4.

Widzieliśmy wody

I gwiazdy. Widzieliśmy też piaski bezludne —

I mimo liczne klęski, burze, niepogody —

Mieliśmy nieraz chwile, tak jak tutaj, nudne!

Chwała słońca na morzu odzianym w fiolety,

Chwała grodów w purpurze zachodu słonecznej:

Krwawiły nasze serca, budziły podniety,

Aby w toni lazurów pogrążyć się wiecznej.

Bo najbogatsze miasta, najzłotsze pejzaże

Nie miały nigdy owej barwy tajemniczej,

Jaką mają przypadkiem z chmur zwite miraże,

I zawsześmy tonęli w wiecznych żądz goryczy.

Rozkosz w pragnieniu moce niezwalczone sieje.

— Pragnienie, stare drzewo karmione rozkoszą,

Gdy pień ci potężnieje, kora ci twardnieje,

Konary twe wciąż wyżej w niebo się unoszą.

Czy wiecznie kwitnąć będziesz, bardziej niespożyte

Niż cyprys? — Jednakżeśmy starannie wybrali

Kilka szkiców na wasze albumy niesyte,

Bracia, którym jest piękne wszystko, co z oddali!

Więc widzieliśmy bogów z trąbiastymi nosy;

Trony, co pod ciężarem drogich cacek giną;

Czarodziejskie pałace, co na złote trzosy

Waszych wielkich bogaczów byłyby ruiną,

Suknie, co są dla oczu narkotycznym trunkiem;

Kobiety, co malują zęby i włos płowy;

I kuglarzy, co węże pieszczą pocałunkiem.