III

Też salony, od strony zajezdnego przysionku.

MANDOLIN

Na posadzkę zapustnej sceny,

Gdzie tańcowały pierwej tłumy mask,

Patrzyłem sam, jak wśród areny,

Podziwiając już pierwszy słońca brzask.

I na jasnej woskiem zwierzchni szyb

Kreślone obuwiem lekkiem kręgi,

Jakoby czarodziejskich pisań tryb

Mówił do mnie z ziemi, jak z księgi.

Listek kwiatu, upuszczony tam,

Szepnął mi coś papierową wargą...

Wśród salonu pustego sam i sam —

Rosa jemu i świt byłyż skargą?

Otworzyłem okna z drżeniem szkła,

Że aż gmachem moja wstrzęsła siła,

Z kandelabrów spadła jedna łza — —

Ale i ta jedna z wosku była!...

KOMISARZ

Na uwadze mieć trzeba pokątnych pieśniarzy i gitarzystów. Azali nie dość jest muzyki oficjalnie pensjonowanej, która szczodrze i stale wydąża maskaradowym potrzebom?...

SŁUŻBOWY

Ludzi czujnych i wiernych wszelka baczność69 przeniosła się do miejsca, kędy70 zwierzchnie odzienia za numerami odbierają. Tam na teraz jest, jak to mówią: waga kniei!

FINAŁ ORKIESTRY

razem

Jeszcze kilka tylko, kilka stronic, opłynionych po brzegach bladą zorzą, okapanych od góry konaniem lamp...

Im się zdawa, że my gramy rozczulający finał włoskiej opery, lub że pooślepiane oczy nasze skaczącymi nutami w gorączce wzroku zapominają się dla akordów, słodko płynących...

My cieszymy się raczej, że jeszcze tylko parę pozostawa nam stronic, dotykanych po brzegach różowymi palcami zorzy, wyświecanych od góry konaniem lamp.

FLET

solo

Jakże się też nie położę w pudło moje, białym wykładane aksamitem, jakże się nie wyciągnę już za chwilkę!...

Oto jeszcze raz tylko, tylko raz, wilgotne mnie usta dotknąć mają, szepcąc coś... Oto jeszcze raz tylko, oto raz jeden tylko przebiegną mi po biodrach kościste palce, a potem — potem... jakże nie spocznę! Trumienka moja długa jest — dostatnia jest ze wszechmiar trumienka moja i białym wysłana aksamitem...

SKRZYPCE

Flet już swoje skończył i klaszczą mu... Niechżeby mu klaskano jak najdłużej!... Niechżeby mu klaskano, zagłuszając mało uważne smyka poruszenia! Kilka włosów wytargnął smyk z swej białej grzywy, wytargnął kilka włosów, białych jako śnieg — i odleciały na powietrze!...

ORKIESTRA

razem

Jeszcze tylko kilka stronic, kilka, które do połowy różowieją zorzą poranną, a od góry okapane są gorejącym woskiem świeczników... Jeszcze tylko parę tych stronic, zapisanych pląsającymi nutami w sieciach linii, jakoby to były skaczące czarne postacie tworów nieznanych, a ułowionych w drżącą matnię.

PAŹ

z gitarą