I
Nocleg na Warmii. — Hakatyści. — Ich arogancja. — Gazeta Olsztyńska.
Mieliśmy zamiar rozpocząć naszą wycieczkę na kole dopiero od Ełku (niem. Lyck), jechaliśmy przeto koleją.
Ciągłe przesiadanie się wraz z oczekiwaniem na węzłowych stacjach sprawiło, że nieoczekiwanym sposobem dojechaliśmy tego dnia tylko do Olsztyna i tu, korzystając ze sposobności poznania tej stolicy polskiej części Warmii, postanowiliśmy zanocować.
Warmia (niem. Ermland), otoczona niegdyś od zachodu i wschodu Prusami, a z południa puszczą bezludną, przeznaczona, zda się, była na kolonizację niemiecką, od północy idącą. Dopiero pod polskim panowaniem w XV wieku zaczęła się kolonizacja polska tej ziemi. Obecnie składają się na nią powiaty: olsztyński, lidzbarski, brunsberski i reszelski. Dwa pierwsze posiadają około 60 tysięcy ludności polskiej pomieszanej z niemiecką, inne, na północ położone, wyłącznie niemieckiej.
W Olsztynie wychodzi „Gazeta Olsztyńska”, której czytelnikom, zwłaszcza z dala się znajdującym, miasto zapewne wydaje się przynajmniej na pół polskim, jednakże tak niestety nie jest.
Olsztyn (niem. Allenstein) jest miastem dość ładnym, wzrastającym bardzo szybko (ma obecnie około 25 tysięcy mieszkańców), ale zupełnie niemieckim. Chociaż od roku 1464 do przeszło połowy XVIII wieku wraz z całą Warmią należał do Polski, pierwotna jednakże kolonizacja była niemiecka; tylko około roku 1600 mieszkali tu prawie wyłącznie Polacy.
Obecnie ludność polska spełnia tylko najniższe posługi, a jeżeli wskutek swej pracy, zabiegliwości lub większej inteligencji, a nawet majątku, ktokolwiek się ponad szary tłum wybije, staje się Niemcem i to Niemcem wojującym.
Wojna pomiędzy żywiołem polskim i niemieckim wre tu na każdym kroku, a ze strony Niemców bodajże z większą niż z naszej zajadłością. Niemcy, pomimo popierania germanizacji z góry, założyli prywatne towarzystwo tak zwanych „hakatystów” (od pierwszych liter założycieli posłów: Kanemana, Hasemana i Tiedemana), mające na celu popieranie w Poznańskiem i Prusach Zachodnich niemczyzny i ewentualne wojowanie z polszczyzną na każdym kroku. Ażeby zostać członkiem tego stowarzyszenia, dość być Niemcem i opłacać jedną markę rocznej składki; członkami są też ludzie wszystkich sfer.
Za ilustrację tego nad wyraz smutnego stosunku niechaj służy poniższy fakcik: Przyjechawszy do Olsztyna, zwróciliśmy się najpierw do najbliższego hotelu, położonego przy stacji. Na spotkanie wyszedł, jak zwykle, rodzaj ober-kelnera5, który usłyszawszy polskie moje zapytanie, oświadczył z nadętą i zuchwałą miną (po polsku), że polskiej mowy nie rozumie, bo Sie kennen deutsch sprechen (wy umiecie mówić po niemiecku). Tak kulturtregierska6 odpowiedź zirytowała nas silnie i tym więcej niemieckiego wyrzec nie pozwoliła słowa. Na zakończenie zajadły zapewne hakatysta wręcz nam oświadczył, że dopóki nie przemówimy po niemiecku, pokoju dla nas na noc nie ma.
Nie pozostało nam nic innego uczynić, jak tylko, rzuciwszy germanizatorowi w lokajskim kostiumie pogardliwe spojrzenie, noclegu poszukać gdzie indziej (adres hotelu: A. Hinz, Banhofs Hotel, Allenstein).
I na takiej to zatraconej reducie stoi człowiek, któregośmy przed noclegiem poznali. Człowiekiem tym jest redaktor „Gazety Olsztyńskiej”7, pan Pieniężny8, dźwigający, choć z trudnością, sztandar naszej mowy i walczący od lat dziesięciu dwa razy tygodniowo na szpaltach swego pisma z zalewającą go zewsząd niemczyzną. Cała jego pociecha, że pracując dla ludności wiejskiej, dotąd zdrowej, i pomagając jej radą i pomocą, wedle sił i środków spełnia ciężki obowiązek.
Opuszczając też Olsztyn, pomimo przygnębiającego wrażenia, myśląc o panu Pieniężnym, słyszałem ciągle brzmiące w uszach: „Cześć takim ludziom, cześć!”.
Wybacz mi, szanowny czytelniku, żem odbył postój w Olsztynie, a więc nie na zapowiedzianych Mazurach, dla podróżnego trzeba jednak być nieco wyrozumiałym, bom nie mógł nie podzielić się z tobą tymi wrażeniami, jakich w Olsztynie doświadczyłem.
Z Olsztyna jednym skokiem (naturalnie kolejowym) puszczamy się przez właściwe Mazury do ich intelektualnej stolicy, do Ełku, skąd właściwie rozpocznie się nasza podróż na kole.