4. Portret
Śmierć i choroba czynią garść popiołu,
Z tego płomienia, który dla mnie płonął.
Z oczu ognistych i czułych pospołu,
Z tych ust, na których jam tak sercem tonął.
Z tych pocałunków mocnych jak balsamy,
Z uniesień żywszych od promieni słońca —
Okropnie, duszo moja! — cóż dziś mamy?
Co pozostało? szkic, kartka niknąca,
Która wraz ze mną w samocie zamiera,
I którą starzec złośliwy, Czas srogi,
Z dniem każdym ciężkim skrzydłem swym zaciera...
Morderco chmurny, życiu, sztuce wrogi,
W pamięci mojej nie zatrze twa siła,
Tej, co mym szczęściem i chlubą mą była!