Scena pierwsza

HRABINA

...wiesz zatem nieledwie że wszystko:

Lubo, nadto, zostawiam i notę

Numerami uporządkowaną,

Tak, jak mąż mój niegdyś to czynił,

Ze zapomnień66 mych się uśmiechając —

Gdy porządku uczył mnie jak dziecię,

Dwie go rzeczy szczególniej bawiły:

To jest moja pozorna niepamięć

I moja pozorna zabobonność.

— Tamtę67 i tę pozornemi zowie

(Lub tak nazywać je sobie życzę).

Co do drugiej jednakże nadmienię,

Że — sprawdzającemu się przeczuciu

Nie dać wiary — jest niepodobieństwem!

Melancholijnie:

Pierścień ten, rzecz zaprawdę zmysłowa

(Do której nie przywiązuję ceny,)

Gdy zginął mnie, wraz miałam przeczucie,

A którego sprawdzenie nadeszło,

Właśnie gdy odnajdowałam zgubę.

Że nie od pierścienia to zależy,

Lecz w przeczuciu istnieje — to-ć wiem ja,

Dosyć posiadając filozofii,

By przyczyną nie nazywać trafu.

Po chwili:

Jakiż związek ma pierścień z akacją,

Którą wczora burza starła w piasek,

Jakby śniegiem zasypując ścieżkę

Kwiaty68 białemi?...

— A oto właśnie tejże chwili

Odebrałam telegram... lecz wróćmy

Do uporządkowania zatrudnień,

Tak, jak uczył mię był mąż mój drogi!

MAGDALENA

spostrzegając:

— Nie notatkę dałaś mnie, lecz telegram,

— Więc naprzód mówmy już o tym punkcie,

Zapisanym (jak widzę) w instrukcji...

— Cóż nauczyć chcesz mnie o Szelidze?

Którego raz — kiedyś, gdzieś — widziałam

I odtąd słyszałam tylko ciągle,

Że wielbi Cię — żeś dlań nieczuła:

I że odtąd zwiedza Morze-martwe

Tudzież gruzy spalenisk dokoła...

Więcej zaś nic sama o nim nie wiem!

HRABINA

surowo:

Mieć sobie będę zawsze do wyrzucenia,

Że popełniłam coś podobnego do kłamstwa,

Ale ta Szeligi ziemska-miłość,

Niekiedy podobna do uporu,

Dała mnie myśl nasunąć mu wieści

O możliwem mojem za mąż pójściu.

— Odtąd, telegram tylko raz, ze Smyrny69,

Przysłał mnie ten, arcynieczytelny!

Wygłaszając napis telegramu:

«Wracając do Ziemi, nawiedzę ją...»

MAGDALENA

Skrócenia konieczne są w telegramie.

«Do ziemi» znaczyć ma do dóbr swoich,

«» znaczy Ciebie, nie zaś ziemię...

Słowem, wraca — i zechce Cię odwiedzić.

Należałoby Ci tylko śpiesznie

«Możliwe» Twe spełnić zamążpójście,

Zamieniając zmyślenie na wieszczbę!

— Wówczas, jak ją zowiesz, ziemska-miłość

Upornego Szeligi — zapewne

Przemieniłaby się w coś innego —

Bo muszą też być i inne czucia

Dla rozmaitości we wszech-świecie,

I nie tylko sama, jak ją zowiesz,

«Ziemska»-miłość... tyle Ci natrętna!...

HRABINA

zimno:

— Na boku zostawmy to... i wróćmy

Do dziennego prac naszych porządku.

MAGDALENA

— Gdyby więc, pod Twoją nieobecność,

Szeliga przybył —

HRABINA

— przyjm jak najgrzeczniej,

Lecz nie uroń w rozmowie ani słówka

Zbliżonego najmniej do nadziei

Całej to zręczności Twej polecam.

Nie chcę, aby mnie co bądź wiązało,

Odkąd się oddałam obowiązkom

I znalazłam wielkie dobro: spokój!

STARY SŁUGA

wygłaszając:

Mak-Yks, Panią Hrabinę chce widzieć...

HRABINA

Nikogo nie przyjmę przed wyjazdem —

do Magdaleny:

Mak-Yks! jakbym też go zapomniała...

MAGDALENA

Cóż ty z tego kuzynka chcesz zrobić?

HRABINA

Ja nic — On zaś sam co z siebie zrobi?

Czasu nigdy nie miałam zapytać go.

Dobre to chłopczysko... i lubiący

Nieledwie że pustelnicze życie!

— Raz, widząc go z brodą niestrzyżoną:

Cóż by to był za śliczny kapucyn70

W ermitażu71, pod zielonem drzewem!?

Pomyśliłam...

Lecz czyli to jemu

Przyjdzie na myśl kiedy przed zwierciadłem!

— Choć zapewne że szczęśliwszym byłby

W cichej celi, hodując sobie kwiaty...

Gdzie znalazłby dobro wielkie: Spokój!

MAGDALENA

To, co mówisz o człowieka losie,

Przypomina mnie coś kapucynów,

Które zastępują termometry...

Lub tych, co z kart dla dzieci się robi:

Tamte kaptur zdejmują w pogodę,

Lubo się nią wcale nie obchodzą;

Te się wszystkie społem wywracają,

Skoro jeden z nich i jak się potknie!...

HRABINA

— Mogłabym go wreszcie i ożenić —

Przecież małżeństwo... to Sakrament.

— Lecz potrzeba wprzód posażnej panny

Tegoż wieku, wzrostu, i tak samo

Do cichego ułożonej życia...

MAGDALENA

Naturalną znalazłszy harmonię

Względów tylu: wieku! wzrostu! mienia!

I temperamentów! i skłonności!...

Jak w gałęziach dwóch jabłoni jednej

— Spytać chce się...

— czemu? jeszcze w górze

Ponad-przyrodzonych szukać zręczyn?

Dobitniej:

— Jaskółki dwie, całkiem równe sobie,

Nie są-ż przez to samo ożenione —

A jakaż byłaby ludzi wyższość...!?

HRABINA

— Zawsze umiesz jakieś... dać pytanie,

O którem pierw z Ojcem Prowincjałem

Radziłabym bardzo Ci pomówić...

Patrząc na zegarek:

— Niewiele mnie czasu już zostawa72!

do Magdaleny:

— O czemże to mówiliśmy dotąd?

MAGDALENA

— O Szelidze naprzód — i że jemu...

HRABINA

— Nie uronisz słóweczka nadziei.

Moja luba! to jest arcyważne —

MAGDALENA

— I że przyjąć go mam jak najgrzeczniej...

HRABINA

— Jak to pięknie! że pamiętasz wszystko:

Po chwili:

— Jak najgrzeczniej dlatego: by jemu

Czemś osłodzić stanowczą odmowę.

Miłość bowiem, jakkolwiek bądź ziemska,

Gdy ustaje... to nie jest rzecz miła...!

(Przynajmniej tak sądzę, moja luba!

Że to nie musi być najprzyjemniej...)

MAGDALENA

— A teraz, cóż dalej?...

HRABINA

— Czytaj w nocie...

MAGDALENA

krotochwilnie:

— Zrobiłam z niej, patrzaj: kapucyna!

Który się wywraca za powiewem...

Czyta dalej z kartki:

— «Numer drugi: parę taneczników»...

Cóż to może znaczyć? proszę ciebie...

HRABINA

— Czytaj dalej...

MAGDALENA

czyta:

« — zaprosiłam panny

Z całej pensji, kilku małych chłopców,

I panią Durejko, ochmistrzynię,

Z mężem swoim».

HRABINA

— Wszystko jak najgrzeczniej!...

Zapraszalne listy, jedne, wyszły,

Reszta leży owdzie — wyszlij73 i te —

MAGDALENA

z uśmiechem:

— Przejrzę tylko, czyli74 w nie przypadkiem

Nie wtrąciłaś czego innej treści...

HRABINA

— Winisz mnie o błahe nieuwagi —

A jednak może i jest niewiele

Kobiet mojego położenia — które

Byłyby w stanie tak dużo rzeczy

Różnorodnych zgodzić i prowadzić.

To — że w mojej Biblii, na rycinie,

Znalazłaś raz, miasto przezroczego

Papieru, bankowy-bilet; z tego

Wyprowadzasz bezzasadne wnioski!...

Fraszki zapomnieć mogę — nie celu:

Są dnie, których godziny wszystkie

Mam rozrachowane jak zegarek

I spisane rzędem w wilię wieczór.

Teraz!... jadę na Zbór-miłosierny...

Porywa się — zawadza, i rozdziera suknię — — —

MAGDALENA

— Gdzie... w sukni rozdartej niepodobna

Brać głosu o biednych bez poddasza,

Bo to wyglądałoby na komedię...

HRABINA

— To przypadek jest... i bez znaczenia —

Dzwoni — służąca wbiega.

— Naprędce proszę fioletowy stanik.

STARY SŁUGA

Mak-Yks za sługą wchodzi sam.

Mak-Yks się powtórnie anonsuje —

SŁUŻĄCA

podając stanik:

— Pani hrabino, nieco powolniej...

HRABINA

do sługi:

— Niechże wnijdzie75, jeśli jest w potrzebie...

MAGDALENA

Ten młodzieniec wchodził — lecz, gdy zobaczył,

Że dopełniasz ubrania, cofnął się.

HRABINA

— Wina jego — a może jest w potrzebie?

MAGDALENA

— Mogłażbyś ubierać się przy ludziach?...

HRABINA

To nie są ludzie — daj, proszę, szpilkę.

MAK-YKS

który niezupełnie cofnął się był:

— — «To nie są ludzie»! ah! nie, o! Pani...

(Daruj, iż podnoszę słowa Twoje,

Które byłbym pominął, jak może

Wiele innych pominąłem mówień — )

To są «nie ludzie» — Pani!... to tylko

Obowiązani Tobie, lub arcy

Umiejący Cię cenić — nie ludzie!...

Przy nich można sobie zapiąć guzik

Bez zmylenia rzędu, akuratnie — —

Ochłaniając76:

Daruj, przebacz, Pani i Kuzynko!

Słowom, które się z ust wydzierają,

Będąc silniejszemi niźli mówca.

Daruj! ale więcej jeszcze powiem:

Bywa, iż ci, co dziś ludźmi nie są,

Pewnego dnia i godziny pewnej

Właśnie że tylko oni zostają...

Od tła to zależąc, nie przedmiotu.

Gdy się tło odmienia, wraz i rzecz z niem.

HRABINA

silnie:

Mak-Yks! ile zraniłam, przepraszam:

Uczyniła wyrazów pośpieszność

Sens, którego ani pomyśliłam! —

MAK-YKS

— Miałem Ci, o! Pani, nie to mówić —

W innej treści i mało odwłocznej...

Lecz ot!... pękło coś w toku myślenia,

I nie jestem już w stanie dodać nic.

MAGDALENA

— Scenę zrobiliście, lub robicie,

Dla jednego błahego wyrazu,

Dla sposobu-mówienia, na świecie

Przyjętego — — a który nie jest Jej,

Wcale nie Jej... zaręczam to Panu.

— To jest wyrażenie niewłaściwe,

Mimowolnem przejmowane tchnieniem

Od ogólnej świata atmosfery,

Która, bez nas, naszą rządzi mową...

MAK-YKS

— Panie! ja szczerości nadużyłem,

Wyrzucając niewstrzymalne słowa,

I jeżeli to słabość, że muszę,

Nie skończywszy rozmowy, stąd odejść:

To słabość ta jest tylko ma własna,

Osobista — — i nienależąca

Do «ogólnej atmosfery świata,

Która, bez nas, naszą rządzi mową!»

HRABINA

silnie:

Mak-Yks! ja chcę... przyjdź dzisiaj wieczór.

MAK-YKS

ceremonialnie:

— Pani — kuzynko moja — — zapewne.

Wychodzi.

HRABINA

— podaj mi kamforę i zegarek...

MAGDALENA

— Zaskoczona zostałaś zdarzeniem,

Wychodzącem za porządek-dzienny

I nie-zanotowanem w książeczce —

Świat albowiem nasz jest coś podobnym

Do tych miernych artystów... co, ledwo

Wyrobiwszy parę charakterów,

Całą przyszłość sztuki chcą nakłonić

Do zamknięcia się w ich korporacji.

— Utyskują!... że Cezar Shakespeare’a

Za wielki jest o głowę dla sceny...

Alić77 kto od drugich chce postępu,

Winien ciągle on sam postępować!...

HRABINA

niecierpliwie:

Racz mnie nie zaprzątać... czasu nie mam...

Instrukcję Ci zostawiłam całą —

Porywa się — wychodzi — zatrzymuje u drzwi i powraca, mówiąc:

Jeszcze coś...

Zapomniałam mej książki

Do nabożeństwa — biorąc w zamian

Zeszłoroczny miejski kalendarzyk!

MAGDALENA

— Oto książka Twoja — — do widzenia.

Hrabina wychodzi.

MAGDALENA

w monologu:

— O! Ty... z zeszłorocznym kalendarzem

W ręku — i z rozdartą Twą suknią,

Lecz z oczyma niebem błękitnemi,

Jesteś święta!... umiem Cię podziwiać —

Głęboko:

Kto inny w ironię obróciłby

Usterki Twe — — mnie są one cenne.

Wzieram przez nie, jak ów więzień, który

Przez szczeliny jasne patrzy w okno,

Czy wolniejsi są ludzie na ziemi?!