4

W biurze, gdzie pracował Berg, wiadomość o nieszczęściu, jakie go dotknęło, rozszerzyła się błyskawicznie i wytworzyła około jego osoby atmosferę przyciszonych szeptów i milczącego współczucia.

Towarzystwo Elektrowni Miejskiej, którego Berg był jednym z dwunastu inżynierów, zaproponowało mu urlop miesieczny. Berg propozycję odrzucił. Stawał do pracy podawnemu bardzo wcześnie. Wieczorami nigdzie go nie widziano. Koledzy, którym przyszło do głowy odwiedzić go w tych godzinach, znaleźli na drzwiach kartkę: „nikogo się nie przyjmuje.”

Wiedziano, że u Izoldy nie był od owej wizyty na klinice ani razu i tłómaczono to sobie na różne sposoby. Pozatem zresztą w obejściu był podawnemu zupełnie normalny, rozmawiał i uśmiechał się. Z czasem zaczęto sądzić poprostu, że miłość jego do Izoldy nie była znów tak wielką. To przeświadczenie przyjęło się z czasem powszechnie. Wkrótce przestano się już nim zajmować. Naogół ludzie otaczający go mieli do niego nawet jakby nieuchwytny żal za to, że tak łatwo pogodził się i zapomniał.