Wanda Opęchowska
Było to w 1904 r.
Do Koła Pracy Kobiet przy Muzeum Popierania Przemysłu i Handlu, prowadzonego przez Paulinę Kuczalską-Reinschmit, zgłosiło się młodziutkie dziewczątko, które tylko co skończyło Wyższe Kursy Handlowe Raczkowskiej i, pełne zapału, postanowiło oddać się robocie społecznej, a przede wszystkim czynnemu popieraniu równouprawnienia kobiet.
Żywiołową, ruchliwą działalność Wandy Pelc-Opęchowskiej mam przed oczami, jak gdyby potoczyła się od wczoraj zaledwie. Należała do grupy kobiet, z którymi w zwartym szeregu przeszłyśmy różne „równoprawne” przełomy, zatrzymawszy się na jednej z ostatnich, mocno już przeobrażonych w stosunku do potrzeb dnia placówek — Towarzystwa Zawodowego Kształcenia Kobiet.
Gdy starsze działaczki musiały ograniczać pola swoje robocze, żeby w czasie wojennych i powojennych przewrotów móc ustrzec od rozbicia tereny już zdobyte — młode, porwane śmigą wypadków, szły od zadania do zadania. Każde pilne, każde niecierpiące zwłoki. Prężyły ramiona i piersi, żeby udźwignąć walące się ciężary. Dwoiły, troiły godziny dnia, chcąc nadążyć wszystkiemu. Do tych niestrudzonych, zawsze na stanowisku, bystrych, doskonale, zorientowanych w rachunkowości organizatorek i administratorek należała Wanda Opęchowska.
Pierwszą działalność swoją rozwinęła na terenie Stowarzyszenia Handlowców, gdzie wystąpiwszy wraz z Anną Paradowską (obecnie Szelągowską) z ramienia Polskiego Stowarzyszenia Równouprawnienia Kobiet, podniosła protest namiętny przeciwko upośledzeniu członkiń, które płacąc składki takie same jak mężczyźni, ponosząc wszystkie ciężary, związane z obowiązkami członkostwa, pozbawione były na terenie zrzeszenia wyborczych praw czynnych i biernych. Poruszyły młode emancypantki grupy handlowczyń, niewyczuwających fałszywego swego położenia, i osiągnęły pełne zwycięstwo.
To był jeden z ważnych dorobków na polu równouprawnienia, do którego wniosły młode członkinie wielką czujność na wszystkie przejawy pokrzywdzenia kobiet i niestrudzoną, zadzierżystą gotowość do walki, śmiałe rzuty, śmiałe ruchy, szybkość, zwinność w działaniu. No i ten dech nowy, za którym nie mógł podążyć nieraz sanhedryn83 starszych.
Zamążpójście, wyjazd do Genewy na studia przyrodnicze, a w rok po powrocie — macierzyństwo — przerwały na czas pewien żywiołową działalność Opęchowskiej. Wojna wpędziła ją znowu w tryby pracy, ale już innej. Hasła równouprawnienia usunęły się na plan dalszy. Wystąpiły konieczności doraźne. Z godziny na godzinę budziły je krzyki krwawych kataklizmów.
Weszła Opęchowska do zarządu Komisji Opieki nad Dziećmi przy Komitecie Obywatelskim. Zorganizowała trzeci Komisariat i objęła przewodnictwo.
Celem opiek było tworzenie szkół, ochron, sal zajęć, świetlic, aby odebrać dzieci zachłanności ulicznej. Żywiono je, zaopatrywano w odzież, udzielano im pomocy lekarskiej, czuwano nad nimi w szkole i poza szkołą.
Na jesieni 1914 r. przystąpiła wraz z p. Reuttówną, pp. Rychterem, Jeziorańskim i innymi do zorganizowania komisji ochron dla dzieci rezerwistek przy Kuratorium Rodzin Rezerwistek. Z funduszów Tatianowskich założono wówczas cały szereg prawie że wzorowych ochron na 2 000 dzieci. Wyszukano dla każdej placówki odpowiednie opiekunki, które czuwały nad sprawnością ochroniarek.
Działalność w tym kierunku trwała trzy lata. W 1917 r. ochrony przeszły do miasta i były poważnym zaczątkiem ich dzisiejszej sieci.
W 1920 r., gdy praca obywatelska doszła do zenitu, powstała nowa organizacja, tzw. „Służba Narodowa Kobiet”, która zjednoczyła wszystkie prawie instytucje kobiece pracujące dla wojska i dla ofiar wojny. Zamierzenia jej były szerokie, obliczone na okres powojennego dźwigania się państwa. Nie wytrwała. Po odparciu bolszewików bardzo szybko uległa zlikwidowaniu. Niejedno zadanie wszakże w swoim czasie zdążyła przeprowadzić, dzięki udziałowi sił wybitnych.
Stanęła w ich szeregu Opęchowska, ale na krótko. Przeszła po pewnym czasie, jako kierowniczka sekretariatu, do Sekcji Opieki nad Żołnierzem przy Radzie Obrony Stolicy. W 1921 r. została powołana do zarządu Oddziału Warszawskiego Zarządu Harcerstwa Polskiego, pierwszego po połączeniu się organizacji harcerskich w związek ogólny. I tutaj znowu w całej pełni wykazała dar swój organizacyjny. Do 1925 r. prowadziła sekretariat, po czym została wybrana jako wiceprzewodnicząca zarządu.
Kto zetknął się z harcerstwem, ten wie, jaką bujną energię, jaką „kolorowość” w robocie wnieść trzeba, żeby wytrwać na stanowisku w tym wrzątku młodego żywiołu. Pracuje tam Opęchowska z pełnym oddaniem, a jeżeli zmuszona bywa szukać chwilowo wypoczynku, to tylko dla podźwignięcia sił, mocno nadwątlonych rwącą turbiną roboczą. Bo prócz harcerstwa, była niezmiernie czynna przez całe sześć lat jako przewodnicząca Koła Rodzicielskiego w gimnazjum żeńskim Popielewskiej i Roszkowskiej. Brała udział w zorganizowaniu Zjednoczonych Zrzeszeń Rodzicielskich i ani na chwilę nie ustępowała z Zarządu Towarzystwa Zawodowego Kształcenia Kobiet, gdzie jako wybitna siła fachowa prowadziła i prowadzi rachunkowość przy pomocy p. Janiny Hawelkowej, również członka zarządu. Praca to była mozolna w latach, kiedy dzięki kwestom ulicznym napływały obfite fundusze i Towarzystwo mogło rozwijając bujną działalność, licząc po kilkadziesiąt stypendystek rocznie, podtrzymując szkoły, prowadząc kursy fachowe.
Wanda Opęchowska, jak wszystkie nasze wybitniejsze feministki, działalnością swoją stwierdziła fakt, że kobieta polska, dążąc do pełni praw politycznych, uważała je głównie jako środek zdobycia nieograniczonej swobody w dziedzinie obywatelskich i zawodowych poczynań, a równocześnie pracą społeczną, rozumną, celową, niestrudzoną, nigdy nieobliczaną na efekt i karierę — dowiodła, jak bardzo należało jej się zrównanie z męskim kolegą na wszystkich terenach, przez wieki całe niedostępnych dla niej.
Wybitną działalność rozwinęła w 1928 r. jako skarbniczka Komitetu Wykonawczego przy organizowaniu Pawilonu Pracy Kobiet na terenie PWK w Poznaniu. Przyczyniła się również do wskrzeszenia Kolonii Letnich dla Kobiet Pracujących w Maryninku (Brwinów), założonych przez śp. Rozalię Brunerową, prowadzonych obecnie przez p. Helenę Ruśkiewiczową, a zburzonych w swoim czasie skutkiem działań wojennych.