SCENA ÓSMA
Cyrano, Le Bret, Kadeci, którzy obsiedli stoły po prawej i po lewej i którym usługa paszteciarni podaje jadło i napitek.
CYRANO
kłaniając się tym, którzy wychodzą, nie śmiejąc go pożegnać
Czołem, waszmoście!... Czołem!...
LE BRET
zrozpaczony, powracając ode drzwi, z podniesionymi ramionami
Ubrałeś się caca!...
CYRANO
O, ty! ty musisz gderać!...
LE BRET
Czyż ta wroga praca
Przeciw fortunie237, gdy się uśmiechnie w przelocie,
Nie jest dziełem szaleńca?...
CYRANO
Szaleję w istocie!...
LE BRET
tryumfująco
Aaa!
CYRANO
Czynię to z zasady, bo to czasem rzeźwi,
Być szalonym narwańcem, gdy inni zbyt trzeźwi...
LE BRET
Gdybyś twą muszkieterską chciał okiełzać duszę,
Grosz, sława...
CYRANO
Cóż więc w celu tym uczynić muszę?...238
Uczepić się gdzieś klamki na magnackim dworze
I jak ów bluszcz, po dębu pełzający korze,
Piąć się w górę służalstwem, a nie własną siłą?...
Nie, dzięki!... Dedykować, jak tylu zrobiło,
Wiersze swe mecenasom głupim i przywyknąć,
By słuchając ich bredni, w nos śmiechem nie ryknąć?
Na błazna lisi ogon w pióropusz zamienić,
By chmurną twarz ministra śmiechem rozpromienić?...
Nie, dzięki!... Mydlić oczy i pić te mydliny,
Rankoru239 swej infamii240 nie zdradzając z miny?
Od czołgania się w prochu brudne mieć kolano,
Skórę na brzuchu zdartą, do cna wyświechtaną?...
Nie, dzięki!... Chorągiewką być, która co chwilka
Zwraca się do kapusty? — do kozy? — do wilka?
Być ręką, która, myjąc drugą, siebie brudzi?
Trybularzem241, co marnych nos okadza ludzi?...
Nie, dzięki!... Ze szczebelków pnąc się na szczebelki,
Zajaśnieć w małym kółku jako pisarz wielki,
I w łodzi, którą wiosło madrygałów242 żenie243,
Płynąć, unosząc w żaglach starych bab westchnienie?...
Nie, dzięki!... Własnym sumptem244 swe tłoczyć piosenki
U starego wydawcy Sercy245?... O, nie! dzięki!...
Dać się wybrać papieżem na onych synodach,
Co sejmują przy dzbanie w szynkownych gospodach?...
Nie, dzięki!... Skrzętnie kuszcze246 podlewać laurowe,
Zdobyte sonecikiem, miast247 sięgać po nowe?...
Dzięki!... Przyznawać talent marnym tylko chłystkom?
Submitować się kornie dziennikarskim świstkom?
Budzić się co dnia z myślą: ach, byle me imię
Redaktor „Merkurego” zachował w estymie248?...
Nie, dzięki!... Drżąc ze strachu, ważyć każde słowo?
Torować sobie drogę czapką, a nie głową?
Uniżać się do prośby? Dać się forytować?...
Nie, dzięki! dzięki! dzięki!... Chcę sobie dworować,
Śpiewać, śnić, mym natchnieniom folgując swawolnym,
Być samotnym, to prawda, lecz sobą! lecz wolnym! —
Nieskrępowany zgoła, pełnię animuszu
Wylewać w madrygale, albo w karteluszu!
Bez troski, czy grosz kapnie, czy sława przyświeca,
Tworzyć swą zamierzoną Podróż do księżyca249!
Słóweczka nie napisać, co by nie wyrosło
Z najgłębszej ducha treści, i z dumą wyniosłą
Móc sobie mówić co dnia: Tak, tak, mój maleńki,
Lubuj się kwiatów twoich woniami i wdzięki,
Bo to wszystko jest plonem twej głowy i ręki!
A jeśli w końcu tryumf zdobyć się poszczęści,
Nikomu cezarowej nie być dłużnym części250,
Słowem, bluszcz depcąc, choćby dębem się nie było,
Niewysoko się może wznieść, lecz własną siłą!...
LE BRET
Zgoda!... Gardzisz paktami, drogą życia zatem
Idź sam! Ale nie szukaj walki z całym światem!
Skąd ci się wziął ten nałóg, najgorszy z nałogów —
Wszędzie na każdym kroku wzniecać sobie wrogów?...
CYRANO
Pytasz skąd?... To przywarło do mnie tak, mój bracie,
Gdym ujrzał, jak przyjaciół tłum sobie jednacie,
Jak Kastora251 uśmiechem wierny Polluks durzy252,
Sznurując wargi swoje jak kuperek kurzy!...
Wolę, gdy łotr, obrażon, nie skłoni mi głowy;
Wtedy wołam z uciechą: Przybył mi wróg nowy!...
LE BRET
Co za szaleństwo?...
CYRANO
Prawda! Tym umysł mój grzeszy!
Lubię się nie podobać; nienawiść mnie cieszy!...
Ach, gdybyś wiedział, drogi, jak pewnie się kroczy,
Gdy nienawiścią prażą nas niechętne oczy,
I jak ucieszne plamy na połach kaftana
Zostawia żółć zawistnych i nikczemnych piana!...
— Ta miękka przyjaźń, co w nią każdy z was tak wierzy,
Podobną jest do sutych italskich kołnierzy,
W których miękkiej koronce niewieścieje szyja...
Wygodne to, lecz zgoła prezencji nie sprzyja,
Bo głowa nie znajdując podpory, jak w puchu,
Przywyka do chwiejnego na wsze strony ruchu!...
Mnie zaś nienawiść stroi co dnia w kryzy nowe,
Których krochmal przymusza górą nosić głowę.
Każdy wróg nowy — dla mnie jest karbikiem nowym,
Który ciśnie, lecz blaskiem ozłaca tęczowym,
Bo do kryzy hiszpańskiej podobną niewolą,
Nienawiść jest garrotą253 — lecz jest... aureolą!...
LE BRET
po chwili, biorąc go pod ramię
Głośno folguj goryczy... możeć254 ulży trocha!
Lecz cicho musisz przyznać: ona cię nie kocha!...
CYRANO
z żywością
Milcz!...
W czasie tej rozmowy wszedł był Chrystian, usiłując się do kadetów zbliżyć. Widząc jednak, iż mu nie odpowiadają, usiadł przy osobnym stoliku, obsługiwany przez Lizę.