Przedmowa
W roku 1896 — dawne to zatem dzieje —- zamierzając umieścić w „Nouvelle Revue”1, której od lat kilku w zakresie rzeczy tyczących się Polski byłem stałym współpracownikiem, dłuższy artykuł o działalności literackiej znakomitej naszej autorki, zgłosiłem się do niej z prośbą, aby mi udzielić raczyła niektórych szczegółów, rzucających światło na jej życie, twórczość duchową, na myśli, wierzenia, poglądy i przekonania społeczne.
Wtenczas to, ku wielkiemu memu a radosnemu zdziwieniu, otrzymałem ten oto pamiętnik, zawierający w sobie prawdziwą, szczerą, obszerną autobiografię.
Sądzę, że podając ją dzisiaj szerszym kołom publiczności, nie uchybiam czci należnej wielkiej pamięci naszej narodowej pisarki. Wzniosłe i pięknie myśli, jak dobre ziarno, winny być rozsiane, aby z nich w duszach wyrosły bujne, czerstwe2 kłosy błogosławionego i zbawiennego żniwa.
Praca moja pod tytułem ogólnym Les femmes auteurs en Pologne (M-me Elisé Orzeszko)3 ukazała się w „Nouvelle Revue” na początku 1897 r.
„Numer «Przeglądu Francuskiego» — pisała do mnie ta, którą dzisiaj opłakujemy, z Wiesbadenu4 pod datą 14 września tegoż samego roku — z uszczęśliwiającym mnie artykułem Szanownego Pana przybył do Grodna już po wyjeździe moim stamtąd, niezawodnie od redakcji »Nouvelle Revue«. Jak dalece prace takie są dla nas pożyteczne, widzieć można z efektu, wywołanego tu przez ten artykuł.
„Pożyczyłam go do przeczytania pewnej sąsiadce, Holenderce, bardzo dobrze wychowanej i wykształconej osobie, od której przechodzić zaczęła z rąk do rąk, a zarazem wyrazy: Pologne, littérature polonaise, auteurs polonais5 — przechodziły z ust do ust. Było to dla pewnej grupy gości wiesbadeńskich odkryciem jednego więcej w Europie narodu. Gdyby więcej prac takich, cały ich szereg, albo lepiej system, utworzyłoby to pomiędzy nami a naszym kamieniem grobowym szeroką szczelinę”.
Dzisiaj, zdaje się, to życzenie zostało spełnione, literaturą polską zajmuje się świat cały.
Lecz naówczas6 dostąpiłem i tego zaszczytu, iż wyżej wspomniany artykuł ściągnął na mnie gromy zapalczywego generała Komarowa7 w „Świecie”8. Jak to! jakiś tam polski pismak ośmielił się napisać, iż krwawe represje Murawjewa9 wstrząsnęły młodocianym a wrażliwym umysłem Elizy i niezatartym piętnem odbić się później musiały na całej jej autorskiej twórczości! I to gdzie! w piśmie pani Adam10, tej najżarliwszej popleczniczki sojuszu francusko-rosyjskiego. Odpowiedziałem generałowi listem otwartym, ogłoszonym w „Kraju”11, a powtórzonym przez całą niemal prasę rosyjską. Niestety! były to czasy, kiedy w młodzieńczej jeszcze naiwności sądziłem, iż dość z naszej strony wyciągnąć rękę, by w niej wnet spoczęła przeciwnika dłoń, w tym wzajemnym przekonaniu, że dwa największe narody słowiańskie jedynie we wspólnym porozumieniu i działaniu osiągnąć zdołają pełny rozwój swych przeznaczeń dziejowych...
Chciałbym zakończyć te notatki wspomnieniem o moich dalszych zabiegach, aby sława wielkiej pisarki szeroko rozjaśniała na Zachodzie. Niech mi to nie będzie poczytanym za brak skromności, lecz raczej za chęć złożenia czci i hołdu cieniom zmarłej. Stosownie do jej życzenia, jeszcze w 1902 roku przełożyłem Meira Ezofowicza na język francuski, przełożyłem w całej rozciągłości, trzymając się jak najściślej tekstu. Przekład ten ukazał się w przeszłym dopiero roku na półkach księgarskich w Paryżu. Opracował go, skrócił, przetworzył swym świetnym, barwnym stylem, wreszcie powołał do życia na mocy swych rozległych stosunków i wpływów literackich pan Bronisław Kozakiewicz12. On sam się podjął wszystkich zabiegów wydawniczych i dlatego słusznie — za moją zgodą — jego tylko imię i nazwisko figuruje na okładce książki. Lecz niechże dzisiaj, w tym dniu narodowej naszej żałoby, to ciche moje współpracownictwo13, które tu ujawniam, będzie jakoby asfodelą14, rzuconą przeze mnie na mogiłę, w której snem wiecznym na zawsze spoczęły — wielkie serce, wielki umysł i wielka polska dusza.
Antoni Wodziński15