Smutek księżyca

Czegoś leniwiej księżyc dziś wieczorem marzy;

Jak piękność, co w poduszek licznych tonąc puchy,

Nim zaśnie — pieści rączką, z zadumą na twarzy,

Pierś swą roztargnionymi, leciutkimi ruchy.

Na atłasowych grzbietach pięknej chmur lawiny,

On dziś — jak konający — w długich spazmach tonie,

Lub okiem ściga białych obłoczków seciny,

Które płyną jak kwiecie przez lazuru błonie.

A gdy czasem, tonący w leniwej niemocy,

Na ziemię łzę ukradkiem zroni w cieniach nocy,

Poeta, nieprzyjaciel snu, dusza marząca,

Zaraz w dłoń swoją zbierze tę bladą łzę żalu,

O odbłyskach tęczowych jak odłam opalu,

I w sercu swym umieści, z dala oczu słońca.