował: 1878–1900) został w Neapolu zraniony przez zamachowca Passanante. [przypis redakcyjny]
247. Józef Zamoyski — finansista i przemysłowiec, prezes Warszawskiego Towarzystwa Kredytowego, zmarł 23 października 1878 r. [przypis redakcyjny]
248. wojna... z Zulusami — Zulusi: wojownicze plemię murzyńskie w Afryce południowo-wschodniej. W początkach roku 1879 Anglia rozpoczęła wojnę z Zulusami, którzy po półrocznej walce zostali pokonani przez gen. Wolseleya. Od tego czasu kraj Zulusów był kolonią angielską. [przypis redakcyjny]
249. dżuma — o wybuchu epidemii dżumy w okolicach Astrachania (miasto u ujścia Wołgi) przyniósł pierwszą wiadomość »Kurier Warszawski« z 7 stycznia 1879 r. [przypis redakcyjny]
250. w dniu, kiedy zawalił się dom na ulicy Wspólnej... — 27 listopada 1878 r. zawaliła się ściana frontowa domu budowanego przy ul. Wspólnej 36. Jeden robotnik został zabity, pięciu ciężko rannych. [przypis redakcyjny]
251. Bene! (łac.) — Dobrze! [przypis redakcyjny]
252. w tym czasie, kiedy Matejko skończył malować bitwę grunwaldzką — Matejko zakończył pracę nad nią wcześniej (wiadomość o gotowym obrazie przynosi »Kurier Warszawski« już w sierpniu 1878). W październiku natomiast odbyły się w Krakowie wielkie uroczystości ku czci Matejki. [przypis redakcyjny]
253. porękawiczne — tu: wynagrodzenie dla pośrednika. [przypis redakcyjny]
254. melioracja — tu: ulepszenie. [przypis redakcyjny]
255. ks. Broglie Jacques Victor Albert (1821–1901) — reakcyjny polityk i publicysta francuski, zwolennik monarchii. [przypis redakcyjny]
256. Teraz przecie Niemcy nie pójdą do Paryża — jak w czasie wojny francusko–pruskiej 1870–1871 r. [przypis redakcyjny]
257. pantomina — przedstawienie o akcji dramatycznej, wyrażanej za pomocą mimiki, gestów i ruchów ciała. [przypis redakcyjny]
258. cugi (z niem.) — przeciągi. [przypis redakcyjny]
259. bryftrygier (z niem.) — listonosz. [przypis redakcyjny]
260. Mówią coś o kanalizacji Warszawy — „Od kilku lat cała prasa warszawska [...] upomina się o zaprowadzenie kanalizacji w Warszawie. Dziś żądanie to bliskie jest urzeczywistnienia” — pisał Prus w Kronice tygodniowej w »Kurierze Warszawskim« z 5 kwietnia 1879 r. W roku bowiem 1877 została zawarta umowa między magistratem warszawskim a inżynierem W. Lindleyem na sporządzenie projektu i budowę wodociągów i kanalizacji. Prace rozpoczęto jednak dopiero w 1882 r. [przypis redakcyjny]
261. objęcie rządów przez cesarza Wilhelma... — Wilhelm I, raniony 3 czerwca 1878 r. przez zamachowca Nobilinga, przekazał władzę na czas choroby następcy tronu, Fryderykowi Wilhelmowi. Na powrót objął rządy 5 grudnia 1878 r. [przypis redakcyjny]
262. rychtyg (z niem.) — właśnie, dokładnie. [przypis redakcyjny]
263. bursz (z niem.) — chłopak. [przypis redakcyjny]
264. Tamerlan (1336–1405) — wielki zdobywca mongolski, podbił Azję Środkową, Persję, Indie; znany z okrucieństwa. [przypis redakcyjny]
265. rewirowy — urzędnik policyjny w carskiej Rosji, czuwający nad porządkiem w rewirze (dzielnicy miasta). [przypis redakcyjny]
266. raca kongrewska — rodzaj rakiet zapalających wynalezionych przez angielskiego generała Williama Congreve (1772–1828), zastosowanych po raz pierwszy w r. 1804. [przypis redakcyjny]
267. atmosfera katakumbowa — nastrój smutku i przygnębienia; katakumby: cmentarze rzymskie, w czasach prześladowań pierwszych chrześcijan służyły im jako schronienie. [przypis redakcyjny]
268. zwycięstwo Anglików w Afganistanie — w walkach z Afganistanem Anglicy odnieśli zwycięstwo, 26 maja 1879 r. został zawarty korzystny dla Anglii, ale krótkotrwały pokój. Do zajęcia Kabulu, stolicy Afganistanu, przez Anglików wówczas nie doszło. Kabul został zdobyty przez gen. F. S. Robertsa dopiero w nowej kampanii, 3 października 1879 r. [przypis redakcyjny]
269. w Wietlance wybuchła dżuma... — Wietlanka: stanica kozacka w guberni astrachańskiej, gdzie wybuchła epidemia dżumy. Dokładne informacje o tym przyniósł »Kurier Warszawski« z 24 stycznia 1879 r. Rozszerzająca się w całej guberni zaraza wywołała duże zaniepokojenie we wschodniej i środkowej Europie. Dżuma znikła na wiosnę 1879 r. [przypis redakcyjny]
270. awizacja — pisemne zawiadomienie. [przypis redakcyjny]
271. roty aresztanckie — w carskiej Rosji kara więzienia połączona z robotami przymusowymi. [przypis redakcyjny]
272. sędzia pokoju — sędzia najniższej instancji; należały do niego sprawy cywilne mniejszej wagi i drobne wykroczenia. [przypis redakcyjny]
273. audytor — słuchacz. [przypis redakcyjny]
274. marnować się — męczyć się. [przypis redakcyjny]
275. Lesser — sklep braci Lesser przy ul. Rymarskiej (porcelana, galanteria, zabawki). [przypis redakcyjny]
276. maska — tu: głowa lalki. [przypis redakcyjny]
277. pażyrny (gwar.) — żarłoczny, chciwy. [przypis redakcyjny]
278. kordialnie — serdecznie. [przypis redakcyjny]
279. na stepie — syberyjskim... [przypis redakcyjny]
280. Aldony, Grażyny, Maryle — Aldona i Grażyna: bohaterki romantycznych poematów Mickiewicza: Konrad Wallenrod i Grażyna, Maryla: Maryla Wereszczakówna, pochodząca z zamożnej rodziny ziemiańskiej. Z woli rodziców Wereszczakówna wyszła za mąż za hr. Wawrzyńca Puttkamera. Nieszczęśliwa miłość Mickiewicza do Wereszczakówny pozostawiła silne ślady w jego twórczości (poezje liryczne, IV część Dziadów). [przypis redakcyjny]
281. chimera — potwór mitologiczny, przenośnie: urojenie, mrzonka. [przypis redakcyjny]
282. aportować (o psie) — przynosić na rozkaz wskazany przedmiot. [przypis redakcyjny]
283. arak — mocny napój alkoholowy, wyrabiany z ryżu lub trzciny cukrowej. [przypis redakcyjny]
284. dobór sztuczny — stosowany przez hodowców zwierząt celem otrzymania ras posiadających żądane cechy. [przypis redakcyjny]
285. famulus — pogardliwie: służący. [przypis redakcyjny]
286. naczelnik powiatu — zwierzchnik administracyjny powiatu w zaborze rosyjskim. [przypis redakcyjny]
287. metternichowska głowa — Metternich Klemens Lothar (1773–1859) austriacki mąż stanu — minister spraw zagranicznych do 1809 r., a od r. 1809 kanclerz monarchii zasłynął jako wytrawny i przebiegły polityk. [przypis redakcyjny]
288. MacMahon upadł, prezydentem rzeczypospolitej został... Grévy... — w wyborach do senatu francuskiego (5 stycznia 1879 r.) odnieśli zwycięstwo republikanie. Na skutek konfliktu z republikańską większością dotychczasowy prezydent MacMahon podał się do dymisji. 30 stycznia prezydentem został wybrany umiarkowany republikanin Jules Grévy. [przypis redakcyjny]
289. mały Napoleonek pojechał na wojnę do... Natalu... — Natal: port w kraju tejże nazwy w południowo–wschodniej Afryce (posiadłość brytyjska). 27 lutego 1879 Napoleon IV wyjechał do Natalu, ażeby jako ochotnik wziąć udział w walkach Anglików z Zulusami. [przypis redakcyjny]
290. aranżer — urządzający tańce, zabawy. [przypis redakcyjny]
291. homary — jadalne raki morskie. [przypis redakcyjny]
292. umbrelką — zasłona na lampę. [przypis redakcyjny]
293. sezam — czarodziejskie zaklęcie otwierające wrota do skarbu w baśni arabskiej Ali Baba i czterdziestu rozbójników. Przenośnie: środek magiczny pokonywający wszelkie trudności; klucz odkrywający tajemnice. [przypis redakcyjny]
294. lampa Aladyna — cudowna lampa z baśni arabskich Tysiąca i jednej nocy, za której potarciem ma się wszystko, czego się pragnie. [przypis redakcyjny]
295. Tempora mutantur et nos mutamur in illis (łac.) — czasy się zmieniają i my zmieniamy się wraz z nimi. (Zdanie przypisywane cesarzowi niemieckiemu Lotariuszowi I 795–855). [przypis redakcyjny]
296. Heine Henryk (1797–1856) — znakomity poeta niemiecki, rewolucyjny demokrata. [przypis redakcyjny]
297. Börne Ludwik (1786–1837) — wybitny demokratyczny poeta i krytyk niemiecki. [przypis redakcyjny]
298. Lassalle Ferdynand (1825–1864) — działacz niemieckiego ruchu robotniczego, zapoczątkował kierunek oportunistyczny w socjaldemokracji niemieckiej. [przypis redakcyjny]
299. Bleichröder Gerszon (1822–1893) — mąż zaufania Bismarcka; wpływowy bankier berliński, jeden z największych w Europie. [przypis redakcyjny]
300. Wielki post 1879 rozpoczął się 26 lutego. [przypis redakcyjny]
301. wezbranie Wisły — w połowie lutego wezbrana Wisła zalała szereg wsi podwarszawskich. Szkody wyrządzone przez powódź były bardzo duże. Komitet pomocy powodzianom zorganizował na ich cel koncert w Teatrze Wielkim (2 marca). [przypis redakcyjny]
302. Osady Rolne — Towarzystwo Osad Rolnych i Przytułków Rzemieślniczych (dla małoletnich) urządziło na swoje cele w czasie wielkiego postu 1879 r. cykl płatnych odczytów. [przypis redakcyjny]
303. krakowianin, nadzieja partii arystokratycznej... — w cyklu wykładów na rzecz Towarzystwa Osad Rolnych 3 kwietnia 1879 r. wygłosił odczyt pt. Wisła w wiekach średnich historyk Michał Bobrzyński (1849–1935), autor właśnie wydanych wówczas Dziejów Polski, wybitny działacz stronnictwa konserwatywnego w Galicji. W parę dni później (9–12 kwietnia) odbyły się odczyty o Panu Tadeuszu Stanisława hr. Tarnowskiego (1837–1917), jednego z przywódców konserwatystów galicyjskich i profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego; Tarnowski odnosił duże sukcesy jako prelegent. [przypis redakcyjny]
304. Szegedyn — miasto węgierskie blisko granicy z Jugosławią. W nocy z 11 na 12 marca, wskutek wylewu Cisy, prawie cały Szegedyn uległ zniszczeniu, kilkaset ludzi straciło życie. [przypis redakcyjny]
305. Musset Alfred (1810–1857) — romantyk francuski, autor znakomitych komedii, do których należy m.in. Nie igra się z miłością. [przypis redakcyjny]
306. Molinari — postać fikcyjna. Wrażenie, jakie wywiera jego gra na bohaterach Lalki, przypomina nawet w szczegółach echa występów warszawskich znakomitego hiszpańskiego skrzypka i kompozytora Pablo Sarassate (1844–1908), które odbyły się z końcem marca i w początkach kwietnia 1879 r. [przypis redakcyjny]
307. Legawa suka — legawiec: wyżeł, pies myśliwski. [przypis redakcyjny]
308. Kopernik — tu: wyzwisko warszawskie. [przypis redakcyjny]
309. probantka — dziewczyna, która niejedno już przeszła w życiu. [przypis redakcyjny]
310. bolak — bolesny wrzód. [przypis redakcyjny]
311. robić sobie subiekcję — zadawać sobie trud. [przypis redakcyjny]
312. poliszynel — bohater komiczny francuskiego teatru lalek i parad (widowisk jarmarcznych); słynne powiedzenie: tajemnica Poliszynela — w znaczeniu rzekomej tajemnicy. [przypis redakcyjny]
313. Tobolsk — miejscowość w zachodniej Syberii, nad Irtyszem. [przypis redakcyjny]
314. u Stępka — mowa o bardzo popularnym wówczas w Warszawie handlu win i delikatesów Antoniego Stępkowskiego (przy placu Teatralnym). [przypis redakcyjny]
315. koneser — znawca. [przypis redakcyjny]
316. po tercjarsku — tercjarz: członek stowarzyszenia zakonnego dla osób świeckich. [przypis redakcyjny]
317. sztos — uderzenie kijem w kulę bilardową. [przypis redakcyjny]
318. superlatyw — najwyższy stopień przymiotnika; przenośnie: najwyższa pochwała. [przypis redakcyjny]
319. A po dniach wielu czy po latach wielu... — zwrotka z wiersza Mickiewicza pt. Sen (1825). W tekście Mickiewiczowskim jest: „I zstąpisz z niebios, aby go ocucić.” [przypis redakcyjny]
320. przeflancować — przesadzić (o roślinach); żartobliwie — przenieść na inne miejsce czy stanowisko. [przypis redakcyjny]
321. Tempus fugit, aeternitas manet (łac.) — czas ucieka, wieczność trwa. [przypis redakcyjny]
322. planetoidy — niewielkie ciała niebieskie krążące dokoła słońca między drogą Marsa a Jowisza. [przypis redakcyjny]
323. hawelok — płaszcz bez rękawów, z peleryną. [przypis redakcyjny]
324. Radziwiłłów — wieś i stacja kolejowa w pobliżu Łowicza, 55 km na zachód od Warszawy w kierunku Skierniewic. [przypis redakcyjny]
325. Farewell, miss Iza, farewell! (ang.) — Żegnaj, panno Izo, żegnaj! [przypis redakcyjny]
326. Niegdyś wierzyłem, że są tu na ziemi... — zniekształcony cytat z wierszowanej wstawki w powieści Poganka (1846) Narcyzy Żmichowskiej. Tekst autentyczny brzmi: „Raz mi mówiono, że są tu na ziemi / Białe anioły z skrzydłami białemi...” [przypis redakcyjny]
327. inwokacja — wezwanie, przywołanie. [przypis redakcyjny]
328. Robert Diabeł (1831) — popularna opera Meyerbeera. [przypis redakcyjny]
329. kamlot — gatunek tkaniny wełnianej albo jedwabnej. [przypis redakcyjny]
330. Kto się w opiekę poda Panu swemu... — Psalm XCI w przekładzie Kochanowskiego, przerobiony przez Franciszka Karpińskiego. [przypis redakcyjny]
331. Mamy już dwie koalicje — ta ocena ówczesnej sytuacji politycznej przez Rzeckiego opiera się częściowo na przesłankach rzeczywistych. Po kongresie berlińskim gwałtownie pogorszyły się stosunki rosyjsko–niemieckie, gdyż rząd rosyjski uważał stanowisko Niemiec za przyczynę swych niepowodzeń dyplomatycznych na kongresie. Z drugiej strony doszło do zbliżenia dyplomatycznego Austrii i Anglii (prasa donosiła o „nie pisanym przymierzu” obu państw) oraz Rosji i Turcji, zrażonej imperialistyczną polityką Anglii w Egipcie. Przy trwającym nadal antagonizmie angielsko-rosyjskim i francusko-niemieckim zaostrzyły się w związku z sytuacją na Bałkanach stosunki rosyjsko-austriackie. Latem 1879 r. groźba wojny była poważną. Wówczas jednak bismarckowskie Niemcy związały się z dotychczasowym wrogiem, Austro–Węgrami, przymierzem skierowanym przeciw Rosji i Francji (7 października). Przymierze to (rozszerzone w 1882 r. przez przystąpienie doń Włoch) zmieniło układ sił w Europie i odsunęło wybuch wojny. [przypis redakcyjny]
332. Garibaldi agituje we Włoszech — z początkiem kwietnia 1879 r. Garibaldi przybył z Caprery do Rzymu i rozpoczął działalność propagandową na rzecz wyzwolenia Triestu spod panowania austriackiego i wprowadzenia we Włoszech republiki. [przypis redakcyjny]
333. Türr Istvan (1825–1908) — generał węgierski, uczestnik wielu wojen i spisków przeciw Austrii. [przypis redakcyjny]
334. Bismarck (...) pokaże swoją sztukę — w przewidywanej przez Rzeckiego wojnie Niemiec z Rosją. W rzeczywistości Bismarck przygotowywał ponowną wojnę przeciw Francji, a wojny z Rosją chciał uniknąć zabezpieczając się przed walką na dwa fronty — przymierzem z Austro–Węgrami. [przypis redakcyjny]
335. szpakami karmiony — chytry, przebiegły. [przypis redakcyjny]
336. Jest on ożeniony z Puttkamerówną — Bismarck był żonaty z Joanną z domu Puttkamer, córką junkra pruskiego, Henryka von Puttkamer. [przypis redakcyjny]
337. Puttkamerowie są spokrewnieni z Mickiewiczem — jest to oczywiście fantastyczna kombinacja Rzeckiego; Puttkamerów z Litwy, którzy nie byli krewnymi Mickiewicza, nic nie łączyło również z junkrami niemieckimi tegoż nazwiska. [przypis redakcyjny]
338. pasjami lubi Polaków — w okresie tarć niemiecko–rosyjskich, na przełomie lat 70– i 80–tych, Bismarck kilkakrotnie w nieoficjalnych rozmowach i inspirowanych przez siebie artykułach wspominał o możliwości wskrzeszenia państwa polskiego. [przypis redakcyjny]
339. syn następcy tronu... — przyszły cesarz Wilhelm II (lata panowania: 1888–1918) syn ówczesnego następcy tronu, Fryderyka Wilhelma. [przypis redakcyjny]
340. migdały — przenośnie: fircyki, oszuści. [przypis redakcyjny]
341. facecje — żarty. [przypis redakcyjny]
342. emancypacja — tu w szerszym znaczeniu: wyzwolenie od zależności, ucisku itd. [przypis redakcyjny]
343. sesjonować — zbierać się, obradować. [przypis redakcyjny]
344. świstuła — zabawka, rurka, z której wydmuchuje się drobne pociski. [przypis redakcyjny]
345. inwalid — dziś tylko: inwalida (kaleka). [przypis redakcyjny]
346. prowincjał — zwierzchnik zakonu na terenie danej prowincji. [przypis redakcyjny]
347. Feuchtersleben Ernst (1806–1849) — austriacki poeta, eseista i lekarz. Przytoczony cytat znajduje się w jego Higienie duszy (1838), jako motto jednego z rozdziałów, z podpisem: Fryderyk Schlegel (1772–1829); wybitny niemiecki krytyk i estetyk romantyczny. [przypis redakcyjny]
348. Cierpię, więc jestem — Wokulski trawestuje (przystosowuje) słynne zdanie francuskiego filozofa–racjonalisty, Kartezjusza (1596–1650): „Myślę, więc jestem” (łac. Cogito, ergo sum). [przypis redakcyjny]
349. galeria drezdeńska i monachijska — w Dreźnie i Monachium znajdują się bardzo bogate zbiory słynnych dzieł malarstwa europejskiego. [przypis redakcyjny]
350. Dore Gustaw (1832–1883) — znakomity ilustrator arcydzieł literatury światowej. [przypis redakcyjny]
351. Hogarth William (1697–1764) — angielski malarz i rytownik, uprawiał malarstwo rodzajowe o śmiałej tematyce obyczajowej. [przypis redakcyjny]
352. Sancho Pansa — postać z Don Kichota Cervantesa, giermek bohatera będący uosobieniem sprytu i praktyczności życiowej. [przypis redakcyjny]
353. Żywot św. Genowefy — najpopularniejsza w XIX wieku książka religijna dla ludu, przekład z niemieckiego oryginału napisanego przez kanonika Krzysztofa Schmida (1768–1854); od 1835 r. wyszło kilkadziesiąt polskich wydań. [przypis redakcyjny]
354. Róża z Tannenburgu — powieść dla młodzieży o tendencji umoralniającej, napisana również przez kanonika Schmida (w latach 1833–1866 pięć polskich wydań). [przypis redakcyjny]
355. Rinaldini — Rinaldo Rinaldini (1798), niegdyś bardzo popularna powieść awanturnicza niemieckiego pisarza Vulpiusa, której bohaterem jest rozbójnik. [przypis redakcyjny]
356. betsedejską sadzawka — według Ewangelii sadzawka w Jerozolimie, której woda, poruszana przez anioła, posiadała moc uzdrawiania chorych. [przypis redakcyjny]
357. kabalistyczne słowa — kabała: żydowska mistyczna filozofia religii w średniowieczu. Kabaliści stosowali w swych dociekaniach kombinacje liczb i liter, którym przypisywali głębsze znaczenie. [przypis redakcyjny]
358. list rekomendowany — polecony. [przypis redakcyjny]
359. modna dzisiaj choroba woli — jeden z przejawów psychologii dekadentyzmu, często poruszany w literaturze i publicystyce polskiej, w czasie jednak o kilka lat późniejszym od akcji Lalki. [przypis redakcyjny]
360. Żydzi chederowi — którzy uczęszczali do chederu, początkowej szkoły żydowskiej, i otrzymywali tradycyjne wychowanie, wyobcowujące ich z kultury europejskiej. [przypis redakcyjny]
361. Talmud — zbiór żydowskich zasad religijno-prawnych z I–V w. n. e. obowiązujący prawowiernych Żydów. [przypis redakcyjny]
362. kosmopolici — tu w znaczeniu: obywatele świata, ludzie nie uznający ojczyzny. [przypis redakcyjny]
363. partykularyści — ludzie zaściankowi, ciaśni, ograniczeni. [przypis redakcyjny]
364. gmina — tj. żydowska gmina wyznaniowa (kahał). [przypis redakcyjny]
365. Rachelo, kiedy Pan... — aria z popularnej opery Żydówka Halevy’ego (1799–1862). [przypis redakcyjny]
366. Klejn aresztowany — chronologia tego faktu w czasie powieściowym odpowiada w przybliżeniu aresztowaniom, które w lipcu 1879 r. rozbiły warszawską organizację socjalistyczną. [przypis redakcyjny]
367. sztroman (z niem.) — osoba podstawiona, figurant. [przypis redakcyjny]
368. Peszt — część Budapesztu, na lewym brzegu Dunaju, do 1872 r. osobne miasto. [przypis redakcyjny]
369. uczciwie wychodzić — uczciwie postępować. [przypis redakcyjny]
370. cugi (niem.) — tu: pociągnięcia. [przypis redakcyjny]
371. idealista — u Prusa: człowiek dążący do najwyższych ideałów, a nie zważający na rzeczy drobne, codzienne. [przypis redakcyjny]
372. żargon — jidisz; język europejskiej diaspory żydowskiej. [przypis edytorski]
373. Ostenda — port i znane kąpielisko w Belgii, nad Morzem Północnym. [przypis redakcyjny]
374. Nizza — słynne uzdrowisko o łagodnym klimacie, nad brzegiem Morza Śródziemnego (Riwiera francuska). [przypis redakcyjny]
375. Atlas — w mitologii greckiej olbrzym skazany przez Zeusa na podtrzymywanie stropu niebieskiego. [przypis redakcyjny]
376. zwalenie testamentu — obalenie mocy prawnej testamentu. [przypis redakcyjny]
377. bisurman — pogardliwie: mahometanin; przenośnie: rozpustnik, łajdak. [przypis redakcyjny]
378. et caetera (łac.) — i tak dalej. [przypis redakcyjny]
379. epruwetka — probówka. [przypis redakcyjny]
380. harmonijka fizyczna — mowa tu raczej o harmonijce chemicznej (płomień wodoru w rurce powodujący dźwięki). [przypis redakcyjny]
381. maślacz — gatunek słodkiego wina węgierskiego. [przypis redakcyjny]
382. feblik — słabość, skłonność. [przypis redakcyjny]
383. zakładając po napoleońsku ręce... — krzyżując je na piersiach (ulubiony gest Napoleona I). [przypis redakcyjny]
384. płeć — tu: cera. [przypis edytorski]
385. czterdziestówka — nazwa monety 20–kopiejkowej (dawniej 40 groszy). [przypis redakcyjny]
386. patron, na którym Chrystus wjeżdżał do Jerozolimy — według Ewangelii wjazd Chrystusa do Jerozolimy odbył się na ośle. [przypis redakcyjny]
387. dieta — tu: przepis lekarski. [przypis redakcyjny]
388. listy zastawne ziemskie — papiery wartościowe (oprocentowane pożyczki) wydawane przez instytucje kredytowe ziemskie i banki hipoteczne. [przypis redakcyjny]
389. akcja — świadectwo udziału w spółce akcyjnej, uprawniające do pobierania zysków w postaci dywidendy. [przypis redakcyjny]
390. lokacja — umieszczenie (kapitału). [przypis redakcyjny]
391. Towarzystwo Kredytowe Ziemskie, założone w 1825 r., udzielało pożyczek długoterminowych większej i średniej własności ziemskiej. Pierwszy numer po Towarzystwie Kredytowym — tzn., że w razie sprzedaży majątku dłużnika (z powodu jego bankructwa) wierzytelność Ochockiego zostałaby spłacona w pierwszym rzędzie po zwrocie pożyczki zaciągniętej w Towarzystwie Kredytowym. [przypis redakcyjny]
392. sybarytyzm — skłonność do zbytku i zniewieściałości (od greckiego miasta Sybaris w starożytnej Italii, słynnego z takiego trybu życia swoich mieszkańców). [przypis redakcyjny]
393. amfiteatr — Teatr na Wyspie w Łazienkach, na wolnym powietrzu, w pobliżu pałacu Łazienkowskiego; ma charakterystyczną półokrągłą widownię z miejscami wznoszącymi się „schodkowo”, amfiteatralnie, [przypis redakcyjny]
394. kamień filozoficzny — domniemany środek, który według alchemików średniowiecznych miał posiadać cudowne własności przemiany metali nieszlachetnych w szlachetne. Próby uzyskania kamienia filozoficznego były oczywiście bezskuteczne, przyczyniły się jednak do stworzenia podstaw naukowych chemii. [przypis redakcyjny]
395. 26 czerwca... zginął... książę Ludwik Napoleon — w rzeczywistości książę Napoleon zginął 3 czerwca, zabity przez Zulusów podczas patrolu (wiadomość tę przyniósł »Kurier Warszawski« z 20 czerwca). [przypis redakcyjny]
396. miała tam pojechać cesarzowa Eugenia — pogłoska ta nie sprawdziła się. [przypis redakcyjny]
397. Kenig Józef (1821–1900) — redaktor zachowawczej »Gazety Warszawskiej« w latach 1859–1889. [przypis redakcyjny]
398. Sulicki Edmund (1833–1884) — redaktor działu politycznego zachowawczej »Gazety Polskiej« w Warszawie. [przypis redakcyjny]
399. trybuszonik — korkociąg. [przypis redakcyjny]
400. Ale — mocne angielskie piwo jasne. [przypis redakcyjny]
401. dał nura — tu w znaczeniu: umarł. [przypis redakcyjny]
402. klasycyzm — tu w znaczeniu: realizm, trzeźwość życiowa w przeciwstawieniu do romantyzmu, rozumianego jako idealizm życiowy. [przypis redakcyjny]
403. filister — ograniczony mieszczuch. [przypis redakcyjny]
404. panis, piscis, crinis — wyrazy łacińskie: chleb, ryba, włos — wyjątki w gramatyce łacińskiej; są to rzeczowniki rodzaju męskiego, choć mają końcówkę –is, właściwą rzeczownikom żeńskim. [przypis redakcyjny]
405. Dąbrowa — mowa o Dąbrowie Górniczej; miasto to należało wówczas do zaboru rosyjskiego. [przypis redakcyjny]
406. testator — robiący zapis, zostawiający testament. [przypis redakcyjny]
407. blisko milion złotych — to znaczy owe 140 tysięcy rubli. [przypis redakcyjny]
408. Akademia — tzn. francuska Akademia Nauk. [przypis redakcyjny]
409. Non omnis moriar (łac.) — nie wszystek umrę, nie wszystko jest we mnie śmiertelne; cytat z ody rzymskiego poety Horacego (64–8 p.n.e.). [przypis redakcyjny]
410. Dulcynea — ukochana Don Kichota; w jego wyobraźni — piękna i subtelna dama, w rzeczywistości brzydka i ordynarna chłopka. [przypis redakcyjny]
411. żardynierka — podstawka lub kosz na kwiaty. [przypis redakcyjny]
412. radzik — gatunek piwa jasnego. [przypis redakcyjny]
413. Początek rozdziału Pierwsze ostrzeżenie, skreślony przez cenzurę carską z wydania książkowego Lalki. Fragmentu tego nie włączono do tekstu, gdyż w scenie zastępczej Prus wprowadził szereg nowych szczegółów, które później w toku powieści odgrywają pewną rolę. [przypis redakcyjny]
414. berlinka — statek. [przypis edytorski]
415. zawsze taki zburzyć Kartaginę! — aluzja do Katona Starszego (232–148 p.n.e.), który każde ze swoich przemówień w senacie rzymskim kończył zdaniem: „Poza tym sądzę, że należy zburzyć Kartaginę.” [przypis redakcyjny]
416. batiuszka (ros.) — ojczulek (o popie). [przypis redakcyjny]
417. na jednej operze — mowa o Fauście (1859) kompozytora francuskiego Charlesa Gounoda (libretto oparte oczywiście na dramacie Goethego). [przypis redakcyjny]
418. Smolny Instytut — słynna pensja w Petersburgu dla dziewcząt z rodzin szlacheckich. [przypis redakcyjny]
419. Samson — bohater biblijny o niezwykłej sile, zwyciężony przez nieprzyjaciół na skutek zdrady swej żony Dalili. [przypis redakcyjny]