SCENA PIERWSZA
KLARA — po chwili OSKAR.
KLARA
wybiega żywo z domku z koszyczkiem, w którym znajduje się książka, białe płótno, kromka chleba; ubrana skromnie w perkalikową sukienkę, urywa kwiat z fasoli i wpina go do włosów; robi to wszystko wesoło nucąc, następnie biegnie do altanki, rozkłada płótno do szycia — w głębi za sztachetkami przechodzi Oskar; ujrzawszy Klarę, zatrzymał się i następnie zbliża się do altanki.
OSKAR
pokłoniwszy się kapeluszem.
Czy mogę panią zapytać, kto mieszka w tym ładnym domku?
KLARA
nieco zmieszana.
My — tam mieszkamy. Ojciec mój Teofil Wygrycz, ja i rodzeństwo.
OSKAR
Miłe ustronie. Któż-to sadził przy domku te piękne rośliny, które ocieniają go w sposób tak malowniczy? Na klombach też wiele kwiatów?
KLARA
Nie wiele ich: ja i siostra moja nie mamy czasu uprawiać więcej.
OSKAR
Siostrzyczka pewno starsza.
KLARA
Owszem, młodsza odemnie o lat cztery.
OSKAR
Więc ma lat?
KLARA
Piętnaście.
OSKAR
Co pani robi?
KLARA
Szyję koszulę dla braciszka.
OSKAR
A mama?
KLARA
smutno.
Od czterech lat już nie mamy matki — umarła. Ja im ją zastępuję.
OSKAR
Widzę książkę w koszyczku. Pani lubi lekturę?
KLARA
O, lubię czytać.
OSKAR
wyciąga rękę po książkę, którą mu Klara podaje z pewnem wahaniem — otwiera książkę.
Czy to pani podkreśliła te wiersze?
KLARA
nieśmiało.
Tak...
OSKAR
czyta półgłosem.
... Przenoś moją duszę utęsknioną, do tych pagórków leśnych, do tych łąk zielonych!
Szeroko nad błękitnym Niemnem rozciągnionych.
Do tych pól malowanych zbożem rozmaitem...
... Gdzie bursztynowy świeżop, gryka jak śnieg biała
Gdzie panieńskim rumieńcem dzięcielina pała
A wszystko przepasane, jak wstęgą zieloną...
KLARA
która słuchała z widocznem wzruszeniem, otrząsnąwszy się z wrażenia — mówi zimno.
Pan daleko ztąd mieszka?
OSKAR
Bardzo blizko... Jestem Juljusz Przyjemski, mieszkam w tym dużym domu.
wskazuje ręką w kulisę.
KLARA
Myślałam, że w tym pałacu nikt nie mieszka.
OSKAR
Dotąd, oprócz służących nikt w nim nie mieszkał, ale wczoraj przybył tu na jakiś czas jego właściciel.
KLARA
Książę?!
OSKAR
Tak. Jestem domownikiem i zarazem przyjacielem najbliższym księcia.
KLARA
Czy książe jest młody?
OSKAR
Tak i nie — żyje niezbyt długo, lecz doświadczył wiele...
KLARA
O tak! Wyobrażam sobie, ile szczęścia i przyjemności doświadczyć musiał.
OSKAR
Pani tak myśli?
KLARA
Naturalnie, będąc tak bogatym, może robić zawsze co mu się podoba!
OSKAR
Nieszczęście jego w tem tylko, że mnóstwo rzeczy przestało mu się podobać.
KLARA
Jednak są rzeczy zawsze miłe i książę, mogąc tyle doświadczać, musi być jednak bardzo szczęśliwym...
OSKAR
Jakież to rzeczy?
KLARA
wskazując w głębi.
Naprzykład taki ogród. O Boże, ileż razy będąc tu, myślałam: jakie to szczęście siedzieć pod takiemi drzewami, patrzeć na piękne kwiaty; wie pan, w Kwietniu tyle fiołków bywa na tym trawniku, że trawa znika prawie pod niemi i robi się cały fioletowy, a zapach od niego idzie tak silny, że aż do naszego domku dochodzi.
OSKAR
Pani jesteś bardzo wrażliwą na piękność... Więc pani czuje się zupełnie szczęśliwą, odkąd tu mieszka?
KLARA
Nie zupełnie... bo wcale, wcale nie jestem spokojną o zdrowie ojca i przyszłość dzieci.
OSKAR
A o swoją?
KLARA
ze zdziwieniem.
O moją? — A cóż mi się stać może? Jestem już przecie dorosłą i w każdym wypadku dam sobie radę.
OSKAR
To pani szczęśliwszą jest od księcia, bo on nie może dać sobie rady. Sam nie wie, co ma robić z sercem zrażonem, bo po wielokroć zranionem, z dniami i godzinami, które nie mają celu.
KLARA
Biedny! Doprawdy, może jestem zarozumiała, ale zdaje mi się, że będąc na jego miejscu, wiedziałabym co robić z sercem i życiem.
OSKAR
Cóżby pani robiła?
KLARA
Weszłabym na szczyt tej baszty... — widzi pan — tej... na sam szczyt i obejrzała bym caluteńkie miasto. Zobaczyłabym wszystkich, którzy tylko w nim żyją, cierpią... Pan widział kiedy medaljonik z Matką Boską Paryską? Matka Boska stoi, a z obu jej rąk leją się potoki promieni, które pocieszają, oświecają i od złego bronią — gdybym była na miejscu księcia, weszłabym na tę basztę, spuściłabym ręce i lałabym z nich potoki promieni. — O Boże, jaka byłabym szczęśliwa! — chwila milczenia.
OSKAR
Szczęśliwy jestem, że traf pozwolił mi panią poznać...
KLARA
układając robotę w koszyku.
Pora mi już do domu.
OSKAR
Już? Czy pani będzie łaskawa pożyczyć mi tej książki chociaż na chwilkę, przerzucając kartki W Szwajcaryi Słowackiego, tyle razy byłem w tym kraju, poemat znam, zdaje mi się, że znam ale może nie, — może nie?
KLARA
Owszem, — proszę.
OSKAR
Niech mi pani na pożegnanie rączkę poda.
Klara podaje mu rękę — nieco zażenowana i szybkim krokiem zbliża się do domu. Oskar powoli otworzywszy książkę — znika w głębi.