Rozdział XVIII. Jak szlachetni ludzie wynagradzają krzywdy

Hrabia z małżonką swoją i innymi gośćmi zgromadzeni byli w wielkiej sali zamkowej, w guście staroświeckim ozdobionej. Ściany jej były wybite tapetami, na których igłą szyte były sceny myśliwskie, z myśliwymi, końmi, psami, jeleniami i dzikami. Kolory tych choć już starych obić były jeszcze dość żywe i świeże. Kto osobliwie wieczorem, gdy kryształowe świeczniki pozapalane były, wszedł do tej sali, zdało mu się, że jest w boru wśród uganiania myśliwskiego.

Proboszcz już od znacznej doby znajdował się w salonie, a zgromadzeni goście z natężoną uwagą słuchali jego opowiadania o Jakubie i Mariannie. Prawił im historię poczciwego starca tak serdecznie i czule; — przedstawił sposób myślenia i całe postępowanie tego dobrego człowieka w tak zajmujących zarysach, — oznaczył szczególniej tego starego sługi miłość i przywiązanie ku swemu państwu, które zbiegiem osobliwszych okoliczności omamione było zmuszone z nim ostro postąpić, w żywych kolorach. — Marianny miłość ku ojcu, jej pieczołowitość około swobody onegoż, jej pracowitość, pobożność, cierpliwość i skromność tak dobitnie opowiedział; — że wszystkim przytomnym łza zrosiła oczy, a hrabina od łez wstrzymać się nie mogła.

Wtem weszła Emilia do salonu, prowadząc jedną ręką Mariannę, w drugiej niosąc znajomy koszyczek. Wszyscy goście powstali i spieszyli powitać Mariannę, którą z opowiadania proboszcza nauczyli się cenić i szanować.

Hrabia wziął łaskawie Mariannę za rękę i rzekł: „Biedne, dobre dziecko! Jakże to ty pobladłaś i wynędzniałaś! — A to nasze nie dosyć rozważne postępowanie przywiodło cię do tego stanu. Wybacz nam! — Bądź pewną, że nie zaniedbamy użyć żadnych środków do podźwignienia twego służyć mogących. — Wyrzuciliśmy cię z twego rodzinnego domku, otóż odtąd ma być twoją własnością. Oto domek i ogród, który ojciec twój dożywocie102 posiadał, daruję ci na własność; mój sekretarz odebrał rozkaz wygotowania tegorzecznego103 zapisu, a Emilia wręczy ci takowy.”

Hrabina uścisnęła Mariannę serdecznie i zdjąwszy z palca sygnet — ten sam co tyle spowodował nieszczęścia — i oddając go onej, rzekła: „Moja kochana córko! Lubo twoja niewinność i cnota daleko wyższym i droższym jest klejnotem, jak ten w pierścieniu osadzony diament, choć posiadasz nierównie większe przymioty duszy, niż ten pierścień, nie gardź przecież nim, jako nagrodą krzywd, które ci poczyniliśmy, i zadatkiem macierzyńskiej mój przychylności. Jeżeli nadejdzie czas, w którym potrzebna ci będzie wyprawa, na ten czas pierścień ten jego ceną wykupię.” — I w czasie tej odezwy wsadziła Mariannie pierścień na palec.

Marianna tą dobrocią hrabiów tak przytłoczoną była, że nie mogła się zdobyć na wynurzenie myśli swych; tyle tylko czuła, że pierścienia, ile zanadto drogiego i niestosownego do jej stanu upominku, przyjąć nie powinna.

Gdy tak się oświadcza i trzyma w celu zwrócenia pierścienia, jeden z przytomnych panów odezwał się: „Weźm, dobre dziewczę, co ci wspaniałomyślność daje. Bóg ubogacił majątkiem szanownego hrabię i czcigodnę hrabinę; ale dał im, co więcej jak majątki znaczy — wspaniałomyślne serce, że umieją skarbów użyć na dobre!”

„Zanadto schlebiasz nam, baronie! — Nie jest to tu czyn wspaniałomyślności, lecz sprawiedliwości! — Pokazaliśmy światu czyn wielkiej krzywdy, o którym bez powstydzenia w życiu naszym wspomnieć nie można, dla naszego zaspokojenia jest rzeczą nieodzowną podług możności błąd nasz wynagrodzić. Zasługi tu nie skarbimy sobie, bo czynimy, co każe powinność sprawiedliwości.”

Skromna Marianna trzymała pod ten czas pierścień w ręku, który zdjęła z palca, i zwróciła swe łzą zroszone oczy na księdza proboszcza, jak gdyby go prosiła o pomoc w pozbyciu się tej ofiary, smutne wspomnienia w sobie łączącej.

Co gdy ten zrozumiał, tak do niej mówił: „Tak, Marianno! pierścień ten zatrzymać musisz. — Hrabiostwo zanadto myślą szlachetnie, żeby raz ci daną ofiarę na powrót przyjąć mieli. Oto, dobre dziecko! Bóg ci nagradza twoją wzorową miłość ku ojcu, bo kto rodziców swych jak Pan przykazał szanuje, temu daną obietnicę niezawodnie uiści, a tu oto daje ci obiecaną nagrodę przez ręce twego Państwa. — Przyjm przeto ten dar z wdzięcznością; a gdy będąc w nieszczęściu umiałaś poddać się rozporządzeniom bożym i być cierpliwą, sądzę, że teraz w szczęściu nie będziesz dumną, lecz Bogu wdzięczną i bliźnich szanującą.”

Włożyła przeto sygnet na palec, ale wzruszona nie zdołała wyrazić usty104 swej wdzięczności.

Emilia, która stała obok Marii, trzymając w ręku koszyczek z kwiatami, widocznie ucieszoną była spaniałomyślnością105 swoich rodziców; w oczach jej wyczytać można było przywiązanie do Marianny. — Proboszcz, który czasami przeciwnych usposobień bywał świadkiem, gdzie dzieci krzywym okiem patrzały na dobrodziejstwa innym przez rodziców świadczone, nie mógł pominąć bez interesownej dobroci serca, jaką widział w Emilii, mówił więc do hrabiów: „Niech Bóg nagrodzi szlachetne czyny wasze, a coście uczynili sierocie, niech zleje na godną córkę waszą, która widzę w szlachetności serca rodzicom wyrównywa106!” —

„Tego się spodziewamy; bo to, co my z doczesnych dóbr cierpiącej ludzkości udzielamy, to jest kapitałem dla wieczności złożonym, którego nikt na tym świecie uszkodzić nie potrafi.”

Rozdział XIX. Jeszcze znakomite zdarzenie tyczące niniejszej histori

Hrabina kazała dać wieczerzę, zaprosiwszy proboszcza i Mariannę do stołu. — Podczas modlitwy, którą wszyscy przytomni pobożnie mówili, stanęła Mariannie następująca tkliwa myśl: „Mój Boże! — myślała sobie, — któż by to był pomyślał, gdy mię gburka bez wieczerzy wygnała, że tę zajadać będę w tak świetnym gronie? — A przecież tam byłam tak małowierną w boskiej opatrzności! — Wybacz mi, Panie, to uchybienie i daj łaski, abym nigdy nie chwiała się w ufności, którą w Tobie pokładać trzeba!

Przy stole naznaczono Mariannie miejsce między hrabiną i Emilią, a gdy się, w uznaniu swej niskości, wzbraniała zająć wyznaczonego sobie miejsca, wzięła ją hrabina za rękę i posadziła, mówiąc: „Ty jesteś naszą córką, nie zgubioną, lecz odrzuconą — słuszna, byś, gdyśmy cię znaleźli, zajęła w uczcie miejsce honorowe.” Podczas stołu właśnie o niczym więcej, jak o Marianny przypadkach nie mówiono. A że hrabia przywiózł z sobą swego wiernego leśniczego Antoniego, który więcej z przywiązania, jak z powinności posługiwać zwykł był państwu swemu przy stole, więc i tą razą pełnił swą usługę, ale właśnie ciągle stał za krzesłem Marianny, często ocierał płynącą z oka łzę. Jako staremu zasłużonemu słudze wolno było czasami wmieszać się w rozmowę, użył i tą razą swej wolności i tak rzekł do Marianny: „Nieprawdaż to, panno Marianno, że się ziściło, cofa ojcu i tobie przy owym granicznym kamieniu w lesie powiedział: że poczciwość trwa najdłużej, a kto w Bogu ufa, tego Bóg nie opuści. — Jednego tu jeszcze nie dostaje; trzeba by, aby twój ojciec, a mój stary przyjaciel dożył był dzisiejszego dnia radości! — Mój Boże! jakżeby się to był cieszył poczciwy Jakub, będąc świadkiem odkrytej niewinności swojej córki! — To mi z głowy ustąpić nie chce i zdaje mi się, że powinien był te parę miesięcy przeżyć, aby widział tę cześć, jakiej córka jego dziś jest uczestniczką, a choćby wreszcie i z radości dziś umarł!” —

„Dobry starcze! — odrzekł proboszcz — umiem ja ocenić wasze uczucia, które zdobią ducha waszego. — Wszakże nasza uwaga nie powinna się zwracać i zakreślać tylko na to życie doczesne, krótkie i mizerne; życie teraźniejsze jest tylko wstępem życia przyszłego; życie obecne jest przygotowaniem do Nieba. — Jeżeli teraźniejsze życie uważać będziem samo w sobie, bez związku z przyszłym, o, natenczas znajdziemy wiele takich zdarzeń, które nie będą nam zgodne z mądrością, dobrocią i sprawiedliwością Boga. Ale gdy wzniesiem naszą myśl ku Niebu, jak ono łączy się z teraźniejszą pracą na zyskanie onego, a wtenczas pierzchną wszelkie wątpliwości. To widzim właśnie w historii Jakuba i Marianny. Temu dobremu dziecku wspaniałomyślność wynagrodziła na tym świecie jej cierpienia; ojciec zaś jej nie poznany z względu swej poczciwości umarł w nędzy, a co najwięcej zapewno umierającemu dokuczało, była ta okoliczność, że dziecię swe pozostawia bez opieki w ubóstwie. Gdyby nie było życia przyszłego, ta nierówność nagrody za cierpienia byłaby wielką niesprawiedliwością, i oburzyłaby każdego, jak nasz Antoni nadmienił. Ale nie! Jest życie przyszłe! — Jest Niebo! gdzie Bóg sprawiedliwy wynagradza zasługi życia teraźniejszego. Więc tam nasz poczciwy Jakub, co tu tylko cierpieć musiał, pewnie obficiej od Boga wynagrodzonym jest, jak jego córka od naszego państwa.

„Co więcej, tak mi moje czucie powiada, — a to czasem więcej ma prawdy, jak rozum, — że ten starzec, który poniósł ze sobą na tamten świat uczucia ojcowskie, więcej może ma udziału w niniejszym weselu, jak my sądzimy. — Muszę tu jedną przytoczyć okoliczność, która tę myśl zdaje mi się potwierdzać. — Ilekolwiek w tym starcu wielkie znalazłem zaufanie w Bogu, to przecież trapiła go troska o dalsze powodzenie jego córki. — Jednego poranku, gdym go odwiedził, znalazłem go nader wesołego; podał mi rękę z wdzięcznym uśmiechem i dodał „Teraz, księże proboszczu, spadł kamień z serca mego, to jest troska o los córki, gdy mnie nie będzie; teraz zupełnie jestem o nią spokojnym. Zeszłej nocy tak czule mogłem się modlić, jak nigdy w życiu; takie zadowolenie i tak słodkiego doznałem spokoju, że mi się zdaje, że to jest szczególna łaska i pociecha od Boga pochodząca i Bóg moje modły wysłuchał. Zawrę teraz oczy spokojnie, bo jestem pewnym, iż niewinność córki mojej będzie odkryta, a państwo moje zastąpi miejsce rodziców we względzie na moję córkę.” Tak mówił, a to właśnie po nocy, której, jak słyszę, wicher obalił owo drzewo, gdzie kruk złożył ów sygnet — tak to widać Rządźca Najwyższy na pociechę sprawiedliwego dał mu uczuć szczęśliwe i tak wielki wpływ na los córki wywierające zdarzenie, a czyż nie można sobie pomyśleć, że uiszczenie tego przeczucia jest mu wiadome, i wiadoma dzisiejsza szczęśliwość jego córki? — Bądź co bądź, to dziś nam jest jasną prawdą, że modlitwa Jakuba w owej nocy i jej wysłuchanie najpiękniejsze światło rzuca na tę całą historię, bo powiada jawnie, że była dziełem wszystkim rządzącej Opatrzności. Bóg dopuścił upokorzenie na tę familię; a gdy widział niezwichniętą jej cnotę choć w nędzy, podźwignął i pocieszył onę. — Nie, tego nie mógł skojarzyć bezrozumny przypadek, ślepy traf, ale Boska mądrość, wszechmocność i sprawiedliwość. —

„Ta historia powiada nam, jak to wielką miłość zapalił Bóg w sercach rodzicielskich na rzecz ich dzieci; ale nierównie większą miłością pała On sam ku wszystkim ludziom. Żyjmy w tej wierze, że Bóg, co rządzi wszystkim, miłuje nas serdecznie, bo ta będzie jedyną pociechą naszą w biedzie i śmierci, od których nikt ochronionym być nie może.”

„Tej wiary ja jestem,” skończyła hrabina — i wstali wszyscy od stołu, aby po spoczynku nazajutrz powrócić do dóbr swoich.