Słowo wstępne

Dlaczego powstała ta książka?...

Ktoś przybyły świeżo z Anglii przyniósł tragiczną wiadomość o nagłym zgonie Marii Czaplickiej i na jednym z polityczno-społecznych zebrań zażądał uczczenia zmarłej przez umieszczenie biografii jej w całej naszej prasie.

— Kto to był? Czym się odznaczyła? — spytała mnie po cichu jedna z wybitnych kobiet polskich, doktor medycyny i znana działaczka społeczna.

Kim była i co zrobiła Maria Czaplicka?

Pytania tego rodzaju ze strony najinteligentniejszych sfer naszego społeczeństwa dawały się słyszeć niejednokrotnie i w sprawie innych uczonych naszych, jak dr Józefy Joteyko, dr Michaliny Stefanowskiej, dr Dobrzyńskiej-Rybickiej itp.

Gdy pisma nasze przepełnione są sprawozdaniami z występów drugo- a nawet trzeciorzędnych aktorek w każdej nowej roli, a ilustracje same starają się o portrety ich — najkrótsza wzmianka dotycząca prac uczonych naszych napotyka na góry trudności: zabiegać o nią trzeba jak o łaskę, świadczoną najczęściej w imię osobistych stosunków z daną redakcją. O dłuższych notatkach nie ma mowy: albo leżą miesiącami w tekach redakcyjnych odnośnych działów, albo też obcinane są z punktu, aby nie zabierać miejsca sensacyjnym wiadomościom o najulubieńszych perfumach lub fasonie sukien uwielbianych diw sezonu, których nazwiska są na ustach wszystkich.

Co zrobił dla świata jakiś mól książkowy? Niech się troszczą o to pokrewni mu duchem maniacy.

Jeżeli macochą jest prasa dla świata uczonych w ogóle, to stosunek ten wzmaga się, gdy chodzi o kobietę. Milczy o nich nie tylko literatura bieżąca, ale i organy, które z natury rzeczy winny dawać żądane wyjaśnienia.

Próżno szukamy nazwisk dr Joteyko, dr Stefanowskiej i innych w encyklopediach naszych. Nie ma ich, mimo że działalność uczonych trwa blisko od pół wieku i mimo że wiedzą o nich obcy z almanachów belgijskich, francuskich, niemieckich.

Zebrane materiały rzucam w świat, aby zrozumiało społeczeństwo, ile sił zapoznanych1 ma w swym łonie, i zrobiwszy rachunek sumienia, zapytało siebie, czy sprawiedliwe są organy kontrolujące duchowy jego dorobek?

Broszura moja niech będzie hasłem i bodźcem do dalszych badań.

Poświęcam ją tym przodownicom naukowego wyzwolenia kobiet, które przez krew i łzy, po zwałach kamieni szły do świątyń wiedzy: tym, które padały u progu z wyczerpania, i tym, które dźwigały się, idą, iść będą, by stwierdzić prężną żywotność intelektu, dążącego do niewiadomych jeszcze przeznaczeń...

C. W.

Warszawa, 13 października 1921