1.

Wkrótce nas chłód ogarnie wraz z mrokiem zimowym;

Żegnaj żywa jasności zbyt krótkiego lata!

Słyszę już, jak w podwórzach z łoskotem grobowym

Drzewo na bruk zrzucane posępnie kołata.

I w pierś mą wniknie zima, gniew, nienawiść wściekła,

Dreszcz, groza, przymus, pracę czyniący niemiłą,

I jak słońce, gdy zajdzie w biegunowe piekła,

Serce me będzie tylko zmarzłą, krasną74 bryłą.

I drżę za każdą więzią75, co o bruk uderza;

Stuk głuchy jak klecących rusztowanie młotów.

Umysł mój jest jak w gruzy padająca wieża

Pod ciosami taranu nieustannych grzmotów.

I pod dźwięk tych łoskotów monotonnych piesień76,

Boję, iż się gdzieś trumna zabija z pośpiechem...

Dla kogo? Wczoraj było lato; dzisiaj jesień!

A stuk ten dzwoni odjazd tajemniczym echem.