[Jak introdukcja]

Całując owrzodzone palce syfilitycznej

kochanki dobrze jest słuchać ostrego

śpiewu mijających tramwajów,

kiedy muzyka w sąsiednim szpitalu

wariatów gra «dreaming»,

a w kinie na vis-a-vis,

onestepiąc czerwone walce

pod niebem water-sky

w zielonej gazowoalce

po raz 30 000

umiera Mia May...

Żygające1 posągi

Pani Sztuce

Na klawiszach usiadły pokrzywione bemole,

Przeraźliwie się nudzą i ziewają Uaaaa...

Rozebrana Gioconda stoi w majtkach na stole

I napiera się głośno cacao-choix2.

Za oknami prześwieca żółtych alej jesienność,

Jak wędrowne pochody biczujących się sekt,

Tylko białe posągi, strojne w swoją kamienność,

Stoją zawsze «na miejscu», niewzruszenie correct3.

Pani dzisiaj, doprawdy, jest klasycznie... niedbała...

Pani, która tak zimno gra sercami w cerceau4,

Taka sztywna i dumna... tak cudownie umiała

Nawet puścić się z szykiem po 3 szkłach curaçao5.

I przedziwne, jak Pani nie przestaje być w tonie,

Będąc zresztą obecnie najzupełniej moderne6. —

Co środy i piątki w Pani białym salonie

Swoje wiersze czytają Iwaszkiewicz i Stern.

A ja — wróg zasadniczy urzędowych kuluar,

Gdzie się myśli, i kocha, i rozprawia, i je,

Mam otwarty wieczorem popielaty buduar

Platonicznie podziwiać Pani déshabillé7...

Ale teraz, jednakże, niech się Pani oszali, —

Nawet lokaj drewniany już ośmiela się śmieć...

Dziś będziemy po parku na wyścigi biegali

I na ławki padali, zadyszani na śmierć.

A, wpatrując się w gwiazdy całujące się z nami,

W pewnym dzikim momencie po dziesiątym Clicôt8,

Zobaczymy raptownie świat do góry nogami,

Jak na filmie odwrotnym firmy Pathé & Co.9

I zatańczą nonsensy po ulicach, jak ongi,

Jednej nocy pijanej od szampana i warg,

Kiedy w krzakach widziałem ŻYGAJĄCE POSĄGI

Przez dwunastu lokajów niesiony przez park.

Ipecacuana10

Na pierwszym moim koncercie,

(A może mi tylko śni się...)

Siedziała w trzecim rzędzie

Pani w niebieskim lisie.

I miała oczy wklęsłe,

Takie ogromnie dalekie.

I długie błękitne rzęsy.

I białe, zamszowe powieki.

Czytałem strofy rytmiczne.

Po myślach tłukł się Skriabin11.

Siedziały w krzesłach damy

Z welwetu i z jedwabiu.

Siedzieli w krzesłach panowie,

Patrzyli wzrokiem żabim...

Czytałem rytmiczne strofy.

Po myślach tłukł się Skriabin...

I było wszystko, jak wszędzie.

I było wszystko, jak dzisiaj.

I była w trzecim rzędzie

Pani w niebieskim lisie.

Pluskali miarowo w ręce.

Rozeszli się wolno po domach.

Została kremowa Nuda,

Jak duża, śliska sarkoma12...

A potem księżyc stłukłem

I gażę chciałem we frankach,

I noc miała piersi wypukłe,

Jak pierwsza moja kochanka...

A wieczór byłem maleńki...

Płakałem w kąciku do rana

O smutnej niebieskiej Pani

Z oczami jak ipecacuana...