Pieśń XXV

Ciąg dalszy. Poeta wspomina o swym dziele; wyraża nadzieję powrotu do Florencji i koronacji. Św. Jakub wypytuje poetę o nadziei chrześcijańskiej. Św. Jan zjawia się. Beatrycze na czas jakiś znika.

O! Jeśli kiedy dożyję dnia tego1613,

Że to poema święte, do którego

Niebo i ziemia przykładały rękę,

Nad którym ślęcząc, przez lat wiele schudłem,

Rozbroi srogość i dziką niewdziękę1614,

Co mnie wyłącza z tej pięknej owczarni,

Gdzie z dziecka spałem, baranek szczęśliwy,

Wróg wilków, co ją wojują bezkarnie,

Wrócę poeta, nad chrztu mego źródłem

Koroną z lauru wieńczyć włos już siwy:

Bo tam w dni moich przyjęła mnie progu

Wiara, co dusze daje poznać Bogu,

Dla której Piotr mnie tak objął dokoła.

I szła wprost ku nam światłość ze świeczników,

Z których zszedł do nas pierwszy z namiestników,

Którego Chrystus zostawił na ziemi1615.

A Pani moja mówiła wesoła:

«Patrz, oto święty! którego, wiesz z wieści,

Rojem pielgrzymów Galicyja cześci1616».

Gołąb z gołąbką gruchoty1617 czułemi

Wzajemną czułość wylewają z siebie,

Podobnie czule dwaj apostołowie

Jeden drugiego witał i w rozmowie

Chwalili pokarm żywiący ich w niebie.

Skończywszy mówić, do mnie się zbliżyli,

Tak płomieniejąc, aż wzrok mój razili.

«Duchu» z uśmiechem rzekła Beatryce,

«Ty, coś o naszej pisząc Bazylice,

Opowiedziałeś jej triumfu dzieje,

W tej wzniosłej sferze daj słyszeć nadzieję!

Bo każdą razą tyś ją wyobrażał,

Gdy Jezus trzech was w swym blasku przerażał1618».

— «Uspokój siebie, podnieś oczy śmiało,

W błogosławione tu duch wchodząc chóry,

Dojrzewa grzany naszych ogni żarem».

Taką pociechą drugie światło wiało:

Wtenczas podniosłem oczy na te góry1619,

Co przytłaczały mnie swoim ciężarem.

— «Ponieważ chce nasz Monarcha ze swej łaski,1620,

Abyś przed śmiercią jego dworu blaski

Oglądał z jego pierwszymi dworzany1621,

Ażebyś widząc obraz niekłamany

Przepychu, jakim Jego dwór jaśnieje,

W sobie i drugich ośmielał nadzieję,

Mów, czym jest ona, skąd ci przyszła ona?

Mów, jak wykwita z głębi twego łona?»

Tak druga światłość jeszcze przemówiła.

A ta, co lot mój tak wysoko wzbiła.

Odpowiedź moją sama uprzedziła:

«Wojującego żaden syn Kościoła

Odeń czuć więcej nadziei nie zdoła;

Jak na tym słońcu zapisano stoi,

Co nas ubiera w blask światłości swojej.

Przeto z Egiptu przyjść mu dozwolono,

Aby tu święte Jeruzalem witał,

Za życia, jeszcze przed służbą skończoną.

Dwa inne punkty, o któreś go pytał,

Nie, żeby wiedzieć, lecz abyś wyczytał

Z jego słów, ile ta cnota ci droga,

Niech sam objaśni; treść ich dosyć łatwa

Głowy mu próżną chlubą nie zagmatwa,

I niech przyzwoli na to łaska Boga».

Jak uczeń w szkole, gdy mistrz jego bada.

Wesół mistrzowi na to odpowiada,

Do czego długim ćwiczeniem się wprawił,

Aby mu swoją zasługę objawił,

Rzekłem: — «Nadzieja jest oczekiwaniem

Przyszłej błogości, wiarą rzeczywistą

Wynikłą z łaski i zasług uprzednich;

Światłość ta z gwiazd mi wybłysła niejednych;

Lecz pierwszy w serce wlał ją swym śpiewaniem

Wszechmocny śpiewak Wszechmocnego Pana.

»Cześć Imieniowi Twemu!« na kolana

Padając śpiewam rad w duchu z psalmistą,

»Kto z moją wiarą w tobie ma ufanie,

Komuż jest obce twoje imię, Panie!«

Deszcz jego z pism twych tak zalał mi duszę,

Że w drugich potop ten przelewać muszę».

Gdy to mówiłem, sferą ognia całą

Jak błyskawicą święte światło drżało;

Po chwili rzekło: — «Miłość dla tej cnoty,

Która szła ze mną w obozów namioty,

Aż do męczeństwa, na miecze i groty,

Którą ty kochasz, te ci słowa wieje;

Lubię, żeś taką pokochał nadzieję».

A ja: — «Z Pism Starych i Nowych jest droga

Dla dusz wskazana wybranych przez Boga,

Widzę ją jasno: wszak Izajasz mówi1622:

W ojczyźnie swojej każdemu duchowi

Przydane będzie dwoiste pokrycie;

Ojczyzną jego jest to wieczne życie.

Brat twój wyraźniej w księgach objawienia

O białych płaszczach i palmach nadmienia1623».

Ledwo zamilkłem, po chwili milczenia

Hymn Sperent in te słyszałem nad nami

Zawtórowany wszystkich sfer głosami;

Z wszech sfer wybłysła światłość tak świecąca1624

Gdyby Rak mógł mieć taki odblask słońca,

Miesiąc zimowy byłby dniem bez końca.

A jak dziewica wstaje bojaźliwa,

Idzie wesoła i w taniec się zrywa,

Ażeby tańcem uczcić pannę młodą,

Nie żeby w tańcu podnieść swą urodę,

Tak szła ta światłość z zarzewiem wesołym

Między dwa światła kręcące się kołem,

Jako przystało ich żywej miłości.

Światłość porwana w tych dwóch kół obroty

Godziła z nimi takt pieśni i nuty;

A moja Pani wobec tych światłości,

Jak w ślubnym wieńcu piękna narzeczona,

Stała milcząca i nieporuszona.

Po chwili rzekła: — «Patrz, to uczeń Pana,

Ten co naszego grzał pierś pelikana1625,

Którego z krzyża Bóg Syn upomina,

Aby Maryi zastąpił jej syna1626

I z tych światłości swych oczu nie zdjęła,

Potem, jak przedtem, nim mówić zaczęła.

Jak ten, co długo wzrok zatapia w słońcu,

Zmierzcha mu w oczach, nic nie widzi w końcu,

Wobec ostatniej światłości olśnąłem1627.

Głos z niej przemówił: — «Dlaczego oczyma

Szukasz tu rzeczy takiej, której nie ma1628?

Wiedz, ciało moje jest ziemią na ziemi,

I takim będzie z ciałami innemi,

Aż liczba nasza złoży liczbę społem,

Wprzód zakreśloną wiecznym przeznaczeniem.

Dwa tylko światła z podwójnym odzieniem

Wzleciały w niebo w chwale i w pokorze1629

I tak się noszą w tym wiecznym klasztorze1630.

Na świecie waszym powtórz, co ja mówię».

Słysząc to, koło stanęło zdumione,

Z trzech świateł, z dźwięku trzech głosów złożone.

Tak gdy chcą spocząć znużeni majtkowie

W chwili, gdy wodę wiosłem krajać mają,

Na świst piszczałki wszystkie wiosła stają.

Ach! Jakież w duszy wzruszenie przemogłem

W chwili, gdy oczy zwróciłem za siebie,

Chcąc Beatrycze widzieć i nie mogłem,

Choć byłem przy niej tak blisko i w niebie.