Scena trzecia
MAK-YKS
Z szczerem westchnieniem za odchodzącą Salome:
Gdyby ta kobieta to wiedziała,
Co odlatujący teraz ptaszek
Zna i co innym ptaszkom zwiastuje...
Że — rzuciłem im ostatni chleba pył!
Obłędnie:
I — gdyby wiedziała to... ach!... ONA,
Właśnie może pełniąca jałmużny,
Jako która ze świętych na szybach
Gotyckiego kościoła — — perłowa,
Z ametystowemi szat fałdami
I ze złotą limbą18 wkoło skroni...
— Zacna Pani!
Głęboko:
— — coś jest szczególnego
W tym powszednim-chlebie — w rozłamaniu
Ziarnka ostatniego... istnieje coś:
Jakby się jakiegoś tam: OGÓŁU
Dotykało zabłąkanym palcem...
— Coś (mówię), co albo milczeć każe,
Lub przynajmniej starannie zabrania
Głosić o wypełnieniu niedoli — —
— Jakby niedostatek jaki mniejszy
Wyznać było łacniej, bez zranienia
Bliskich, a fortunniej postawionych19.
Tajemniczo:
Stąd — prawdziwie, iż tam coś z-istniewa20,
Dotycząc moralnie i tej swojej
Miłości-własnej i wszech-Człowieczej!
Po chwili:
— Czemuż? głosić tego nierada jest
Uczoność...
— czemu i prostota
Mniej wstydzi się opowiadać boleść,
Niźli prawdę przez boleść zyskaną!?
Oglądając naokoło mieszkanie swoje:
Pociechy mam ja mnogie!... ot... ten kąt...
Ku oknu:
— Tam! Marii cień dostrzegalny z dala...
Ku wnętrzu:
— Ciszę umarłych serc w księgach moich,
Co nie samem obcują czytaniem. —
Tajemniczo:
— Bywa, iż zewnętrzność tych tu pism,
Rozesłanych tam i sam, przypadkiem
Ożywiona rzutem światła naraz,
Jako grupy mumii w piramidzie,
Szerokiemi wargi21 coś powiada,
A mury zejmują to w powietrze,
Które całe należy tu do mnie! —
Z politowaniem:
Mało-czynnym niech mnie kto nazywa —
(Jeszcze nie obliczyliśmy pracy!
Dzień zaświta jaśniejszy ku temu —)
Solennie:
— W Babilonie, za Ezechiela dni22,
Najmniej czynnym, zaiste, ten bywał,
Kto z załamanemi nie stał dłońmi,
Patrząc smętnie i kiwając głową,
I nie robiąc nic więcej — — więcej nic!