Eugenia Waśniewska

Platon41 powiedział, że na początku było zdziwienie.

Z takim zdziwieniem — wyobrażam sobie — musiała wejść w świat dziewczynka o błękitnych oczach i jasnoblond włosach. Obejmowała pytaniem każdą zjawę, dociekała zasady każdej rzeczy. Dorósłszy, ujmowała spostrzeżenia swoje w trzeźwe, zwarte formuły, zamykała je w sobie, żeby — gdy przyjdzie czas — otworzyć, rozdmuchać, tchnąć w nie sens nowy i dostosować do chwili bieżącej. Umysł bardzo logiczny, ścisły. Wiadomości uporządkowane, rozklasyfikowane. Pedanteria w załatwianiu spraw, których w każdym czasie i różnych okolicznościach po kilkadziesiąt ma na swojej głowie. Pamięć i wielki dar organizacyjny wysunęły Waśniewską na pierwszorzędne stanowiska w życiu naszym zawodowym i społecznym.

Ścierały się w niej od dzieciństwa dwa prądy: ukochanie sztuki i poryw do pracy konkretnej, ale zupełnie samodzielnej.

Urodzona w łomżyńskim, w dziewiątym roku życia już opuściła dom, by przez siedem lat następnych widywać rodzinę tylko w czasie wakacji szkolnych.

W jasnej główce dziecięcej snuły się cudne marzenia. Zostanie artystką. Pojedzie w świat uczyć się i potem już — całe życie malarstwo.

Tymczasem stało się inaczej. Miała 15 lat, gdy skończyła gimnazjum, i w tym samym roku po kilkoletniej chorobie zmarł ojciec jej, a wtedy — prysnęły sny dziecięce. Zamiast cyganerii artystycznej twarda praca biurowa.

Pierwsza posada w wielkiej firmie księgarskiej. Ciekawy umysł rzucił się na książki, łykając wszystko, co wpadło w oczy. Nie było kierunku wiedzy i zagadnienia, które by nie wciskało się w mózg wszystkimi porami. Nie zdawała sobie sprawy, co zajmowało ją najwięcej. Raz rzucała się na książki medyczne i zaczytywała w nich bez pamięci. To znowu z równą zaciekłością więzła w socjologii, psychologii, estetyce. Aż zatrzymała się na literaturze i historii sztuki wszystkich krajów i wszystkich epok.

Trwało tak cztery lata. Wróżki mądrych przeznaczeń oderwały ją od książek i przeniosły na placówki, na których jak bujny kwiat miała rozwinąć się ta druga właściwość jej umysłowości: wielki dar organizacyjny, bystra pomysłowość i szybkie orientowanie się w robotach konkretnych.

Było to w czasie, kiedy pierwsze słabe kroki stawiała w Polsce elektrotechnika. Jeden z wybitnych jej pionierów, człowiek niezwykłej miary, zmarły niedawno inżynier Tomasz Ruśkiewicz zaofiarował Waśniewskiej posadę w firmie swojej. Była szczęśliwa, że mogła dopomóc w tworzeniu się i organizowaniu przemysłu, który zakreślał coraz szersze kręgi, Ruśkiewicz bowiem rozgałęział działalność swoją i na prowincję. Dwadzieścia lat z górą trwała na stanowisku kierowniczki działu handlowego firmy i należała do niewielu kobiet w Polsce otrzymujących płacę, równą uposażeniu męskich kolegów na tym samym stopniu hierarchii zawodowej. Kształciła się przy tym stale, pogłębiając wiadomości swoje fachowe i ogólne.

Hasła równouprawnienia rozkrzyczały się w niej wcześnie. Po raz pierwszy — jakżeż by nie wtedy, gdy spostrzegła, z jaką łatwością chłopcy w jej wieku — krewni, znajomi — po zdaniu matury mieli wstęp do uniwersytetu otwarty, a ona? No tak, z daleka wolno jej było popatrzeć na podwórze gmachu.

Zagranica niedostępna. Krajowe wszechnice42 zamknięte dla kobiet. Czyż w chciwym wiedzy umyśle mógł nie powstać bunt? A potem w życiu, w pracy zawodowej to ciągłe stosowanie podwójnej miary — przy równomiernych kwalifikacjach i uzdolnieniu niższa płaca, niższe stanowiska... Wprawdzie ona sama nie należała do pokrzywdzonych, ale dokoła niej wszystkie...

Zapisała się do Polskiego Stowarzyszenia Równouprawnienia Kobiet, postanawiając przeprowadzić w praktyce zasadę równych płac przy równej pracy, co jej się w pewnych wypadkach udało.

W czasie wojny z inicjatywy i pod przewodnictwem dr J. Budzińskiej-Tylickiej powstał Klub Polityczny Kobiet Postępowych, oparty na zasadach równouprawnienia. Wstąpiła do niego Waśniewska, została wiceprzewodniczącą zarządu i na tym stanowisku trwa dotąd.

We wszystkich swoich poczynaniach i założeniach, zarówno w pracy zawodowej, jak i społecznej, miała i ma cel zawsze jasno wytknięty: podnoszenie umysłowego i duchowego poziomu kobiet pracujących do możliwie wysokiej skali.

„Czy są jakie pozytywne wyniki tych dążeń?” — pyta sama siebie. Nie wie. Widzi jednak, że kobieta w ciągu lat ostatnich poszła znacznie naprzód i będzie posuwała się coraz dalej tym swoim własnym rozpędem.

*

Do pracy społecznej stanęła Waśniewska już w osiemnastym roku życia. Pierwsze kroki były w Czytelniach bezpłatnych Towarzystwa Dobroczynności za czasów prezesury Stanisława Leszczyńskiego. Obchodził często placówki te wizytator z ramienia rządu rosyjskiego, sprawdzając, czy polscy patrioci nie szerzą tam zbyt gorliwie tajnej oświaty wśród rzesz robotniczych. Czytelnie wprowadziły ją w koło społeczników grupujących się przy tzw. „Uniwersytecie Latającym”, z którego wykładów korzystała przez lat kilka. Chodzili za słuchaczami szpicle rosyjscy, a profesorowie Mahrburg, Krzywicki i inni odpoczywali nierzadko w Cytadeli43, by tam pisać najlepsze swe dzieła.

W 1906 r. przystąpiła do bardzo żywotnej instytucji: Stowarzyszenia Kobiet Pracujących w Przemyśle, Handlu i Biurowości, gdzie od razu wpadła w wir nagłych, niecierpiących zwłoki robót. Założyła tam Sekcję Samokształcenia.

Szła już odtąd od jednej pracy społecznej do drugiej. Wszystko ją interesowało. Różne instytucje zwracały się do niej, wciągając ją do roboty. Została członkiem Biura Pracy Społecznej, tej kolebki naszego ustawodawstwa państwowego. Przez trzy lata była wiceprzewodniczącą Związku Stowarzyszeń Kobiecych, który w czasie wojny odegrał taką wybitną rolę44. W ciągu lat dwóch wiceprzewodniczącą, a przez rok przewodniczącą Rady Stowarzyszeń Pracowniczych w Warszawie podczas okupacji. Wreszcie członkiem Rady Głównej i Komitetu Wykonawczego Centralnej Organizacji Związków Zawodowych Pracowników Umysłowych — jedyna kobieta od początku istnienia tej instytucji.

W 1922 r. i odtąd już trzykrotnie była Rada i Komitet wysyłały Waśniewską na Konferencję Pracy w Genewie jako delegatkę swoją, przydzieloną do delegacji rządowej i ponoszącą przeto tym większą odpowiedzialność.

Zadaniem przedstawicielstwa jest obrona spraw pracowników umysłowych, którzy na terenie Międzynarodowego Biura Pracy w Genewie są zupełnie zmajoryzowani przez organizacje robotnicze. Pierwszy to wypadek, że pracownicy umysłowi mają swego delegata, no i że została nim kobieta.

Pani Waśniewska nie zaniedbuje obok spraw ogólnych podejmowania sprawy ochrony pracy kobiet, a także żądania dla nich równej płacy za równą pracę. W 1929 r. przemawiała w obronie czasu roboczego pracowników umysłowych i zakazu przymusowego obejmowania posad w koloniach.

W marcu 1928 r. została wybrana do Sejmu. Jako posłanka należy do dwóch komisji: Ochrony Pracy i Opieki Społecznej. W przemówieniach swoich domagała się przede wszystkim powiększenia etatu policji kobiecej. Jakoż w grudniu 1929 r. skończyło kurs 43 kobiety, rozesłane już na stanowiska do różnych punktów kraju. Przemawia również w sprawie walki ze zwyrodnieniem rasy, wykazując znikomość sum przeznaczanych na te cele w budżecie państwowym. Domaga się Naukowego Instytutu Pracy i dalszego rozbudowywania ubezpieczeń dla pracowników umysłowych. Przygotowała wniosek o powiększenie liczby etatów kobiet-inspektorek. Opracowuje również stronę społeczną nowej konstytucji.

Na żądanie działu społecznego Ligi Narodów45 przesłała do Genewy dane o ruchu kobiecym w Polsce i porozumiewa się stale w różnych sprawach, jak ankiety z dziedziny prostytucji, handlu żywym, towarem, policji kobiecej itp.

Temperament i nerw działaczki społecznej nie pozwalają E. Waśniewskiej na chwile wytchnienia. W 1924 r. brała udział w Międzynarodowym Kongresie Małej Ententy Kobiecej w Bukareszcie, gdzie przemawiała w wielkiej sali, na 2000 osób, o społecznej i politycznej działalności kobiet polskich. W 928 uczestniczyła również czynnie w Kongresie Pracy Społecznej w Paryżu. W 1929 r. przygotowała dla PWK46 w Poznaniu dział „Kobiety w pracy zawodowej”. Pod jej kierunkiem — na zasadzie ankiety co do płac — wykonano 20 tablic i wykresów graficznych, które stanowią pierwszą u nas próbę statystyki kobiet pracujących.

Jako członek zarządu Towarzystwa Eugenicznego objęła kierownictwo kina dla dzieci „Urania”, którego miesięczna frekwencja wynosi 20 000 małych i dużych ludzi.

Z ramienia Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet objeżdża kraj z odczytami (trzy mniej więcej na miesiąc) z dziedziny polityczno-społecznej.

Niezależnie od organizacji kobiecych (m.in. też w Związku Kobiet Pracujących w Handlu i Biurowości) jest członkiem czynnym Zarządu Stołecznego Komitetu Opieki Społecznej, Zjednoczenia Pracy Wsi i Miast, Centralnej Organizacji Związków Zawodowych Pracowników Umysłowych.

*

Duszę naszej posłanki pod tą lawiną roboczą grążą jednak tęsknice. Jak złote żuczki, przysiadają w skrętach mózgu i cichutko dają znać o sobie.

To skarżą się i buntują porywy artystki, przywalone gruzem, zasypane popiołem.

W Komitecie Organizacyjnym Wystawy Pracy Kobiety Polskiej w Pradze Czeskiej 1912 r. spotkała Zofię Stankiewiczównę, wielką artystkę i niepospolitą kobietę, która zwróciła uwagę na zaniedbane jej zdolności, postanawiając wydobyć je z ukrycia. Zaczęły się lekcje. Od Stankiewiczówny przeszła pod kierunek Konrada Krzyżanowskiego, a później T. Marczewskiego. Zbudzony poryw już nie dał się uśpić. Traktując malarstwo jako przyjemność, a nie zawód, oddaje mu się w chwilach wywczasów47 z zapałem. Podróżuje dużo. Zwiedza najwybitniejsze muzea europejskie i z wycieczek swoich wraca zawsze z teką pełną szkiców, notatek.

W marcu 1924 r. odbyła się zbiorowa wystawa jej nastrojowych, przemiłych obrazów, łącznie z wystawą prac Zofii Stankiewiczówny.