Jadwiga Petrażycka-Tomicka

Znana szerszemu ogółowi z artykułów w prasie bieżącej i z książek, wydanych dosyć licznie (wrażenia z podróży, studia literackie, szkice historyczno-publicystyczne), p. Tomicka była nam prawie obca jako działaczka społeczna, a tym bardziej jako bojownica o równouprawnienie kobiet. Winę ponoszą przedwojenne kordony, które tylko ukradkiem pozwalały przedzierać się wiadomościom z jednych zaborów Polski do drugich. Dziś jak zbłąkani wędrowcy zaczynamy nawoływać się i mówić do siebie o sobie.

P. Tomickiej należy się jedno z pierwszych miejsc w walce o równe prawa kobiety.

Wychowana w Warszawie, działalność swoją — po zamążpójściu — rozwijała przez 25 lat przeszło na terenie m. Lwowa, gdzie mąż jej był dyrektorem zakładów Miejskich Elektrowni. Czas jakiś należała do Towarzystwa Szkoły Ludowej, gdzie pracowała intensywnie, usunęła się wszakże z tej organizacji w 1906 r. ze względów przekonaniowych. Nie rzuciła jednak placówek oświatowych. Prowadzi po rok 1924 założoną wraz z mężem w 1899 r. bibliotekę i wypożyczalnię książek dla pracowników elektrowni. W 1915 r. otwierają pp. Tomiccy ochronkę dla dzieci tychże pracowników, którą kieruje p. Tomicka osobiście systemem Montessori. Mimo wytężonej pracy społecznej, oddaje się z całym zapałem walce o polityczne i społeczne wyzwolenie kobiety. W 1908 r. zostaje członkiem Związku Równouprawnienia Kobiet we Lwowie, powołana później na wice-, a w końcu, przez aklamację, na przewodniczącą. Bierze udział we wszystkich pracach organizacji. Wygłasza odczyty, pisze artykuły do „Przeglądu kobiecego” i innych. Przesyła stałe korespondencje do „Jus suffragii”146. Wydaje książki związane ze sprawą kobiet (Z dziejów kobiety polskiej, Kobieta w piśmiennictwie polskim i inne). Tłumaczy mowę w Dumie prof. dra L. Petrażyckiego „O prawa dla kobiet”.

W listopadzie 1911 r. Lwowski Związek Równouprawnienia Kobiet przystąpił wraz ze wszystkimi swoimi oddziałami prowincjonalnymi do Międzynarodowej Federacji Związków Równouprawnienia Kobiet pod nazwą „Komitetu Polskiego”. W dwa lata później odbywa się wielki kongres w Budapeszcie, na który delegacja polska przywozi wspaniały sztandar, rozwinięty na estradzie, uczczony przez brawa rzęsiste i powstanie delegatek 28 państw, obejmujących 10 milionów kobiet. P. Tomicka wita Węgrów z ramienia Komitetu polskiego serdecznym przemówieniem w języku francuskim. Sypią się oklaski: „Eljen! — Niech żyje! — Vive la Pologne!

Po raz pierwszy od czasu niewoli zdobyła Polska wówczas własne miejsce na arenie światowej, niebrana dotąd nigdy i nigdzie w rachubę.

Była Galicja w okresie przemocy zaborczej stanowiła jedyną dzielnicę, w której hasła równouprawnienia mogły wywoływać akcję czynną. Mieliśmy sejm autonomiczny we Lwowie. Było gdzie szturmować. Było do kogo zwracać żądania. Korzystał z tego Związek Równouprawnienia Kobiet, urządzając propagandowe pochody, zgłaszając petycje z podpisami tysięcy kobiet, zwołując wiece. (Jeden z pierwszych, wielki, pod przewodnictwem M. Konopnickiej, z wystawieniem kandydatury Marii Dulębianki jako posłanki do Sejmu).

Poza walką o równe prawa w Sejmie i Radzie Miejskiej prowadził Związek akcję w innych sprawach. Upominał się o krzywdy nauczycielek i urzędniczek pocztowych. Żądał otwierania państw, gimnazjów żeńskich, dopuszczenia kobiet na politechnikę, przyznawania studentkom stypendiów na równi ze studentami, zrównania praw emerytek itp.

W grudniu 1913 r. wręczono marszałkowi Sejmu petycję, opatrzoną podpisami nie tylko zjednoczonych stowarzyszeń kobiecych, ale i Męskiej Ligi Zwolenników Równouprawnienia Kobiet. Przemówienie wygłosiła p. Tomicka. Wyniki okazały się nieznaczne. W kurii cenzusowej miast przyznano prawo głosowania tylko uprzywilejowanej klasie kobiet. Więc wrócono znowu do wieców jako najpewniejszego środka propagandy nie tylko we Lwowie, ale i w prowincjalnych oddziałach Związek Równouprawnienia Kobiet (Stanisławów, Nowy Sącz, Gorlice, Jasło).

W powietrzu jednak już czuć było wojnę. Związek Równouprawnienia Kobiet zorganizował kurs samarytański147, a w maju 1914 r. odbył się ostatni wiec kobiecy. Kataklizm światowy przerywa pracę. Siedzibę Związku zajmują Moskale, niszcząc bibliotekę i całe urządzenie. Po wyjściu ich znaczna część członkiń przystępuje do Ligi Kobiet, oddając się na usługi wojska i cywilnych ofiar wojny. P. Tomicka podejmuje wytężoną akcję w kierunku wysyłania książek dla Legionistów. Dało to nadspodziewane wyniki. 20 kilka tys. tomów przeszło przez ręce inicjatorki. Setki listów stwierdzają radość, z jaką była witana każda przesyłka w okopach, w szpitalach.

Za pracę dla Legionistów otrzymała nasza działaczka Odznakę Zasługi Samarytańskiej Za trudy, poniesione w czasie wojny ukraińskiej — Krzyż Obrońców Lwowa.

W 1921 r., po skończonej wojnie i zwycięskim odparciu bolszewików z Polski, gdy naród wracał do pracy pokojowej, nawiązała p. Tomicka stosunki z Klubem Politycznym Kobiet Postępowych w Warszawie (przewodnicząca dr Budzińska-Tylicka) i założyła oddział jego we Lwowie.

Niestety, po dwóch latach warunki jej życia ulegają zasadniczej zmianie. Złożywszy przewodnictwo w ręce pp. M. Jaworskiej i H. Ceysingerówny, usuwa się na razie od pracy publicznej. Wraca do niej w 1926 r., przeniósłszy się na stałe do Krakowa, gdzie zakłada znowu Klub Polityczny Kobiet Postępowych, który przestał istnieć we Lwowie. Zdobywa w „Nowej Reformie” stały dodatek do pisma „Głos Kobiet”, który staje się organem dzielnej propagandy. W grudniu 1928 r. Klub przyłącza się do Związku Pracy Obywatelskiej Kobiet pod przewodnictwem p. Tomickiej.

W ostatnich czasach powstało Krakowskie Koło Międzynarodowego Stowarzyszenia Kobiet z Wyższym Wykształceniem. P. Tomicka wchodzi do niego jako zastępczyni przewodniczącej i rozwija działalność w kierunku zbiórki książek, broszur, katalogowania ich i wysyłki na wystawę intelektualnej pracy w Nowym Jorku, aby po skończonym pokazie przeszły na własność Polonii amerykańskiej.

*

Żywy umysł otworzył przed naszą społecznicą pola szerokich zainteresowań. Wybitna intelektualistka, daje się ponieść zagadnieniom, które już same w sobie mogłyby wypełniać dni pracowite. Studiuje najwybitniejszych autorów polskich i obcych. Poświęca im książki, wydawane pięknie, nacechowane kultem, nie ślepym, nie zasugestionowanym z zewnątrz, ale opartym na podłożu głębokiej refleksji, na przemyśleniach i wtajemniczeniach dostępnych tylko dla tych, co umieją kochać przedmiot swych dociekań.

Zajęli J. Tomicką nade wszystko Żeromski i Konopnicka. Im też poświęciła lwią część studiów swoich analitycznych. Ostatnią książkę148 zajął w znacznej części Berent i porównanie powieści jego Żywe kamienie ze starszą o lat 90 Notre Dame de Paris Wiktora Hugo. A wgłębienie się i wczucie w prace obu autorów wywołało ciekawe rozważania na temat Żywych kamieni w ogóle — pomników, tych „towarzyszy i powierników dążącego wzwyż człowieka”, „światła, wypracowanego przez rasy zamarłe”, światła, które płonąć musi wieczyście...

Żywy, barwny felieton o pomnikach, rzucony na szpalty dziennika, ocalał w książce. Ale zaginęła lwia część innych.

Dużo podróżowała, wiele widziała J. Tomicka i co najciekawsze, nowe konieczności chwili rada była zawsze przenieść do kraju. Stąd szkice jej, wspomnienia z wycieczek mają znaczenie już nie tylko sprawozdawcze i wrażeniowe, ale zaciekawiają z punktu widzenia społeczno-kulturalnego o podkładzie gorącego patriotyzmu.

Po wybuchu wojny przestała podróżować i oddała się już tylko pracy społecznej. A w chwilach darowanych samej sobie zgłębia twórczość rodzimą i obcą, poddając ją misternej, niekiedy iście benedyktyńskiej analizie, zawsze pod kątem uzasadnionych osądów.