Scena pierwsza

MAK-YKS

przerywając czytanie:

Oto pierwszy promień, z tych, co rażą...

Posuwa zasłonę w oknie.

Jakby jedne były nam znajome,

Drugie obce — i te szły w szyby,

Jak ktoś obcy lub obcych zwiastujący...

Zatrzymując się u okna, porzuca nieco chleba.

Ci — swoi — z owąd... powietrzni bracia,

Którym ostatnia chleba starczy kruszyna,

I jeszcze są za nią szczebiotliwi...

Wracający i nadlatujący...

— nie wzięli mnie nigdy więcej czasu,

Ani życia więcej, niż ile dałem!

Wracając do czytania:

— Ptaszek taki odlata13 z kruszyną chleba

I nie pozostawia chwili bólu —

Godziny wstrętu — dnia cierpienia

Roku niewiary w społeczeństwo!

— Przybył i odszedł w lazur oka

Niebieskiego — — jak mimowiedna łza

Ludzi dobrych...

— podobnie płaczącą

Raz, dostrzegłem ... PRZYCZYNY NIE WIEM.