III

Grodno, 10 września 1896 roku

Więc pewną jestem posiadania zdolności umysłowych w ogóle, a specjalnie pisarskich, bo wyraźne piętno złożyły na dzieciństwie i pierwszej młodości, zarówno jak na późniejszym życiu moim. Gdyby — jak to się zdarza niekiedy — były złudzeniem, ustąpiłyby rychło przed jakimkolwiek rzeczywistym czynnikiem psychicznym; gdyby były drobne i słabe, nie stałyby się motywem życia stałym i tak naglącym, że sprawia czasem udręczenie. Po tych latach, które opisałam, miałam, jak każdy człowiek, swoje historie sercowe, majątkowe etc., lecz było to pasmo tak gęsto przeplecione tym złotym sznurem, że często barwy swe od niego zmieniało. Bo kiedy czytałam, uczyłam się, zwłaszcza pisałam, niedostatek materialny czy moralny nie był mi niedostatkiem i ani trochę troską; znosiłam je łatwo, posiadając w sobie źródło wiecznie bijące nadzieją i uciechą.

Jak na każdego człowieka, przyszły z czasem i na mnie ciężkie bóle i zgryzoty; wówczas musiałam tylko zdobyć się na energię oddania się, pomimo wszystko, pracy swojej, a gdy to uczyniłam, czułam, że Moc wysoka i miłosierna kładzie mi na rany balsam gojący i z goryczą, która przegryza siły, miesza krople wzmacniającego wina. Z innej strony, od razu, od samego jej rozpoczęcia, związało mi się z pracą pisarską uczucie obowiązku i nabywania przez nią dla siebie wartości moralnej, tak, że zawsze i dotychczas, ilekroć jej nie pełnię, zdaje mi się, że grzeszę, ilekroć pełnię, mam w sobie to, co nazywa się spokojem sumienia. Mniemam, że są to wyraźne znamiona powołania, czyli wewnętrznego głosu, który przemaga wszystkie inne. Poczytuję też siebie za należącą do pisarzy tzw. rasowych, to jest takich, u których praca pisarska jest naturalnym wykwitem organizacji, kardynalną częścią duszy, potrzeb i zadowolenia.

Ale zdolność pisarska — nazywajmy ją dla skrócenia talentem — nawet rzeczywista, nawet duża, posiada zazwyczaj strony silne i słabe, bogactwa i niedostatki. Wszechstronnie silnym i bogatym bywa tylko geniusz, ten słowik pośród szczygłów, solista pośród śpiewaków tworzących chór czyli tłum. W ogólnej ekonomice ogrodu czy lasu, szczygły są bardzo potrzebne, bez nich, tylko ze słowikami, których bywa bardzo mało, powietrzu i drzewom brakowałoby chórów. Ale szczygieł staje się gęsią, gdy popada w złudzenie, że jest słowikiem. Nie uległam tej metamorfozie; zdaję sobie dość dokładną sprawę z przymiotów i niedostatków swego głosu, śpiewającego w chórze.

Spośród składników tworzących talent posiadam w stopniu wysokim ciekawość umysłową, spostrzegawczość, wrażliwość na zjawiska świata, jasność i dobitność wewnętrznego widzenia i słyszenia rzeczy opisywanych. Kuleją we mnie — lękam się, że mocno kuleją! — inwencja i zdolność kompozytorska. Nie mogę powstrzymać się od wypowiedzenia paru uwag o pierwszym spośród wymienionych składników zdolności twórczej.

Zdaniem moim, twórcy studiów nad autorami zbyt mało zwracają uwagi na ciekawość umysłową, która jest dla tworzenia siłą pierwszego rzędu. Są autorowie76 nieciekawi i ciekawi. Pierwsi, radzi poprzestają na szczupłym zasobie wiedzy o świecie, na ciasnym kręgu zjawisk najbliższych, na tym, co samo przez się wpada do oczu i wyobraźni. Tacy, to co widzą, mogą widzieć i następnie przedstawiać wybornie, ale widzą mało, więc też i piszą niewiele, albo, jeżeli wiele piszą, to obracają się wciąż około małej liczby przedmiotów, krążą ciągle po jednym pokoju, nie czując potrzeby zobaczenia, co może znajdować się za zamkniętymi drzwiami? Drudzy, to jest: ciekawi, noszą w głowach wieczne zapytania: co za mgłą? co za lasem? Przedzierają się przez mgły i lasy, usiłują otworzyć wszystkie drzwi, podnieść wszystkie zasłony, dotrzeć stref najmniej zwiedzanych, przyjrzeć się temu, na co patrzało najmniej oczu — dowiadywać się o tym, o czym wie najmniej głów. Tacy, to co widzą, mogą dla rozmaitych niedostatków swoich przedstawiać niedoskonale, ale widzą wiele i najczęściej dobrze, bo ciekawość prowadząca ich umysł w dal, prowadzi go też w głąb. Objawy zewnętrzne, jakkolwiek drogocenne dla malowniczości i plastyki, nie zadawalają77 pisarza ciekawego, pragnie on jeszcze przejrzeć na wskroś to, co pod ciałami i sukniami, samą Psychę78 zjawiska i dociec jej przyczyn twórczych.

Od większej lub mniejszej ciekawości umysłowej autora zależy przestrzeń jego widnokręgu, liczba rozpoznanych na nim punktów i ich pogłębienia. To, co nazywamy u autora szczerością i głębokością umysłu, ma pierwsze swoje źródło w ciekawości umysłowej, mniej lub więcej wspomaganej przez czynniki pomocnicze: spostrzegawczość i wrażliwość na objawy świata.

Bardzo żywej, w dzieciństwie zapalonej i nigdy niegasnącej ciekawości umysłowej zawdzięczam to, że powieści moje obejmują znaczną przestrzeń społeczną i przebiegają długą skalę położeń towarzyskich i procesów psychicznych. Od niej pochodzi wdzieranie się moje w świat żydowski, chłopski, mieszczański, drobnoszlachecki, z których wyprowadziłam pewną liczbę typów w literaturze nowych. Dzięki jej uczyłam się mnóstwa rzeczy i nie uległam temu, co jakiś pisarz francuski nazwał poczytywaniem końca swojego nosa za kraniec świata.

Ze spostrzegawczości i wrażliwości swojej jestem także dość zadowoloną, dla celów pisarskich, bo w życiu osobistym płatają mi one często wcale79 nieprzyjemne psoty. Niekiedy dość mi jednego gestu, błysku oka, drgnienia muskułu, abym odgadła w człowieka myśl czy uczucie, których nikt się nie domyśla, z których on sam nie zdał sobie jeszcze dokładnej sprawy. Psuje mi to złudzenie, w które, ufna z natury, popadam często, lecz na krótko, a stosunki ludzkie bez złudzeń to głogi obrane z kwiatów. Ale dla celów pisarskich pożyteczniej jest mieć ciernie w dłoni niż opaskę na oczach.

W naturze barwy, dźwięki, światła, cienie dotykają bardzo silnie moją wrażliwość. Szczególniej dźwięki. Wystarcza niekiedy kilka oddalonych tonów muzycznych albo uderzeń dzwonu, abym uczuła się wzruszoną, czymś nieokreślonym wyegzaltowaną, niby nagle zapaloną świecą. W powierzchowności ludzkiej organ głosu ma dla mnie znaczenie ogromne; szorstki, twardy, monotonny sprawia mi przykrość wprost fizyczną, czysty, dobrze wymodulowany obudza sympatię, czasem wywiera czar, przeciw któremu bronić się muszę, aby nie wprawił mnie w złudzenie. Z zamkniętymi oczyma rozpoznać mogę szum każdego gatunku drzewa: sosny, lipy, klonu, osiny itd.; klekot strumienia, plusk fali, o brzeg uderzającej, szmer wody, którą porze80 wiosło, wprawiają mnie w stan spokojnego i bardzo miłego upojenia, ale gwałtowne szumy wichru albo zgiełk i turkot uliczny, wszelki hałas, zrazu drażnią mnie, sprawiają przykrość niewypowiedzianą, a potem wprost ogłupiają. Tak silnie słyszę, że czynność ta zabija we mnie wszystkie inne, ilekroć jest zbyt pobudzaną. Słowem, są kategorie dźwięków, które niezmiernie sprzyjają rozwojowi moich procesów uczuciowych i myślowych; są też takie, które je unicestwiają.

Wrażliwość moja wzrokowa, mniejsza od słuchowej, jest jednak wielką; obie sprawiają, że w człowieku, zarówno jak w krajobrazie, istnieje dla mnie zawsze pełno szczegółów, których inni nie spostrzegają i nie odczuwają, że, co więcej, często najsilniej uderzają mnie te szczegóły, które najmniej zwracają uwagi u innych. Stąd wynika wyrzeźbienie się w pamięci i wyobraźni postaci ludzkich i obrazów natury, wyrzeźbienie się jasne i twarde, które w czasie pisania sprawia dokładność i jasność widzeń i słyszeń wewnętrznych. Ale o tych ostatnich powiem nieco obszerniej wtedy, gdy będę odpowiadała na zapytanie Pana: jak tworzę? Teraz trochę o bolesnych i zawstydzających niedostatkach moich.

Naprzód, inwencja. Ta jest słabą, mianowicie w kierunku wynajdywania zdarzeń i sytuacji, w których by bohaterowie moi mogli przed czytelnikiem ukazywać się ze stron wszystkich. Tworzenie tego, co się nazywa bajką powieściową, przedstawiało zawsze dla mnie największą z trudności. Sytuację główną, w której spoczywa zawiązek całej akcji, tło, charaktery, ideę, zawartą w sytuacji i charakterach, otrzymuję z łatwością, lecz późniejsze kolizje, te niby placyki, na których ustawia się osoby w sposób różny, bardzo skąpo przychodzą mi do głowy. W plątaniu nici powieściowych i wiązaniu ich w węzełki — słaba jestem. Z tego wynika zbyteczna prostota linii, po której rozwija się powieść, i brak w niej siły zaciekawiania czytelnika. Dlatego wiele osób znajduje, że powieści moje są nudne, chociaż znajdują się w nich sceny zajmujące.

To jedno. A drugie: kompozycja. Rzeczą godną uwagi jest to, że wszyscy słowiańscy powieściopisarze mniej lub więcej szwankują z tej strony, w której mistrzami są Francuzi. Najgenialniejsi powieściopisarze rosyjscy są bardzo mizernymi konstruktorami. Niektóre utwory Dostojewskiego, skądinąd genialne, tak sławne dzieło, jak Wojna i pokój L. Tołstoja, pod względem kompozycji są tym, co się u nas w trywialnej mowie nazywa: groch z kapustą. Prawie to samo powiedzieć by można o mistrzach polskiej powieści, tylko że ja nie powiem, bo o współtowarzyszach i — współzawodnikach, jak o umarłych, można jedynie mówić dobrze, albo wcale nie mówić. Jakkolwiek bądź, wspólność tej wszechsłowiańskiej cechy nie pociesza mnie wcale w żalu nad ułomnością własną. Nie umiem komponować, to jest utrzymywać się ściśle w granicach jedności akcji, zastosowywać pod względem rozmiarów szczegóły do całości, sprawiać, aby w utworze nie było nic zbytecznego, a wszystko było nieodzowne itd. Wiem dobrze, czym jest kompozycja; znając słabość moją, czytałam, uczyłam się, uczyłam się nawet z książek archeologicznych budownictwa greckiego. Ale gdy kto już czego nie ma, to nie ma. Z nowelami nie doświadczam pod tym względem biedy żadnej, z powieścią jednotomową jeszcze niewielką, ale gdy idzie o dwa, trzy tomy, basta! Zawsze się tam coś przyplącze, bez czego powieść stałaby wybornie na obu nogach, coś rozwlecze się, zboczy na stronę, nie w tym miejscu, gdzie potrzeba, przerwie się lub nawiąże. I co już jest najbardziej pożałowania godne, to, że spostrzegam, czuję, widzę złe ustawienie cegieł, a przestawić ich nie umiem, wprost nie umiem. I to zresztą prawda, że najczęściej zaczynam czynić te spostrzeżenia, czuć i widzieć, gdy czytam rzecz już wydrukowaną, gdy więc klamka zapadła. A co sprawia złe skomponowanie powieści? To, że wydaje się rozwlekłą, chociaż niekiedy taką nie jest, że wywiera wrażenie daleko słabsze, niż z powodu innych przymiotów swoich wywrzeć powinna. Niedostatkiem najbardziej wyrzucanym mi przez krytykę była rozwlekłość. Zarzut ten był po części tylko słusznym. Nie zawsze bywałam rozwlekłą; owszem, posiadłam z czasem sztukę zwięzłego pisania, lecz wady w ułożeniu różnych części powieści, czyli w kompozycji, czyniły wrażenie rozwlekłości. Dla uwyraźnienia myśli mojej przytoczę przykład słynnej powieści wspomnianego wyżej Tołstoja, Anny Kareniny. Utwór ten, z wielu względów wspaniały, sprawia wrażenie rozwlekłości. W samej rzeczy, żaden jego ustęp sam w sobie nie jest rozwlekłym, ale są w nim ustępy dla całości niepotrzebne. Jest tam np. opis polowania na słomki, sam w sobie bardzo piękny, ale dla rozwoju akcji lub charakterów niepotrzebny, więc rozwleka akcję i osłabia wrażenie. Powieść ta, słusznie admirowana, jest jednak źle skomponowaną.

Jeszcze jeden niedostatek. Najpowszechniejszym zarzutem przeciw powieściom moim była, obok rozwlekłości, tendencyjność. Przez pierwszy dziesiątek lat zarzut ten był słusznym, potem wynikał już tylko z uprzedzenia. Zanim zdanie to usprawiedliwię, powiem kilka słów o poglądzie moim na ideę w powieści.

Nie byłam i nie jestem zwolenniczką teorii estetycznej, wyrażanej w słowach: sztuka dla sztuki. Zdaniem moim, posługiwać ona może tylko artystom zbyt małym dla wielkich krosien. Na wielkich krosnach sztuka tka bogate wzory nie tylko z piękna, lecz także z dobra i prawdy. Gdzie dwa ostatnie pierwiastki zmieścić się nie mogą, tam powstają cacka artystyczne, drobne i kruche. Mogą być piękne w swoim rodzaju, ale jest to rodzaj mały. Wybornie powiedział o tym Brunetière81 w jednym ze swoich studiów: „Si je comprends que l’on n’ait par d’idée, je ne comprends pas que l’on s’en fasse mérite; et bien moins encore que l’on se moque de ceux qui en ont82”. To z jednej strony; ale z drugiej, przewaga pierwiastku ideowego, refleksyjnego nad uczuciowym, dramatycznym, psuje dzieło sztuki, przez sposoby rozmaite, nad którymi tutaj zastanawiać się nie będę. W powieściach moich z pierwszych lat kilku panuje ta przewaga szkodliwa dla artyzmu, a główną przyczyną tego niedostatku było to, że znajdowałam się wówczas pod potężnym wpływem nieszczęść publicznych i że panującym we mnie pragnieniem było: służyć ojczyźnie. Na widok zguby, grożącej temu, co najwięcej kochałam, cierpień, rozlewających się morzem gorzkim i wzburzonym po ziemi ojczystej i głowach braterskich, moja głowa zaroiła się myślami o noszeniu cegieł do upadającego gmachu, o wznoszeniu ratunkowych mostów dla tonących. Jednocześnie ogromne lektury napełniały mi umysł wszelkiego rodzaju ideami, w których urzeczywistnieniu wydawało mi się, że spoczywała moc naprawiająca, krzepiąca i ratunkowa. Więc pomimo woli i wiedzy mojej te idee wysuwały się w pisaniu na plan pierwszy, dawały przewagą refleksyjności nad artyzmem, sprowadzały prace moje do poziomu tych, dość słusznie lekceważonych tworów, które Francuzi nazywają: romans à thèse. Było w tym zresztą wiele niezręczności młodej pisarki, braku wprawy i jeszcze — braku pomocy. Śmiało powiedzieć mogę, że w znaczeniu literackim jestem fille des mes oeuvres83. Nikt nigdy nie doradzał mi, nie wpływał na mnie, nie przychodził mi z jakąkolwiek pomocą umysłową. George Sand84 tworzyła wśród rozmów z najprzedniejszymi umysłami swego czasu, pod wpływem Sainte Beuve’a85, Musseta86, Flauberta87, przy muzyce Szopena; George Elliota88 mistrzem, przyjacielem, powiernikiem był Herbert Spencer89. Ja, córka „kraju krzyżów”, młodość i wiek dojrzały spędziłam na wsi głuchej i w mieście prowincjonalnym, zalanym obczyzną, z którego zwycięzcy wygnali inteligencję polską, odmawiając jej tu prawa do pracy i kawałka chleba. Długi szereg lat upłynął mi w ciasnych mieszkaniach i ciasnych kółkach ludzi najbliższych, bez szerokich przestrzeni, bez umysłowych przyjaźni i rozmów, bez żadnych zewnętrznych dźwigni i pomocy. Dwa razy tylko wyjeżdżałam za granicę, lata upływały, w których nie widziałam żadnego dzieła sztuki i nie słyszałam nawet muzyki; kolegów moich po piórze, mieszkających w Warszawie lub za granicą, znam ze słyszenia, z dzieł, czasem z widzenia tylko. Dlaczego wszystko tak było — opowiadać nie mogę. Jak zwykle, przyczyn wiele składa się na fakt jeden. Dość, że myśl moja szła samotnie, a nie była dość silną, aby idąc samotnie, nie błądzić.

Jakkolwiek niedojrzała jeszcze umysłowo i moralnie, byłam jednak dość rozsądną, czytałam zbyt wiele, aby po przejściu pierwszego zapału pisania, móc nie ocenić jego niedołęstwa i zwłaszcza nieporządku. Pierwsze dwie powieści, które napisałam, były patriotyczne, na tle powstania i późniejszych wydarzeń politycznych; nazywały się: 1) Ludzie i robaki, 2) Pan Marszałek. Potem czytałam historię Szwecji i jeden jej ustęp tak uderzył moją wyobraźnię, że napisałam na tle jego spore opowiadanie pt. Gustaw Waza w zamku Petersona. Potem jeszcze nabazgrałam jakiś niby pamiętnik bogatej panny, która po utraceniu majątku została nauczycielką i bohatersko przenosiła90 twardą dolę; nazwałam go od imienia bohaterki: Beata. Wszystkie te cztery rękopisy-foliały91 powstały co do daty 1864–1866 r., o posyłaniu ich do druku ani pomyślałam, bo spostrzegałam sama, że to kasza bez kompozycji i wykończenia, chociaż mająca ustępy, które zupełnie naiwnie mnie zachwycały. Nieco później, kiedy już inne rzeczy moje drukowano, te w części spaliłam, w części zatraciłam92. Pracy tej przecież nie poczytuję za zmarnowaną: utrzymywała mi umysł i serce na wyżynach, dalekich od płochości i próżności, których zadatki miałam w sobie, znakomicie dopomogła mi do zniesienia ówczesnej mojej dziwnej, samotnej, niebezpiecznej doli. Pamiętam momenty, w których błękitne świtanie padało na biurko i papier, czyniąc światło lampy podobnym do gromnicy, skłaniając mnie do podniesienia głowy znad papieru. Za półkolem topoli niebo różowiało od jutrzenki, po trawach i liściach przebiegały pierwsze dreszcze nadciągającego dnia. Zrywałam się, wybiegałam z domu, szłam na pas łąki, rozesłany pod bliskim, gęstym lasem, przyglądałam się wschodowi słońca nad różowym od jutrzenki polem, przysłuchiwałam się ożywającemu stopniowo i do potężnego chóru wzbierającemu szczebiotowi ptastwa93, budzącym się we dworze i wsi niedalekiej głosom ludzkiego życia. W trawach i rosie, pod liśćmi drzew, dostającymi złotej podszewki od ukośnych strzał słonecznych, stałam, chodziłam, rzeźwa, wesoła, wezbrana radością życia i pełnią nadziei nieokreślonych, żadnym słowem niesformułowanych, lecz żywym strumieniem wytryskujących z piękności natury i z mojej młodości, myśli i pracy.

W r. 1866, na wiosnę, pod wpływem przypomnienia sobie pewnego smutnego wypadku, zaszłego w okolicach Ludwinowa, dużo jeszcze przed moim tam przybyciem, napisałam krótki obrazek, kilka stronic, i po raz pierwszy pomyślałam o wysłania pisania mego do druku. Wykonałam ten zamiar. W parę tygodni potem, powróciwszy z przejażdżki, zobaczyłam na biurku przyniesioną ze stacji pocztowej pakę dzienników. Zaczęłam przeglądać je dość obojętnie, wcale nie spodziewałam się rychłej odpowiedzi na list i posyłkę moją. Nagle, gdy otworzyłam „Tygodnik Ilustrowany”94, uderzyło mi w oczy95 wydrukowane moje nazwisko. Była to odpowiedź redaktora, pana Ludwika Jenikego96, zawierająca w kilku wierszach entuzjastyczną pochwałę mego Obrazka z lat głodowych, obietnicę drukowania go rychłego, zachętę do pracy pisarskiej i żądanie nadsyłania wszystkiego, co tylko napiszę. Pamiętam, że przy czytaniu tych słów doświadczyłam takiego wrażenia, jak gdyby oblano mnie warem97, potem przebiegły mnie dreszcze, potem jeszcze rozpłakałam się, na koniec zaczęłam gonić po pokojach szarego, swawolnego kotka i, porwawszy go z ziemi, nosić i całować. Uspokoiwszy się, ze spotęgowanym zapałem zabrałam się do czytania i do pisania także, ale czegoś takiego, czego nigdy do druku nie oddałam, bo dokończyć nie potrafiłam. Zaczęła mi wtedy roić się sława, wyznaję, że upragniona, bo jak wspomniałam parę razy, byłam próżną, lecz zarazem i coś innego jeszcze. Miałam wyraźny przebłysk pojęcia, że na tej drodze będę mogła służyć temu, co nade wszystko kochałam, co padało w przepaść bez dna ni ratunku, co mieszkało i płakało w moim sercu, co nazywałam — ojczyzną.

Bardzo wkrótce potem przybył numer „Tygodnika Ilustrowanego” zawierający druk mego obrazka. Każdy człowiek ma w swoim życiu moment najważniejszy; dla mnie ten był takim. Do brzegu mego podpłynęła łódka, na której miałam płynąć nad odmętami i otchłaniami rzeki, zowiącej się życiem; nad samotną głową moją Bóg zawieszał tarczę i zapalał gwiazdę.

Oto są okoliczności, otoczenie, wpływy, psychiczne nastroje, pośród których zostałam autorką...

Eliza Orzeszkowa

Przypisy:

1. „Nouvelle Revue” (fr.: Nowy Przegląd) — fr. miesięcznik wyd. w latach 1879–1940, zajmujący się polityką, literaturą i sztuką. [przypis edytorski]

2. czerstwy (daw.) — zdrowy, silny. [przypis edytorski]

3. Les femmes auteurs en Pologne (M-me Elisé Orzeszko) (fr.) — Kobiety-pisarki w Polsce (Pani Eliza Orzeszko). [przypis edytorski]

4. z Wiesbadenu — dziś ndm: z Wiesbaden. Wiesbaden: miasto w śr. Niemczech, ośrodek turystyczny i znane uzdrowisko z gorącymi źródłami solankowymi. Eliza Orzeszkowa, nakłoniona przez lekarzy, wyjechała do Wiesbaden na kurację. [przypis edytorski]

5. Pologne, littérature polonaise, auteurs polonais (fr.) — Polska, literatura polska, autorzy polscy. [przypis edytorski]

6. naówczas (daw.) — wówczas, w tym czasie. [przypis edytorski]

7. Komarow, Wissarion Wissarionowicz (1838–1907) — ros. publicysta, redaktor; pułkownik armii ros., monarchista, zagorzały zwolennik idei zjednoczenia Słowian pod patronatem Rosji; współpracownik Murawjowa, redaktor dziennika „Russkij Mir”; uczestnik wojny serbsko-tureckiej, podczas której otrzymał stopnień generała armii serbskiej; po powrocie do Rosji wydawał własne pisma: „Swiet”, „Zwiezda”, „Russkij wiestnik”. [przypis edytorski]

8. w „Świecie” — właśc. w „Swietie”; „Swiet” (Свет, ros.: światło): poczytny ros. dziennik ogólnokrajowy, założony w 1883 przez publicystę Wissariona Wissarionowicza Komarowa (1838–1907), prowadzony przez niego aż do śmierci; propagujący panslawizm, skrajnie reakcyjny. [przypis edytorski]

9. Murawjew — właśc. Murawjow, Michaił Nikołajewicz (1796–1866): ros. działacz państwowy; w 1863 mianowany generał-gubernatorem na Litwie, z nieograniczonymi pełnomocnictwami i zadaniem stłumienia powstania styczniowego; stosował odpowiedzialność zbiorową i terror, zyskując przydomek Wieszatiel. [przypis edytorski]

10. Adam, Juliette (1836–1936) — z domu Juliette Lambert; fr. pisarka i feministka; w 1879 założyła i przez 8 lat redagowała pismo „Nouvelle Revue”, zachowując w nim wpływy do 1899. [przypis edytorski]

11. „Kraj” — konserwatywny tygodnik społ.-polit. wydawany w dużym nakładzie latach 1882–1909 w Petersburgu; realizował politykę ugodowości i lojalności wobec caratu. [przypis edytorski]

12. Kozakiewicz, Bronisław (1856–1924) — syn polskiego emigranta, zamieszkały w Paryżu działacz kulturalny, tłumacz literatury polskiej na język francuski. [przypis edytorski]

13. współpracownictwo — dziś: współpraca. [przypis edytorski]

14. asfodela — dziś popr.: asfodel; złotogłów, śródziemnomorska roślina ozdobna, wg mit. gr. rosnąca w krainie umarłych. [przypis edytorski]

15. Wodziński, Antoni (1852–1928) — pisarz pol. i fr. (Les trois romans de Frédéric Chopin), tłumacz m.in. powieści Sienkiewicza. [przypis edytorski]

16. Augustyn z Hippony (łac. Aurelius Augustinus) (354–430) — teolog i filozof chrześc., święty, jeden z tzw. Ojców i Doktorów Kościoła; płodny autor, napisał m.in.: O Państwie Bożym oraz autobiografię Wyznania (łac. Confessiones). [przypis edytorski]

17. confessions (fr.) — wyznania. [przypis edytorski]

18. ambaras (daw.) — trudność, kłopot. [przypis edytorski]

19. Lewental, Franciszek Salezy (Salomon) (1841–1902) — wydawca i księgarz warszawski. [przypis edytorski]

20. Chmielowski, Piotr (1848–1904) — historyk i krytyk lit. pol., od 1903 prof. Uniwersytetu Lwowskiego. [przypis edytorski]

21. Stachiewicz, Piotr (1858–1938) — krakowski malarz i ilustrator. [przypis edytorski]

22. nie pamiętam siebie nieumiejącą czytać — dziś popr.: nie pamiętam siebie nieumiejącej czytać. [przypis edytorski]

23. eheu (łac.) — niestety, ach; tu: aluzja słów Horacego (Pieśni II, 14): Eheu fugaces, Postume, Postume,/ labuntur anni... (Niestety, czmychające, Postumie, Postumie,/ upływają lata). [przypis edytorski]

24. jednej tylko siostry, nieco starszej — siostra Elizy, Klementyna, była od niej starsza o trzy lata. [przypis edytorski]

25. jednostajne — tu: jednakowe. [przypis edytorski]

26. odegrywałam — dziś popr.: odgrywałam. [przypis edytorski]

27. reminiscencja (z łac.) — przypomnienie, nawiązanie do czegoś wcześniejszego. [przypis edytorski]

28. wzajem — dziś raczej: nawzajem. [przypis edytorski]

29. wjazd do Krakowa Władysława Jagiełły — 12 lutego 1386, na ślub z Jadwigą i koronację na króla Polski. [przypis edytorski]

30. wesele Jana Zamoyskiego z Gryzeldą — huczne, kilkudniowe uroczystości weselne zorganizowane w Krakowie z okazji zaślubin kanclerza Jana Zamoyskiego z bratanicą królewską Gryzeldą Batory (12 czerwca 1583), opisywane przez historyków jako najwspanialsze wesele w historii Polski. [przypis edytorski]

31. w Czarnolesiu — dziś raczej: w Czarnolesie. [przypis edytorski]

32. dom, w którym umarł Batory — Stary Zamek w Grodnie; siedziba książąt i królów, miejsce sejmów walnych I Rzeczypospolitej; zniszczony w 1708 podczas działań wojennych; prowizorycznie odbudowany, służył jako trybunał skarbowy; po upadku powstania styczniowego zamieniony na więzienie dla powstańców, później przebudowany na ros. koszary. [przypis edytorski]

33. zamek, w którym zdesperowany Rejtan leżał u progu sali sejmowej — Tadeusz Rejtan (1742–1780), poseł nowogródzki, zasłynął dramatycznym sprzeciwem podczas sejmu zatwierdzającego pierwszy rozbiór Rzeczpospolitej, obradującego na Zamku Królewskim w Warszawie (1773). W Nowym Zamku w Grodnie odbył się ostatni z sejmów Rzeczpospolitej (1795), podczas którego pod naciskiem ros. wojska zatwierdzono drugi rozbiór i odwołano reformy Sejmu Czteroletniego. [przypis edytorski]

34. Tyzenhaus a. Tyzenhauz, Antoni (1733–1785) — podskarbi nadworny litewski, działacz gospodarczy; w zarządzanych przez siebie dobrach królewskich na Grodzieńszczyźnie zorganizował ok. 50 manufaktur; w Grodnie założył m.in. korpus kadetów, teatr, kilka szkół zawodowych oraz towarzyszący szkole medycznej ogród botaniczny, który po przeniesieniu zbiorów do Wilna został przekształcony w miejski ogród spacerowy. [przypis edytorski]

35. pomnieć (daw.) — pamiętać; zwracać na coś uwagę. [przypis edytorski]

36. pensja panien sakramentek warszawskich — renomowana prywatna szkoła dla dziewcząt z rodzin szlacheckich, prowadzona w klasztorze zakonu sakramentek przy Rynku Nowego Miasta; zamknięta przez władze carskie w 1865. [przypis edytorski]

37. dwoma słowy (przestarz.) — w dwóch słowach; por.: innymi słowy (starop. forma N. lm). [przypis edytorski]

38. perturbacyjny (z łac. perturbatio: zaburzenie) — zaburzający, zakłócający normalny przebieg spraw a. ustalony porządek. [przypis edytorski]

39. mory (daw.) — lm od: mór (zaraza, dżuma). [przypis edytorski]

40. przez ptaków — dziś popr.: przez ptaki. [przypis edytorski]

41. etapy sybirskie — miejsca postojów w drodze na Syberię, baraki noclegowe, gdzie przetrzymywano eskortowanych skazańców po dniu podróży. [przypis edytorski]

42. plwać (daw.) — pluć. [przypis edytorski]

43. odsądzić — tu daw.: pozbawić wyrokiem sądu praw do czegoś. [przypis edytorski]

44. tysiącznej — dziś raczej: tysięcznej. [przypis edytorski]

45. posiadający wartości 100,000 rubli — dziś popr.: posiadający wartość. [przypis edytorski]

46. uwłaczać — przynosić ujmę, obrażać. [przypis edytorski]

47. trocha (daw.) — odrobina, niewielka ilość czegoś. [przypis edytorski]

48. angielszczyzna — tu: elementy urządzenia ogrodu w stylu angielskim, o naturalnym i nastrojowo-sentymentalnym charakterze. [przypis edytorski]

49. lelak (reg.) — lelek, niewielki ptak nocny. [przypis edytorski]

50. milczenie kamedulskie — mnichów z zakonu kamedułów obowiązuje życie pustelnicze i trwanie w milczeniu; zbierają się tylko na modlitwy. [przypis edytorski]

51. nie przyszła była — forma daw. czasu zaprzeszłego, dziś: nie przyszła (dawniej, wcześniej, uprzednio). [przypis edytorski]

52. owszem — tu: przeciwnie. [przypis edytorski]

53. kontrybucja — dodatkowy, stały podatek w wysokości 10% rocznego dochodu, nałożony przez władze ros. na polskich posiadaczy ziemskich po powstaniu styczniowym. [przypis edytorski]

54. oficjalista (z łac. officium: służba, urząd)— zarządca prywatnego majątku ziemskiego. [przypis edytorski]

55. plenipotent — pełnomocnik, osoba upoważniona do działania w czyimś imieniu. [przypis edytorski]

56. kilkojęzykowy — dziś popr.: kilkujęzykowy, kilkujęzyczny. [przypis edytorski]

57. księgarnia Gebethnera i Wolffa — zasłużona firma wydawniczo-księgarska założona w 1857 w Warszawie przez Gustawa Adolfa Gebethnera i Augusta Roberta Wolffa, wydająca lit. piękną, naukową, encyklopedie, nuty i czasopisma. [przypis edytorski]

58. Thiers, Louis Adolphe (1797–1877) — fr. polityk i historyk; współtwórca rewolucji lipcowej; autor wielotomowych prac: Historia Rewolucji Francuskiej oraz Historia Konsulatu i Cesarstwa. [przypis edytorski]

59. Guizot, François (1787–1874) — fr. historyk i polityk, premier Francji; znacząco wpłynął na dziejopisarstwo fr. (Cours d’histoire moderne, Histoire de la civilisation en France, Histoire de la civiliztion d’Angleterre). [przypis edytorski]

60. Buckle, Henry Thomas, (1821–1862) — ang. filozof i historyk kultury, autor Historii cywilizacji w Anglii. [przypis edytorski]

61. Plutarch z Cheronei (ok. 50–ok. 150) — gr. pisarz, historyk, filozof-moralista; autor Żywotów równoległych, biografii kilkudziesięciu znanych osobistości zestawianych parami Grek-Rzymianin. [przypis edytorski]

62. Tacyt, Publiusz Korneliusz (ok. 55–120) — wybitny historyk rzym., autor m.in. Roczników oraz Dziejów, opisujących historię Rzymu w I w. n.e. [przypis edytorski]

63. Naruszewicz, Adam (1733–1796) — poeta, publicysta, tłumacz, historyk, jeden z twórców polskiego klasycyzmu; autor Historii narodu polskiego, doprowadzonej do r. 1386 krytycznej historii Polski. [przypis edytorski]

64. Szujski, Józef (1835–1883) — historyk, jeden z krakowskich stańczyków, pisarz i publicysta; współtwórca krakowskiej szkoły historycznej, autor m.in. syntezy historii Polski pt. Historyi Polskiej treściwie opowiedzianej ksiąg dwanaście. [przypis edytorski]

65. des romans à thèse (fr.) — powieści z tezą. [przypis edytorski]

66. znajdować (daw.) — oceniać; odnosić wrażenie. [przypis edytorski]

67. położenie towarzyskie (daw.) — pozycja społeczna. [przypis edytorski]

68. z punktu artystycznego — z punktu widzenia artystycznego; pod względem artystycznym. [przypis edytorski]

69. dysertacja — rozprawa. [przypis edytorski]

70. Finlandczycy — dziś: obywatele Finlandii, w odróżnieniu od Finów, osób narodowości fińskiej; za czasów Orzeszkowej funkcjonowało autonomiczne Wielkie Księstwo Fińskie, wchodzące w skład imperium rosyjskiego. [przypis edytorski]

71. uniwersytet helsingfordzki — uniwersytet w Helsinkach, Helsingfors to oryginalna szwedzka nazwa miasta. [przypis edytorski]

72. Verein (niem.) — stowarzyszenie, związek. [przypis edytorski]

73. przeodziane (daw.) — przebrane. [przypis edytorski]

74. admiracja (z łac.) — podziw, uwielbienie. [przypis edytorski]

75. Nie mnie, Polsko, nie mnie, ale imieniu Twojemu — parafraza początku Psalmu 115. [przypis edytorski]

76. autorowie — dziś popr.: autorzy. [przypis edytorski]

77. zadawalać — dziś popr.: zadowalać. [przypis edytorski]

78. Psyche (z gr.: tchnienie, dusza) — dziś ndm.; w mit. gr. piękna kochanka Erosa, boga miłości, wyobrażana w malarstwie w postaci dziewczyny o skrzydłach motyla; również: personifikacja duszy, psychiki, stanu wewnętrznego. [przypis edytorski]

79. wcale (daw.) — całkiem. [przypis edytorski]

80. porać (daw.) — przecinać coś, przebijać się przez coś, pruć, ryć. [przypis edytorski]

81. Brunetière, Ferdinand (1849–1906) — fr. pisarz i krytyk. [przypis edytorski]

82. Si je comprends que l’on n’ait pas d’idées, je ne comprends pas que l’on s’en fasse mérite; et bien moins encore que l’on se moque de ceux qui en ont — O ile rozumiem, że ktoś nie ma pomysłów, to nie rozumiem, że robi z tego zaletę; a jeszcze mniej, że kpi z tych, którzy je mają. (z recenzji F. Brunetière’a pt. Revue littéraire — „La Terre promise”, de Paul Bourget w „Revue des Deux Mondes” t. 114, 1892). [przypis edytorski]

83. fille des mes oeuvres (fr.) — córką moich dzieł. [przypis edytorski]

84. Sand, George, właśc. Aurore Dudevant (1804–1876) — fr. pisarka epoki romantyzmu, autorka powieści feministycznych i społ.-obycz., przyjaciółka wybitnych twórców kultury. [przypis edytorski]

85. Sainte-Beuve, Charles-Augustin (1804–1869) — fr. pisarz i krytyk, członek Akademii Francuskiej [przypis edytorski]

86. Musset, Alfred Louis Charles de (1810–1857) — fr. poeta i pisarz, wybitny przedstawiciel romantyzmu, członek Akademii Francuskiej. [przypis edytorski]

87. Flaubert, Gustave (1821—1880) — wybitny fr. powieściopisarz, przedstawiciel realizmu. [przypis edytorski]

88. Elliot, George, właśc. Mary Ann Evans (1819–1880) — ang. pisarka, autorka powieści realistycznych. [przypis edytorski]

89. Spencer, Herbert (1820–1903) — ang. filozof, biolog i antropolog, współtwórca socjologii; przedstawiciel ewolucjonizmu. [przypis edytorski]

90. przenosiła twardą dolę — tu daw.: znosiła. [przypis edytorski]

91. foliał — gruba książka dużych rozmiarów; przen.: obszerne dzieło. [przypis edytorski]

92. zatracić — zapodziać, zagubić. [przypis edytorski]

93. ptastwo — dziś: ptactwo. [przypis edytorski]

94. „Tygodnik Ilustrowany” — popularne pismo ilustrowane o kierunku zachowawczym, wychodzące w Warszawie w latach 1859–1939. [przypis edytorski]

95. uderzyło mi w oczy — dziś: uderzyło mnie w oczy. [przypis edytorski]

96. Jenike, Ludwik (1818–1903) — publicysta, współzałożyciel i redaktor „Tygodnika Ilustrowanego”. [przypis edytorski]

97. war (daw.) — wrzątek, wrzący płyn. [przypis edytorski]