III
Rozkosze kolarskie. — Jezioro Leśmiady. — Karczma mazurska. — Religia. — Jezioro Tatarskie.
Uprzejmy pan Barke, zanim nas wypuścił w dalszą drogę, chciał pokazać okolicę swojej „stolicy”. Tym łatwiej mu to przyszło, że od roku należy także do drużyny kolarskiej. Przed wieczorem więc dosiedliśmy swoich żelaznych rumaków i udaliśmy się w kierunku jeziora Leśmiadami zwanego.
Z chwilą wyjazdu z miasta zaczynają się rozkosze kolarskie.
Po szosie mazurskiej jedzie się jak po torze na Dynasach19. Przyjemnie falisty grunt, zmuszając do niejakiej pracy przy pięciu się pod górę, daje nam znów wiele przyjemności przy zjeżdżaniu po łagodnie, a za to na przestrzeni kilku kilometrów opuszczającej się drodze. Nie ma jednostajności, bo nie ma płaszczyzny, każda nowa, wznosząca się przed nami góra nęci ku sobie, bo obiecuje na szczycie sute zadośćuczynienie w postaci jakiegoś pięknego, z pewnością okraszonego jeziorem widoku.
Na dwunastym kilometrze skręcamy na boczną drożynę i przejechawszy pomiędzy wzgórzami jeszcze kilka kilometrów, znajdujemy się u podnóża góry, porosłej piękną zielonością gęsto zwartych różnorodnych krzewów. Położona pośród pól, pokrytych zielonym jeszcze, lecz dobrze już wykłoszonym zbożem, i szmaragdowych łąk, pociąga nas swoją pięknością.
Zostawiwszy koła na dole, idziemy za przewodnikiem drożyną pnącą się w górę wśród bujnej zieleni tworzącej nad naszymi głowami istne sklepienie. Po kwadransie takiej drogi, spotykając po drodze ławeczki, znaleźliśmy się na szczycie, a raczej na płaszczyźnie zarosłej takimiż gęstymi krzakami. Pośrodku tego letniego salonu, ubranego kilkoma ławkami, wznosi się wieża, właściwie tylko rusztowanie, z którego wysokości mamy otrzymać nagrodę za nasze trudy.
Już tam jesteśmy. Pod naszymi nogami leży cicha i urocza okolica. Oko bieży daleko naokoło, a pierś podnosi się westchnieniem, bo jakaś dziwna rzewność napełnia nasze serca. Nikt nie wymawia ani jednego słowa, piękna natura zastępuje wszystko.
Oto przed nami rozciąga się mapa jeziora Leśmiadami zwanego, a na prawo widać czerwone dachy domków Stradomia20. Cały ten szmat ziemi, obejmowany i pieszczony naszym okiem, zdaje się usypiać i zapominać o Niemcach i wszelkich namiętnościach ludzkich, jakie na nim szaleją...
Siedzimy tak chwilę zadumani, a zaduma ta to biesiada i pokrzepienie dla ducha.
Ocknąłem się nareszcie i przechodząc z krainy marzeń do rzeczywistości, zapytałem pana B., kto troszczy się o te widoki i taką wieżę w szczerym utrzymuje polu?
Oto kilku kolonistów, mających zaledwie po kilkadziesiąt morgów gruntu, wspólnie konserwuje te zarośla, górę i wieżę dlatego, że pojmują piękno, dlatego zapewne, że są więcej niż my, mieszkańcy Królestwa, „cywilizowani”...
Daruj mi, szanowny czytelniku, tę gorycz, ale zdaje mi się, że u nas by się taka góra z zaroślami (zdatnymi na opał), gdzieś w polu, w oddaleniu od miasta wielkiego, z pewnością nie utrzymała...
Za powrotem21 prawa natury domagają się przystanku, oczywiście w karczmie przy drodze. Wyżej wymówiłem słowo „cywilizacja”. W tej karczmie znów się ono gwałtem nasuwa. Myliłby się, kto by sobie wyobrażał naszą karczmę, położoną na pustkowiu, brudną, odartą i otoczoną niechlujnymi dzieciakami. Karczma mazurska — to istny nasz Marcelin, pięknym ogrodem, pełnym kwiecia otoczona i zaopatrzona we wszystko, co podróżnemu jest przyjemnym i potrzebnym. Posiłek skromnie, lecz schludnie podany; nie zbywa nawet na takich drobnych wygodach, jak woda z lodem. Przy tym ceny wcale nie wygórowane.
Wpływ to niezaprzeczony cywilizacji niemieckiej, którą lud tutejszy przyjmuje od swoich zwierzchników, jak przyjął religię.
W roku 1528 książę Albrecht, zaprowadzając w całych Prusach reformację, narzucił ją także i Mazurom, oderwał ich od diecezji warmińskiej i oddał pod zwierzchnictwo biskupa pomezańskiego, Pawła Speratusa. Biskup ten ustanowił osobny dekanat w Ełku i powierzył go Janowi Maletiusowi, gorliwemu luteraninowi, rodem z Krakowa.
Obecnie cała ludność mazurska jest protestancka i szczerze do swojej religii przywiązana. Pomimo to można znaleźć w ich Biblii wiele wierzeń niezgodnych z duchem luterańskim, a wielce przypominających dawny katolicyzm, np. cześć niektórych świętych i wielkie poszanowanie, jakim otaczają osobę Najświętszej Maryi Panny.
Pokazanie nam pięknego widoku na jeziorze Leśmiady snadź nie zadowoliło gościnności i uprzejmości pana Barke, bo koła nasze skierował jeszcze na południe od miasta.
Okolica była nieco odmienna. Zaledwo przejechaliśmy szosą kilka kilometrów, a już znajdowaliśmy się na bocznej drodze, wśród pięknego lasu. Posuwaliśmy się ostrożnie naprzód, w obawie bezdymnych strzałów ćwiczącej się w sąsiedztwie piechoty. Obawy okazały się niebawem płonne, byliśmy bowiem poza linią strzałów. Mogliśmy przyśpieszyć i posuwając się wciąż po krętej drodze leśnej, po półgodzinnej jeździe znaleźliśmy się nad jeziorem Tatarskim, wśród lasów położonym.
Nowe widoki i nowe czary!
Jezioro wśród lasu! A nad jego brzegiem, jak podanie niesie, a oczy i historia stwierdzają, wysoki wał, całkowicie lasem porosły, ongi przez Tatarów usypany. Aż dotąd bowiem horda zapuszczała swoje zagony; do dzisiaj jednak przetrwał tylko ten wał, porosły lasem wiekowym. Głuche także niesie podanie, że niegdyś miejsca te były polem strasznej walki morderczej22, a gładkie jezioro miało 3 tysiące trupów pomieścić w swych toniach.
Rozłożeni nad brzegiem tej wody, długo byśmy gawędzili i dumali o tych czasach zamierzchłych, gdyby nas zachodzące słońce do przytomności nie przywołało i o powrocie myśleć nie kazało.