II
Zadaniem wychowania fizycznego jest: nie zepsucie i rozwinięcie tego, co w człowieku z natury już jest dobrym, a poprawienie o ile być może tego, co w nim z natury niedołężne i słabe. Osiągnięcie tych dwóch celów zależy na dobrym i właściwym skierowaniu wszelkich fizycznych żywiołów, które podtrzymują i otaczają egzystencję dziecka; takimi zaś są: pokarm, sen, ruch, temperatura, a także pierwsze wrażenia, jakie od otoczenia swego otrzymują zaledwie rodzące się w dziecięciu władze uczucia jego i myśli.
Jędrzej Śniadecki w książce swej O fizycznym wychowaniu dzieci czas fizycznego hodowania dzieli na trzy epoki: niemowlęctwo do lat dwóch, dzieciństwo do lat siedmiu lub ośmiu, młodzieńczość do pory objawiania się pewnych oznak dojrzałości. Fizyczne hodowanie dziecka w pierwszej epoce, to jest w niemowlęctwie, jeśli nie zupełnie, to głównie ogranicza się na niezepsuciu tego, co z natury dobrze jest w dziecku ukształtowanym.
W porze tej rozwijanie i kształcenie w bardzo zakreślonych pozostaje granicach.
Stąd jednak wnosić nie należy, aby zadanie hodujących miało być w tej pierwszej epoce dziecięcego życia małej wagi albo łatwe i lekceważenia godne. Piszący o tym przedmiocie lekarze i fizjologowie baczną zwracają w pismach swych uwagę na sposób hodowania niemowląt.
Śniadecki najdłuższy rozdział swego dzieła poświęca tej właśnie epoce. Thierry w wybornej książce Rady dla matek (Conseils aux mères) obszernie się nią zajmuje w rozdziale Pierwotny rozwój (Premier developpement). Froebel w swych ogrodach znalazł miejsce dla niemowląt noszonych dopiero na ręku piastunek; że już pominiemy liczne o tym przedmiocie traktowane dzieła specjalnie-medyczne13.
Organizm niedawno narodzonego dziecka jest tak wątły i słaby, iż nie zepsuć go, nie przeszkodzić jego wrodzonym funkcjom i nie nadwerężyć je w jakikolwiek sposób, jest rzeczą trudniejszą, niż się zrazu wydawać może.
A ponieważ dla utrzymania jakiegokolwiek organizmu w zdrowiu i całości, i dla uchronienia go od uszkodzeń, potrzebną jest dokładna znajomość i tego organizmu, i wszelkich żywiołów, co otaczając go, potężne nań wywierają wpływy — ponieważ dalej w wieku niemowlęctwa jedynymi opiekunkami dziecięcia, oprócz bardzo wyjątkowych wypadków, są matki, wynika stąd konieczna dla matek potrzeba wyrozumowanej i na wiedzy opartej znajomości dziecięcego organizmu oraz zewnętrznych żywiołów, które nań wpływają.
Jakim sposobem matki dojść mogą do tej znajomości organizmu swych dzieci i umiejętności rozpoznawania, co dla nich szkodliwym jest, a co zbawiennym? Znajdą się zapewne tacy, którzy odpowiedzą: że wszystkiego tego nauczy je serce. Zapewne; miłość macierzyńska jest potężnym i wzniosłym uczuciem, ale sądzimy, że przy dzisiejszym stanie umysłowości ludzkiej można twierdzić, bez narażenia się na spłonięcie w ogniu dla heretyków rozpalonym, iż oprócz wrodzonej im dla dziecka miłości matki w celu zapoznania się z organizmem powierzonym ich opiece i nabycia umiejętności stosowania doń wpływów zewnętrznych potrzebują pomocy — anatomii, przez którą zapoznają się ze wszystkimi częściami organizmu swego dziecka; fizjologii, która da im widzieć części te w działaniu; higieny wskazującej prawidła, jakie rządzić mają pokarmem, snem, ruchem, temperaturą otaczającą dziecię. I nie tylko fizjologia ciał zdrowych powinna być znajoma matkom, ale i fizjologia patologiczna, czyli nauka o działaniu organów będących w stanie uszkodzenia i choroby. A znowu, żeby w hodowaniu niemowlęcia zachować trafnie higieniczne warunki, niezbędną jest znajomość głównych przynajmniej praw fizyki i chemii, na których to naukach polega nauka higieny.
Czy podobna! zawoła mnóstwo głosów — anatomia, fizjologia, higiena, chemia, fizyka, a może jeszcze pewne znajomości farmaceutyki na wypadek naglącej choroby dziecka lub nieobecności lekarza. Ależ to cały szereg nauk ścisłych, których nabywanie wymaga wiele pracy i zostaje wyłącznym przywilejem mężczyzn!
Możnaż naukowymi faktami, cyframi i znakami obciążać i zaciemniać myśl niewiasty, która winna być tak czysta jak kropla rosy porannej, tak pokorna jak dziecię, tak napowietrzna jak różana mgła, co się pod obłokami unosi! Słuchajcie, co mówi wielki Molièr:
„Qu’une femme en sait toujours assez./ Quand la capacité de son esprit se hausse,/ A connaitre un pour point d’avec un haut de chausse14”.
Wielce dowcipnym był zapewne komediopisarz francuski w zdaniach swych o zakresie, w jakim wedle niego zamknąć się powinien umysł kobiecy: smutne wszakże skutki nieumiejętności kobiet dziś już dobrze poznane, nic wspólnego nie mają z komedią, a wesołość, jaką w nas wzbudzić może dowcip Moliera, znacznie umiarkowaną być musi widokiem mnóstwa dzieci chorujących i umierających od niewłaściwie udzielanego im pokarmu, kaleczonych i skrzywionych przez nieumiejętne spowijanie, wprawianych w chroniczne słabości przez otaczanie je niezdrową temperaturą.
Komuż nie zdarzyło się widzieć najlepsze nawet i najczulsze matki, karmiące swe niemowlęta bez miary i potrzeby — krzyk ich, pochodzący z naturalnej potrzeby dziecka wydawania głosu lub z niewiadomych im dolegliwości, przypisujących głodowi, a przez to co chwilę i najniepotrzebniej podających im pokarm.
Ta źle zastosowana ilość pokarmu, przyprawia dzieci o chorobę i nieraz o śmierć, a przyczyna złego leży w tym, że matki nie znają trawiących organów swych dzieci, nie wiedzą, w jaki sposób i jakim stopniowym działaniem organa te zamieniają żywność na potrzebne dla organizmu soki i błony, nie znają słowem anatomii i fizjologii. — To samo co z ilością, dzieje się i z jakością pokarmu.
Śniadecki naucza, że jeśli matka własną piersią nie udziela pokarmu dziecięciu, w doborze zastępczyni swej w tym obowiązku wielkie powinna zachować ostrożności, że do silniejszego lub wątlejszego organizmu dziecka winien być zastosowany wiek i cały skład fizyczny mającej je karmić kobiety, że nareszcie do sześciu przynajmniej miesięcy dziecię nie powinno znać innych jak kobiece mleko pokarmów, a potem ma się do nich przyzwyczajać stopniowo i łagodnie, przez pośrednictwo zwierzęcego mleka, mięs białych i potraw zawierających w sobie jak największą ilość białka. Przepisy te są naturalnie wywnioskowane z dokładnej znajomości dziecinnego organizmu i procesu, jaki każdy pokarm odbywać w nim musi. Tymczasem nieumiejętne matki, mimo całej miłości dla dziecka i właśnie nawet przez miłość niekierowaną rozumem i wiedzą, ileż razy rozmijają się z przepisami tymi i jak ilością, tak i jakością pokarmu pozbawiają zdrowia lub życia istoty, dla których dobra oddałyby chętnie własne zdrowie i życie.
Zarzucić kto może, iż wiele przecie dzieci wychowuje się zdrowo, chociaż ich matki nie posiadają wyrozumowanej umiejętności fizycznego hodowania.Tak bywa w istocie; ale przypisać to należy szczęśliwemu trafowi, a tam gdzie idzie o zdrowie i życie człowieka, o podstawę dla jego umysłowej i moralnej strony, zdawanie się na traf nie zupełnie jest godziwym, w epoce szczególniej, w której wysoko już udoskonalone światło nauki podaje środki rozumnego rządzenia tym trafem. Gdzież zresztą jest pewność, że dziecię zdrowe nawet na pozór, przez błędy, jakim uległo pierwotne jego hodowanie, nie utraciło pewnej części siły fizycznej, jaką by w przeciwnym razie posiąść mogło? Że w organizmie jego nie powstały zarody fizycznych cierpień niewidzialne zrazu, ale mające potem objawić się w różnych dolegliwościach i chorobliwych skłonnościach ciała? Nad tą potrzebą rozumowanych umiejętności dla matek zastanowimy się dłużej w miejscu, gdzie będzie mowa o umysłowym wychowaniu kobiety — tu zaś kobietom, które są już matkami i zanadto kochają swe dzieci, aby w hodowaniu ich chcieć się zdawać na traf ślepy lub natchnienie serca, które czuje, ale nie myśli, radzimy udawanie się po zbawienne rady do prac ludzi uczonych i kompetentnych w tym przedmiocie, jak np. Jędrzej Śniadecki, Thierry i inni tego rodzaju pisarze.
W epoce niemowlęctwa hodujący nie czynią jeszcze znacznej różnicy między dziećmi dwóch płci, wady i niedostatki hodowania bywają obu płciom wspólne. A że mamy tu na celu wykazanie torów, jakimi postępuje nie w ogólności wychowanie wszystkich dzieci, ale w szczególności wychowanie kobiet, przestajemy zatem na uczynionej uwadze o potrzebie dla matek znajomości nauk, które by mogły zapoznać je z organizmem fizycznym dziecka i jego potrzebami, i przejdziemy do drugiej epoki, zwanej przez Śniadeckiego epoką dzieciństwa.
Zaledwie dwoje różnej płci dzieci opuszcza kolebkę i poczyna chwiejne jeszcze stawiać kroki, hodujący mówią do jednego: „będziesz mężczyzną!”, do drugiego: „będziesz kobietą!”.
Będziesz mężczyzną — a więc ucz się być wytrwałym na chłód i na głód, strzeż się skarg i łez, bo one ci nie przystoją, używaj co najwięcej fizycznych ćwiczeń, aby jak najlepiej rozwinąć siłę ciała, bądź poufałym ze zwierzętami i palną bronią, nabieraj, słowem, co najwięcej hartu i wytrzymałości, gdyż cnotą twoją ma być odwaga — ozdobą siła. — Będziesz kobietą — staraj się więc siedzieć najciszej w najcieplejszym kąciku, unikaj tchnienia wiatru lub promienia słońca, trzymaj się prosto, mów cichuteńko, przechadzaj się powoli, spożywaj słodycze, roń łzy przy każdej wydarzonej sposobności, z krzykiem przestrachu uciekaj od zwierząt, mdlej z obawy na widok broni palnej, gdyż cnotą twoją ma być nieśmiałość — ozdobą słabość i łzy.
Natura, powiadają, tworząc kobietę fizycznie słabszą od mężczyzny, przez to samo zdaje się już wskazywać, że wyrabianie w kobiecie siły fizycznej sprzeciwia się jej celom, że siła ta ma pozostać wyłączną własnością mężczyzny, a za to kobieta otrzymuje w dziedzictwie wdzięk — niestety, smutny wdzięk słabości!
Ależ w takim razie słabość ducha byłaby też nieodstępną właściwością kobiet; bo w zdrowym tylko ciele zdrowo rozwija się dusza, a jakież zdrowie może być trwałym bez należytego rozwoju sił fizycznych? Lecz mądra natura nie mogła tak fatalnego losu naznaczyć kobiecie. Prawdą jest, że kobieta rodzi się już słabszym od mężczyzny udarowana organizmem, ale tym bardziej należy dokładać wszelkich usilności, aby nie utraciła by najmniejszej cząstki sił, jakie natura posiąść jej pozwala. W klasach ludzi ubogich, w których potrzebną jest tak kobieca, jak męska ciężka, fizyczna praca, w których hodujący nie znają wykwintnych pojęć o wdzięku kobiecej słabości i nie mają czasu na kształcenie sztucznego tego wdzięku, widzimy kobiety po większej części zdrowe i silne, zahartowane na wszelkie zmiany temperatury i sposobu życia, zaprawione do prac trudnych, cięższych nieraz od zajęć, którym się oddają mężczyźni. Kopią one ziemię, żną, noszą ciężary, chodzą boso po śniegu i z odkrytą głową śród deszczu, rodzą dzieci prawie bez cierpienia, i tak mało rujnują się fizycznie funkcjami macierzyństwa, że widywano wieśniaczki na drugi lub trzeci dzień po urodzeniu dziecka krzątające się około gospodarstwa domowego, a niekiedy nawet i pracujące w polu.
Innaż by natura tworzyła kobiety ludowe, a inna te, które się rodzą w wyższych sferach społecznych? Nikt zapewne nie przypuszcza tego, a wszyscy wiedzą, że siłę fizyczną i hartowne zdrowie swoje kobiety z ludu zawdzięczają dzieciństwu wystawionemu na wszelkie próby i zmiany powietrza, pełnemu swobody i ruchu.
Wprawdzie pomiędzy dziećmi u ludu, śmiertelność bywa wielką i częstą, pochodzi to przecież wyłącznie z nieumiejętności lub ubóstwa matek, które w pierwszym razie nie umieją, w drugim nie mogą doglądać dzieci, położyć stosowne granice w stykaniu się ich z otaczającymi je żywiołami, przynosić im na koniec lekarski ratunek w chorobach. Ogólnie zaś w wyhodowanych już dziewuchach podziwiać przychodzi rozwój i potęgę kształtów, muskularność, siłę i zdrowie tryskające z twarzy i postaci. A nieraz w tym fizycznym rozwoju swoim kobiety tak dorównywują15 mężczyznom, iż w każdej, by najcięższej16 pracy mogą iść z nimi w zawody — co też i czynią.
W klasach dostatnich i tak zwanych oświeconych kobiety z każdym zda się pokoleniem bywają słabsze, bardziej podległe chorobom, a dziś smutny ten stan tak się stał powszechnym, że kobieta zdrowa z niezepsutym i nieosłabionym organizmem jest prawdziwą rzadkością. Niekiedy, przy bladej wprawdzie cerze i wiotkiej postaci, zdrowie towarzyszy kobietom w najpierwszej młodości, ale przy pierwszym wstrząśnieniu fizycznym lub moralnym odstępuje ją — kobieta choruje i starzeje się przed czasem, bo na przebycie życia z całym brzemieniem różnych jego dolegliwości, sił jej nie stało. Gdzie zobaczyć dziś można piękne i długie włosy u kobiet, białe i zdrowe zęby, świeżą i czerstwą cerę, którą obok zdrowia do późnych lat zachować można? Gdzie ten moralny, piękny spokój w czynnościach i słowach, który utrzymać się zdoła tylko obok nienadwerężonego nerwowego systemu i w nieobecności cierpień fizycznych?
Na to powiedzą niektórzy: kobiety klas dostatnich nie posiadają zapewne zdrowia i sił kobiet ludowych, ale za to są oświeconymi, wiele umieją.
Po zastanowieniu się nad tym argumentem ujrzymy, że właśnie to umysłowe światło udzielane w pewnych klasach kobietom jest jedną przyczyną więcej do jak najstaranniejszego kształcenia jej strony fizycznej, bo niezawodnym jest, iż w dzisiejszym stanie społeczeństw ludzkich, im człowiek więcej wie i rozumuje, tym więcej ma do przeniesienia w życiu moralnych cierpień, smutków i zawodów, którym nie podoła źle ukształcony, nadwerężony i osłabiony fizyczny organizm. „Człowiek jest igrzyskiem losu; los ten jest zawsze dziwaczny, a na nieszczęście zawsze potężny. Ten go tylko pokonać może, kto z nim walczyć umie, kto ma tyle mocy ciała i umysłu, iż wszystkie jego pociski wytrzyma, kto ma tyle tęgości, iż się nigdy nie ugnie. Ale ta tęgość, ta prawdziwa wielkość jest tym potrzebniejsza, im człowiek wyższe w towarzystwie zajmuje szczeble; bo los tak jest dumny, że po wyniosłe tylko i harde zwykł sięgać karki” (Jędrzej Śniadecki, O wychowaniu [fizycznym] dzieci). Zresztą tych, którzy fizycznemu zdrowiu kobiet ludowych przeciwstawiają oświatę kobiet klas wyższych, można by zapytać: jakie zasoby istotnego światła posiadły te ostatnie w zamian zdrowia pierwszych? Nauczyły się one mówić obcymi językami, wyliczać na pamięć prawidła katechizmowej moralności, wydobywać z fortepianu „coś na kształt muzyki”. Czy z tego skarbca mądrości, zaczerpną one siłę i umiejętność dla poskromienia swoich buntujących się nerwów, do spokojnego przeniesienia życia, które cierpieniami różnego rodzaju rozstrajać będzie żywotne nici ich organizmu, jak twarda ręka ostrym dotknięciem rozstraja struny arfy?....
Głównymi żywiołami, od których skierowania lub ubycia zależy dobre lub złe, trafne lub błędne hodowanie dziecka w drugiej epoce jego życia są: pokarm, ruch, temperatura.
Co do pierwszego — jeżeli dla chłopca hodujący uważają za stosowne pokarmy grube i posilne, to dla dziewczynki przeciwnie winne być one w ich mniemaniu delikatne, lekkie i przeważnie słodkie. Panienka jadać powinna niewiele, nie tyle, ile potrzebuje jej organizm, ale ile przystoi.
Od dzieciństwa kształcąc ją na istotę idealną, powiewną, co najmniej delikatną i szczupłą, jadło ukazują jej jako potrzebę grubej materialnej natury człowieka, konieczną wprawdzie, ale mogącą ulegać znacznym modyfikacjom wedle płci jedzącego. Można widzieć kobiety przez całe życie nieużywające pewnych gatunków mięs z obawy uszkodzenia swej cerze i inne, które wstydzą się jeść wobec ludzi, mianowicie wobec mężczyzn. A do tych potwornych śmieszności, niebędących bez wpływu na ich zdrowie i siły, zaprawiane były one od dzieciństwa.
Ogólnie uznanym jest prawidłem, że chłopcom hodującym się na mężczyzn, nie należy przyzwyczajać się do łechcących podniebienie i rozstrajających system żołądkowy przysmaków.
Lecz małe dziewczynki wzrosną przecie na kobiety. A dla kogoż jeśli nie dla kobiet pracują cukiernicy całego świata?
Fizjologowie i lekarze nie czynią jednak pod tym względem różnicy pomiędzy dwiema płciami, ale — któż zważa na rady tych pedantów? Babki i prababki nasze miały zawsze tradycyjne swoje szafki z przysmakami dla małych dziewczynek, a jednak wyhodowały nas jako tako. Dlaczegóż więc starym trybem nie miałybyśmy postępować rutyną prababek?
Ale babki i prababki nasze żyły w czasach, w których organizm człowieka nie był tak dokładnie znajomy i szczupły zakres ówczesnej w tej gałęzi wiedzy zwyczaj zamykał przed umysłem kobiety; rządziły się więc one popędami czułości niekierowanymi rozumem i nauką. Dziś posiadamy wiedzę opartą na fizjologii i higienie, a pouczającą nas, że organizm wzrastającego dziecka potrzebuje nabywania coraz nowych soków, których z tradycyjnych przysmaków zaczerpnąć nie może. Kto zna cokolwiek fizjologię wie dobrze, iż w organizmie dziecka krew z większą szybkością krąży niż u człowieka, który już doszedł pełni wzrostu, że zatem krew ta, częściej stykając się z atmosferą, co chwilę traci pewne składowe części swoje i odzyskiwać je musi przez użycie pewnych stosownych ku temu pokarmów; że włókna i błony dziecka, tworząc się i wzrastając, potrzebują coraz większych zasobów: białka, tłuszczu, cukru, krochmalu itp. materiałów, z których składa się ciało ludzkie, a które zawierają się przeważnie w pokarmach mięsnych i jarzynnych. Kto czytał Traktat o żywności Moleschotta, wie, że według różnicy wieku, położenia, zajęć, usposobień umysłu, dla każdego człowieka inne pokarmy są najwłaściwszymi, że coraz innych używać ma rolnik, artysta, uczony, starzec, młodzieniec i dziecię. Śniadecki w dziele swym — O fizycznym wychowaniu dzieci obszernie naucza, jakie dzieciom udzielać należy pokarmy, lecz o tradycyjnych przysmakach nie ma u niego wzmianki, bez różnicy płci.
Kto ma czytać Molesehotta i Śniadeckiego w celu dowiedzenia się o sposobie najwłaściwszego żywienia dzieci? Naturalnie matki, bo w epoce dzieciństwa jak w poprzedzającym ją niemowlęctwie, oprócz rzadkich wypadków, jedyną opiekunką dziecka jest matka.
Ale tu przedstawia się trudność niezmierna.
Kobiety będące już matkami, nie mają najczęściej dostatecznego o naukach ścisłych pojęcia, nie posiadają umysłowego przyzwyczajenia do skupienia na długo myśli swej około rzeczy ważnej i poważnej, a przeciwnie, przyzwyczajone są do łatwego ślizgania się po przedmiotach lekkich i drobnostkowych. Wprawdzie przy dobrej woli, pracy i przy zdolnościach umysłowych wrodzonych naszym kobietom, można by wiele przezwyciężyć trudności i nabyć nareszcie wyrozumowanego i na wiedzy opartego pojęcia o tym, co dziecku szkodliwym jest, a co pomocnym.
Ależ właśnie aby dojść do tak pożądanego celu, trzeba — pracy, a więc czasu — a tu czasu tak mało, taki brak!
Oto na przykład, powiada jedna z matek: nie mam czasu na uczenie się i kształcenie umysłu mego dla korzyści mych dzieci, bo winnam dziś oddać kilka wizyt i być na tańcującym wieczorze. Wszak to są przecie obowiązki towarzyskie! Inna znowu mówi: nie mam czasu na czytanie i naukę, bo czeka mię kilkogodzinne posiedzenie w spiżarni, a następnie długie krzątanie się po domu bez żadnego wyraźnego celu. Można by wprawdzie daleko prędzej załatwić się ze spiżarnią i bez żadnego uszczerbku dla domowego gospodarstwa bezcelowy spacer po domu całkiem wyrzucić z programu dnia, ale... wszak to obowiązki gospodarskie! Trzecia jeszcze matka odpowie: nie mam czasu, aby gruntownie wniknąć w potrzeby mojego dziecka, bo dziś właśnie czterdziestogodzinne nabożeństwo, jutro spowiedź, pojutrze nieszpory i procesje!
Ale... może by nie było grzechem mniej cokolwiek modlić się ustami a więcej czynem i myślą podniesioną wysoko a pracowitą? O herezjo! święte są przecie obowiązki religijne!
Więc cóż się stanie z umiejętnym hodowaniem dzieci, jeśli na wyuczenie się go czasu nie staje?
A serce? a tradycja? Jak nas wyhodowały nasze matki, tak my nasze córki wyhodujemy — jak one, nic nie umiejąc, przeczuły, co potrzebnym jest ich dzieciom, i my przeczujemy! Wprawdzie nie zupełnie jesteśmy zdrowe; mamy słabe nerwy, przedwcześnie utraciłyśmy zęby i włosy, każda zmiana powietrza, każde użycie grubszego pokarmu wprawia nas w przeróżne choroby, ale... znać już tak, a nie inaczej natura utworzyła kobietę i nie ma widać na to rady!
Matki, które w ten sposób zapełniają sobie czas i rozumują, przedstawiają sobą nowy dowód, jak bardzo, jak koniecznie, jak niezmiernie potrzebne jest kobietom szersze, gruntowniejsze umysłowe wykształcenie — które by im z innej strony ukazało obowiązki towarzyskie, gospodarskie i religijne a powinności i starania macierzyńskie nauczyło opierać na innej nieco podstawie, jak chorobliwa nieraz czułość serca i tradycyjny obyczaj. Wszakże mimo błędów i usterek system żywienia mniej jeszcze jest rażącym i nie tak ogólnie nagannym i błędnym, jak zastosowanie drugiego żywiołu fizycznego życia do rozwoju dziewczynek: ruchu.
Tu nie trzeba już wzywać świadectwa fizjologii, bo sam zdrowy rozsądek dostatecznie zdaje się wskazywać, że ruch swobodny, ćwiczenie fizyczne, jako to: bieganie, gimnastykowanie się, dźwiganie ciężarów, znakomicie pomagają dziecku do łatwiejszego i potężniejszego rozwoju członków i siły w całym organizmie. Prawidło to wszakże, lubo17 powszechnie prawie znane, bardzo rzadko zastosowanym bywa w wychowaniu dzieci płci żeńskiej.
Wszakże chcąc wydać sąd bezstronny w tym już względzie, należy uniewinnić część wychowujących osób i podzielić dzieci i rodziców po pierwsze: na mieszkańców miasta i wsi, po wtóre: na mieszkańców miasta bogatych lub dostatnich i takich, którzy nie posiadają dostatecznych majątkowych środków dla dostarczenia dzieciom swoim w mieszkaniu lub poza nim przestrzeni potrzebnej dla fizycznych ćwiczeń.
Mieszkańcy wsi bez wyjątku i mieszkańcy miast posiadający obszerne mieszkania, podwórza i ogrody, jeżeli przykuwają swoje małe córki do miękkich sprzętów, nie pozwalają im używać otwartego powietrza z obawy, aby nie opaliły się latem, a w zimie się nie przeziębiły, jeżeli nie dają ich rękom innego ćwiczenia jak wyszywanie na kanwie lub niechętne najczęściej uderzanie w klawisze fortepianu — tacy rodzice sami winni są temu, jeśli w następstwie córki ich wzrosną z postacią drobną i nierozwiniętą, z organizmem słabym, niezdolnym do przeniesienia zmiany temperatury lub losu.
Mnóstwo kobiet dziś dorosłych przypomina sobie pewno owe smutne chwile dzieciństwa swego, w których przykute do stolika rozkazem starszych, nad książką, której treść niezrozumiała jeszcze była dla ich biednej dziecinnej głowy, machinalnie powtarzały prawidła gramatyki francuskiej albo słowa katechizmu „O żalu przyrodzonym lub nadprzyrodzonym” lub o tym, że Bóg jest w niebie, na ziemi i na każdym miejscu”. Za oknem niebo błękitniało pogodą, ptaki świegotały radośnie, słońce z zewnątrz przenikało do pokoju i obfitymi promieńmi zalewało stół zarzucony nienawistnymi kajetami i nienawistniejszym jeszcze zaplamiony atramentem. Natenczas wszystkie fizyczne i duchowne władze dziecka rwały się ku temu słońcu, ku tej pogodzie które doń tak wesoło zaglądały przez okno, pragnęły biegania po tej rozkwitłej zielenią murawie, za tymi białymi motylami, co rojem unosiły się nad uśmiechnionym barwami kwieciem, i biedne dziecię, patrząc spod oka na wszystkie te wzbronione mu rozkosze, czuło zapewne wtedy „żal przyrodzony”! I może gdyby mu wolno było swobodnie wybiec na świat Boży, poigrać z motylami, pocieszyć się kwieciem i słońcem, lepiej niż z klasycznej szaro oprawnej książki, poczuło i pojęłoby ono obecność Boga w niebie, na ziemi i na każdym miejscu. Ile dziecko tak uwięzione i przykute do książki przemocą, w bardzo niestosownej ku temu porze swego życia, skorzystać może z niedołężnie najczęściej udzielanej mu nauki, wiedzą wszystkie kobiety, które dojrzewając zaglądały do skarbca zebranych w dzieciństwie wiadomości i pragnąc kształcić swój umysł, zmuszone były rozpoczynać naukę ab ovo18 jak gdyby Chapsal Noel19 i tutti guanti20 wcale dla nich dotąd nie istnieli. Ale w fizycznej stronie istoty swojej dotkliwie poczuły one pewno skutki owego sztucznego więzienia stworzonego dla nich w imię nauki źle pojętej i nie w porę udzielanej.
„Jak tylko dziecię odwykło od piersi, używa już niektórych zwyczajnych nam pokarmów i chodzić zaczyna, całe wychowanie aż do skończenia 7 roku albo do stracenia pierwszych zębów i nabycia drugich, powinno być najściślej fizyczne i tylko fizyczne.
Krótko mówiąc, pierwszą tę młodość należy całkiem poświęcić wzmocnieniu ciała, a wszystkim przyrodzonym władzom cielesnym pozwolić rozwijać się i bujać w zupełnej wolności.
Na to albowiem w tak ważnym przedsięwzięciu ciągle pamiętać potrzeba, że wszystkie czynności odbywają się u nas za pomocą pewnych narzędzi, czyli organów, w budowie ich, czyli organizacji, jest zakład i siedlisko naszych władz i przymiotów. Od zupełnego zaś i dokładnego rozwinięcia się i wydoskonalenia tych władz zależy cała nasza doskonałość, najistotniej wprawdzie fizyczna, ale po części i moralna.
A przeto co tylko tamuje, osłabia, opóźnia lub z przyrodzonego toru sprowadza wzrost i organizację, to wszystko szkodzi nie tylko zdrowiu i władzom fizycznym, ale nawet władzom umysłu i serca” (Jędrzej Śniadecki, O fizycznym wychowaniu dzieci).
Wszakże, jak powiedzieliśmy wyżej, nie wszyscy rodzice są w możności dostarczenia dzieciom swym dość szerokiej przestrzeni do rozwinięcia całego fizycznego ruchu, jakiego wymaga dzieci tych organizacja. Niebogaci mieszkańcy miast, zmuszeni zamykać się w ciasnych mieszkaniach, posiadających zwykle bardzo szczupłe i niezbyt czyste podwórka, przy najlepszej nawet woli i zrozumieniu potrzeb dziecka, zmuszeni są więzić je w ciasnych ścianach, w których zamyka ich skromność posiadanych zasobów.
Niemałym wprawdzie sposobem ratunku są w takich razach ogrody i place publiczne, wszakże przedstawiają one wiele bardzo ważnych niedogodności. Ażeby dziecię mogło w miejscach tych używać ruchu, musi być przez kogoś doglądane; matka nie zawsze miewa czas na to, piastunka za drogo może kosztuje. Następnie zwyczaj, moda, próżność macierzyńska wprowadziły w zwyczaj staranne i wyszukane dla dzieci ubiory, na które niezamożni rodzice zdobyć się także nie mogą, a bez których rodzicielska, mianowicie macierzyńska, próżność ukazać dzieci nie chce.
Nareszcie są pewne dzielnice miast, tak odległe od miejsc przeznaczonych na przechadzki, że częste tam prowadzenie dzieci staje się dla wielu matek zupełną niemożnością, ze względu na niedostatek czasu albo słabe zdrowie. Smutna to rzecz i przynosząca więcej szkody młodym pokoleniom, niźli na pozór zdawać się może.
W końcu przeszłego stulecia urodził się w Niemczech człowiek obdarzony przez naturę gorącym sercem i wspomagającym to serce jasnym a głębokim umysłem. Człowiek ten rozmiłował się w młodych pokoleniach i za cel nauk swych i prac położył jak najczynniej przyłożyć się do trafnego tych pokoleń wychowania.
Nazywał się — Fryderyk Froebel, a system, jaki wyszedł z przejętego miłością dla dzieci jego serca i oświeconego długoletnią pracą umysłu — gdyby został wszędzie przyjęty i zastosowany do wychowania, zaradziłby niedogodnościom wynikającym z rozmaitych, często nieprzyjaznych dobremu fizycznemu hodowaniu dzieci położeń społecznych. Każdy, kto choć trochę zajmował się kwestią wychowania, zna ten system, zwany: ogrodami Froebla. Zakłady Froebla zwane są ogrodami dlatego, że w ogrodach pomieszczone; alegorycznie zaś mają taką nazwę, iż dziecię ma się w nich jak roślina według praw natury rozwijać swobodnie. Od lat 7 instytucje pozakładanymi zostały podług tego systemu w liczbie pięćdziesięciu, w Hamburgu, Dreźnie, Lipsku, Weimarze, w Turyngii, w Hanowerze i innych miejscach. Tenże sam system zastosowuje się również do ochronek dla klas wyrobniczych i ubogich, które to szczególnie ma przysposabiać do pracowitego życia (Ksawera Kuwiczyńska, Dziecinne Ogrody).
Zakłady te, według metody Froebla urządzone, mają na celu wychowanie dzieci szczególniej od wieku lat dwóch do siedmiu, to jest przez ciąg tej właśnie epoki, którą Śniadecki położył za drugą w egzystencji dziecka i nazwał właściwą epoką dzieciństwa. Każdy z zakładów tych składa się z kilku sal otoczonych ogrodem.
W ogrodzie dzieci przepędzają 4 do 5 godzin dziennie, zabawiając się grami ułożonymi przez Froebla, uprawą ogrodu, sadzeniem i pielęgnowaniem roślin, doglądaniem ptaków zostających tam w klatkach.
Wszystkie gry, jakimi się zabawiają, połączone są z gimnastyką i skierowane ku rozwojowi organizmu. Jedne z nich nadają sprzężystości21 i siły nogom, inne rozwijają ramiona i ręce, inne jeszcze uczą zręczności w poruszeniach.
Pewne grupy dzieci igrają na rozesłanych słomianych matach, inne bawią się śród gorącego od słonecznych promieni piasku, a każde z nich posiada oddaną sobie do uprawy malutką cząsteczkę ogrodu, kopie ją, zasiewa na niej, niecierpliwie oczekuje kwiatu lub owocu, pomaga w pracy innym i samo wzywa do pomocy towarzyszów. Słowem, w ogrodzie tym dziecię pełną piersią używa powietrza i swobody, kąpie się w całej pełni życia, jakiej potrzebuje wzrastający jego organizm, hartuje się i mężnieje. Nie dość na tym. Froebel w systemie swoim rozwiązał zadanie pogodzenia swobody i ruchu dziecięcia z potrzebą rozwijania jego umysłu stopniowego, ściśle stosowanego do naturalnych pojęć i zdolności jego wieku.
Tak na przykład dozorczynie zakładu, trzymając na ręku najmłodsze dwu albo trzyletnie dzieci, prowadzą ich drobne paluszki po piasku, rysując nimi różne kształty i znaki, w które wpatrując się, dziecię uplastycznia w umyśle swoim wiele rzeczy, jakie wprzódy jakby przez sen widywało. Dzieci cokolwiek starsze hodowaniem zwierząt i doglądaniem roślin zbliżają się do natury, nabywają pojęć o zjawisku zwierzęcego i roślinnego życia, przywykają do zatrudnienia spełnianego z pewnym wytkniętym celem.
Wspólnie pomagając sobie w tych zajęciach, drobnymi owocami swej pracy oddając przysługi innym, czynem uczą się wspólnej miłości, niebędącej czym innym jak miłością bliźniego. Następnie, gdy po kilkugodzinnych podobnych zabawach przechodzą z ogrodów do sal, znajdują tam nowe zabawy, w które Froebel umiał włożyć pierwsze pojęcia nauk tak trudnych, a jednak tak potrzebnych i rozwijających umysł, jak: geometria i matematyka. Zabawy te uczą dzieci pojmowania barw, kształtów, liczb, miary i ruchu — zaczynając od pojęć najprostszych i stopniowo przechodząc do zawikłanych i trudnych.
Najmłodsze dzieci zaczynają od bawienia się sześcią piłkami22 odmiennych kolorów, którym dozorczynie nadają coraz inne pozycje i poruszenia. Następnie dziecię otrzymuje drewnianą kulę, walec i sześcian, a po wielu stopniowaniach, w których głównie posługują sześciany geometryczne, matematyczna zabawa dochodzi do rozdzielania sześcianów na mnóstwo części, z których dzieci układają litery abecadłowe, rozmaite wzory uczące je zastosowywania linii, symetrii i liczby.
Rozłożone w ten sposób sześciany służą też do budowania różnych kształtów, jak: domków, kapliczek, sprzęcików, co wszystko daje dziecinnemu umysłowi pojęcie o prostokątach, ostrokątach płaszczyznach itd.
W dalszym ciągu podają się dzieciom cienkie pałeczki, które łamią one, liczą i tym sposobem uczą się arytmetyki aż do ułamków.
Wyrabiają też różne tkaniny ze słomy, wykłuwają igłą na papierze rozmaite desenie, a wszystkie te zabawy i zatrudnienia zarazem przynoszą tę niezmierną korzyść, iż nie nużąc i nie męcząc dziecka, owszem, sprawiając mu przyjemność i dla rąk dostarczając ćwiczeń, wprawiają jego umysł do zastanawiania się i kombinacji, przynoszą pojęcia o pięknie i symetrii i uczą tych samych początkowych nauk, które w inny sposób udzielane sprawiają mu tyle mozołu i cierpienia.
W systemie Froebla jest jeszcze jedna strona uderzająca oryginalnością pomysłu i głębokim wniknięciem w naturę i potrzeby dziecka.
Wszystkim wyżej opisanym grom i zajęciom dzieci, towarzyszy śpiew, a ku temu są umyślnie, ułożone pieśni śpiewane przez dozorczynie i same dzieci. W grach wszystkie poruszenia wyzywane i tłumaczone są śpiewem, pierwsza nauka barwy, kształtu i ruchu, wykłada się za pomocą śpiewu. Piłka, sześcian, kula i pałeczki służące do układania cyfer23 i liter przemawiają do dzieci pieśnią; pieśnią brzmią im rośliny i ptaki w ogrodach, pieśń unosi się nad stołami przy, których pracują drobne ich ręce i głowy.
Dziwnie piękną i trafną była ta myśl Froebla, przemawiania do dzieci językiem melodii. Nie jest to owa sucha i nużąca nauka gry na fortepianie, która rozpoczynana za wcześnie i zbyt często udzielana niedołężnie, nuży dziecię i zraża je do sztuki. Śpiewanie w ogrodach Froebla stanowi prosta i łatwa melodia, którą z łatwością i upodobaniem pochwytuje słuch dziecięcy. Są to pieśni złożone ze słów prostych a nauczających, które za pomocą dźwięku mile wnikają w umysł dziecięcia, aby już w nim pozostać.
Śpiewanie to unosi się nad całą metodą fizycznych i umysłowych ćwiczeń jak tchnienie poezji i miłości, przypomina piosenki matek nad kolebkami dzieci, jest miękką i artystyczną stroną rozumowanego i utylitarnego wychowania.
Jeżeli uczona kombinacja rozwoju fizycznego z umysłowym dowodzi głębokich studiów i światłej myśli Froebla, śpiew ogarniający harmonię całą jego metody jest świadectwem jego ciepłego, że można się wyrazić, macierzyńskiego serca. Przy śpiewie tym niejedno zapewne piękne i dobre natchnienie zrodziło się w sercu wsłuchanego weń dziecka; niejeden może zaród złej namiętności zgasł w jego piersi ukołysanej łagodną nutą pieśni opiewającej mu świat barw, kształtów, roślin: wszystkiego, słowem, na czym dotąd bezwiednie zatrzymywały się jego oczy.
Zakłady w rozmaitych krajach urządzone według systemu Froebla, za przewodnice i dozorczynie mają same kobiety i to bardzo młode najczęściej. W Niemczech zadania tego podejmują się majętne nawet niezamężne osoby, a przedstawia to korzyść niemałą dla społeczeństwa, bo wprowadza kobiety mające być kiedyś matkami w świat dziecięcy, poucza je własności i potrzeb istot, których podobnym będą z czasem jedynymi i naturalnymi opiekunkami.
Ogrody Froebla chociaż głównie służą hodowaniu dzieci do lat siedmiu, przyjmują jednak i starsze; korzystają z nich niekiedy i takie nawet, które uczęszczają już do szkół.
Utrzymują, że nauczyciele szkól niemieckich znajdują więcej pracowitości, pożytecznych przyzwyczajeń umysłowych i umysłowego rozwoju u dzieci, które się hodowały w ogrodach, niźli u innych. Tymże samym zamiłowaniem do pracy i wyćwiczeniem pojętności w dzieciach swych cieszą się matki, których córki z zakładów tych wracają.
Wielce byłoby pożądaną rzeczą, aby wyborne pomysły niemieckiego pedagoga jak najprędsze i najszersze znalazły u nas zastosowanie24.
Tymczasem nim dla klasy uboższych mieszkańców miast otworzą się liczne zakłady, w których dzieci ich będą mogły rozwijać się fizycznie i wzrastać swobodnie śród natury i ruchu, ci, którzy przebywają po wsiach lub posiadają w miastach obszerne mieszkania, podwórza i ogrody, powinni nie spuszczać z uwagi tego, że ruch swobodny, ćwiczenia fizyczne, działanie słońca potrzebne są dla przyszłego zdrowia ich dzieci bez różnicy płci i że według słów Śniadeckiego: „co tylko hamuje, osłabia, opóźnia lub z przyrodzonego toru sprowadza wzrost i organizm, to wszystko szkodzi nie tylko zdrowiu i władzom fizycznym, ale nawet sercu i władzom umysłu” (O fizycznym wychowaniu dzieci). Trzecim, a nie najmniej ważnym czynnikiem fizycznego życia dziecka jest: temperatura, jaka je otacza. Mniej potrzeby pożywczych pokarmów, mniej konieczności ruchu dowodzić trzeba, niż zbawiennych skutków przyzwyczajania dziecka do wszelkich odmian powietrza. Śniadecki dla niemowląt już radzi częste odmiany temperatury, a w epoce dzieciństwa najusilniej zaleca przyzwyczajać dzieci do chłodu, upału i wilgoci. Według zdania lekarzy ciepło w pokojach dziecinnych nie powinno przenosić 12 stopni.
Pod tym zresztą względem, jak i w wielu innych razach, dzieci okazują same zadziwiająco trafny instynkt.
Widzimy je nieraz gwałtownie wyrywające się na chłód i niepogodę. Według zdania kompetentnych ludzi, nie należy przeszkadzać im w tych popędach. Niech stosownie odziane czynią zadość tym wrodzonym instynktom natury, objawiającym się zarówno w dziewczętach, jak w chłopcach.
Jak ostatnim, tak i pierwszym posłuży to do nabycia hartu, uchroni je w przyszłości od licznych chorób, tak często doskwierających kobietom wskutek najlżejszej zmiany temperatury, uczyni je bardziej zdolnymi do walczenia z żywiołami, z którymi każda, by25 największym otoczona blaskiem, w ciągu życia do czynienia mieć musi.
W tym wszystkim jednak należy względem dziewczynek zachowywać pewne ostrożności potrzebne dla przechowania ich zewnętrznego wdzięku. Wzgląd ten, jak się to na pozór zdawać może, nie wypływa bynajmniej z pobudek próżności, jedną bowiem z ważnych części wychowania fizycznego kobiety jest obok rozwijania w nich siły i zdrowia, tymże rozwijaniem wspomagana troskliwość o utrzymanie w nich i rozwiniecie zewnętrznej piękności. Piękność kobiety przy złym i nietrafnym fizycznym, umysłowym i moralnym wykształceniu, staje się szatanem próżności, lekkomyślności i złych podszeptów, ale obok dobrego skierowania władz cielesnych i duchowych jest ona wzniosłą, szeroką, moralizującą, estetyczną stroną ludzkości.
Uszlachetniona rozumem i uczuciem piękność ta w posiadaniu rozumnej i zacnej kobiety jest talizmanem, który zakląć może wiele złych, a obudzić wiele dobrych potęg tej ziemi. Lekceważyć jej nie można, a trzeba tylko dać ją pojąć kobiecie w prawdzie jej i szlachetnym znaczeniu.
Fizyczną piękność kobiety wychowujący widzą najczęściej w pieszczotliwości i drobności form, i w mających niby podnosić jej świetność gałgankach. Przeciwnie jest, piękność prawdziwa zasadza się na sile i harmonii kształtów, bogactwie zdrowia, na rozwinięciu wszystkich części organizmu aż do krańców należnego i naturalnego rozwoju. Według klasycznych pojęć o pięknie, wszystkie w kobiecie kształty i kończyny organów nie krępowane, ale ćwiczone ruchem i swobodą, winny rozwinąć się do naturalnej wielkości, skóra ma być cienka i sprężysta, ale niekoniecznie alabastrowa lub kropli krwi pozbawiona na pozór. Do tak rozwiniętych kształtów, do tak w porządku utrzymanej skóry na twarzy i rękach, jeśli przyłączy się blask oczu towarzyszący zwykle zdrowiu, giętkość i lekkość postaci będąca wynikiem fizycznych ćwiczeń odbywanych w dzieciństwie, białość zębów i bogactwo włosów niezepsutych chorobami, kobieta, choćby o nieregularnych rysach nawet, przedstawi typ plastycznej fizycznej piękności. Niech tę Galateę doskonale urobioną dłutem niezepsutej natury ożywi niebieski promień myśli i uczucia, a przez nią i dla niej niejeden powstanie Pigmalion, mistrz w różnych dziedzinach działalności i umysłowości ludzkiej.
Nie należy ukrywać przed małą dziewczynką, że się dba o jej wdzięk powierzchowny, ale należy dać jej zawczasu poznać, na czym wdzięk ten zależy. Owszem, niech kobieta wie od dzieciństwa, że piękność jest miłym podarunkiem otrzymanym przez nią od natury, którego stracić ani zepsuć jej nie wolno, ale niech wie zarazem, że dla przechowania i rozwinięcia tego daru ma ona być zdrową, dobrą i rozumną, że ku temu nie o kosztowność i bogactwo stroju starać się powinna, ale o dzielność i zdrowie ciała, o bogactwo i pełny rozwój władz ducha.
Po latach siedmiu rozpoczyna się dla dziecka trzecia epoka: dzieciństwo jeszcze, ale coraz szybszym krokiem zbliżające się do młodzieńczości. W tej porze umysł zaczyna pracować z większą niż dotąd siłą, i w dziecku wyraźnie już ukazują się cechy charakteru i umysłu, które staną się własnością człowieka — dziewczynki mianowicie fizycznie i moralnie rozwijają się w tej epoce bardzo szybko.
Jeżeli pod względem moralnym i umysłowym cała przyszłość dziecka zależy od tego, jak go w tym czasie nauczają i wychowują, strona fizyczna i tu również niepoślednią gra rolę.
Kształcenie umysłowe zabiera wprawdzie pierwsze miejsce, ale organizm fizyczny ma także swoje potrzeby, którym zadość uczynić wypada pod karą zupełnej często bezowocności starań na korzyść umysłu wyłożonych.
Trudno, niepodobna już nawet zostawić w tym czasie dziewczynce tak zupełnej swobody26, jakiej używać powinna była w pierwszym dzieciństwie, niemniej jednak rozwijanie zdrowia, siły i sprężystości członków za pomocą ćwiczeń fizycznych, nie przestaje być nieodzownym wymaganiem organizmu.
Dla zadośćuczynienia wymaganiu temu, pedagodzy podają środki następne27: przechadzki, gimnastykę, tańce, kąpiele zimne, naukę pływania. Najprostszym i dla wszystkich najprzystępniejszym, a zarazem wielce korzystnym ćwiczeniem jest przechadzka bez względu na porę roku, a nawet stan temperatury.
Jeżeli w przechadzkach dzieci mają rozumnych przewodników, oprócz fizycznej i umysłową wielką korzyść odnieść z nich mogą.
Na wsi w długich i częstych wycieczkach, przypatrzą się naturze w całym bogactwie i rozmaitości jej objawów, począwszy od wiosennego pierwiosnka aż do zimowego szronu brylantowym blaskiem pokrywającego lasy; — w mieście oznajomią się ze zbiorowiskiem ludzi rozmaitych postaci i położeń, oswoją się z tą mieszaniną bogactwa i nędzy, pracy i próżniactwa, interesów i pospiechów, które są sprężynami ruszających się po miastach tłumów.
I błędne byłoby mniemanie każdego, kto by sądził, że dziewczynce mniej niż chłopcu potrzebnym jest oznajomienie się z naturą i społecznymi objawami.
Przecież nie w zamknięciu haremu, ani w murach klasztornych żyć jej przyjdzie w przyszłości, ale śród tej natury i między tymi ludźmi pracować ona będzie, działać, cieszyć się, kochać i cierpieć.
Niech więc zawczasu patrzy na wszystko i wszystkich, a plony spostrzeżeń i nowych pojęć, jakie przynosić będzie z przechadzek, przyniosą pożytek dla jej ducha taki, jaki przez ruch fizyczny odniesie ona dla ciała.
Drugi rodzaj ćwiczeń fizycznych jest na nieszczęście mniej łatwym do udzielania dorastającemu dziecku.
Gimnastyka kobieca różni się w pewnych przynajmniej szczegółach od gimnastyki męskiej. Aby przyniosła całą korzyść, jaka z niej wypłynąć może, powinna być systematyczną, stosowną według różnych prawideł czerpanych znowu z różnych pojedynczych kompleksji i organizacji. Dla takiego gimnastykowania dzieci potrzeba wyłącznych ku temu urządzonych zakładów.
Są kraje, w których zakłady gimnastyczne dla dzieci zostały już powszechnie przyjęte i urządzone: Niemcy mianowicie celują w tym względzie, Berlin posiada podobny zakład pierwszorzędny w Europie.
U nas jeszcze, z wyjątkiem Warszawy, zakładom gimnastycznym, tak jak ogrodom Froebla, życzyć należy najprędszego istnienia.
Tymczasem zaś wychowujący winni jako tako domową gimnastyką zastępować brak pożądanych zakładów.
Są przynajmniej pewnie ćwiczenia bardzo przystępne, niewymagające skomplikowanych przyrządów, dające się urządzić w każdym miejscu. Takimi są przeskakiwanie przez sznur, podnoszenie ciężarów, zawieszanie się na horyzontalnie umieszczonym w górze drągu, nadawanie rękom różnych położeń itp. Szczegółowe wskazówki dla uskutecznienia tych ćwiczeń znaleźć można w wielu książkach pedagogicznych jak np. Rady dla matek Thierry’ego.
Gdy mowa o tańcu, tym trzecim sposobie fizycznych ćwiczeń dla dorastających dziewczynek, mimo woli zwraca się uwagę na to, iż mało kto uczy dziewczęta tańców z myślą o fizycznej korzyści, ale ogólnie ćwiczenie to uważane jest za pole do popisu, a przynajmniej za środek do popisywania się kiedyś. Zobaczymy później, że to samo zgubne pomieszanie celów i środków gra wielką a nieszczęśliwą rolę w innych gałęziach wychowania.
Występuje tu znowu kwestia piękności kobiecej. Zręczność ruchów, elastyczność ciała i lekkość w poruszeniu całą postacią nabywane przez naukę tańczenia, przynoszą zapewne pożytek nie tylko rozwojowi zdrowia i sił, ale i piękności zewnętrznej. Wszakże nie można dość często powtarzać, iż należy uczyć kobiety być pięknymi nie dla popisu, nie dla pochwały, ale przez miłość dla samego piękna, przez wewnętrzne jego poczucie i pojęcie o estetycznym na świecie zadaniu kobiet.
Naukę pływania zalecają bardzo lekarze i pedagodzy jako zbawiennie wpływającą na hart fizyczny, zdrowie i dobrze pojętą piękność kobiety; ale ponieważ mniejszości tylko dostępną ona być może, zastąpić ją tedy wypada o ile można ćwiczeniami gimnastycznymi i zimnymi kąpielami.
Jest jeszcze jedna strona fizycznego wychowania bardzo zaniedbana u kobiet, a tą jest wzbudzanie w kobiecie fizycznej odwagi za pomocą oswajania jej ze wszystkim, do czego poczuwa instynktowy wstręt lub obawę. Tak na przykład rzeczą jest zupełnie przyjętą, że kobieta obawia się zwierząt, owadów, burzy, grzmotów, ciemności, umarłych, przechylania się powozu z boku na bok w czasie podróży i rozmaitych podobnych rzeczy, a wszystkie te dziwactwa usprawiedliwiane bywają słabością nerwów lub wrodzoną do czegoś odrazą. Co do słabości nerwów samo przez się wynika, że przy zachowaniu wszystkich rozumnych warunków: pokarmu, ruchu, temperatury, fizycznych, systematycznych ćwiczeń, słabość ta będzie istnieć tylko wyjątkowo, a wrodzony do czegokolwiek wstręt, jeśli się i zdarza kiedy, trafnymi usiłowaniami stłumionym być może.
Szczególniej niedorzeczna obawa ciemności i umarłych, jaką tak często zdarza się spostrzegać u kobiet, bywa skutkiem mistycznego kierunku nadawanego ich umysłom od niemowlęctwa prawie, grożeniem im różnymi potwornymi dziadami i cyganami, a jeszcze bardziej opowiadaniem im bajek o umarłych, upiorach czarownikach, straszliwych cudach itd.
Nic nie może być zgubniejszym fizycznie i moralnie nad takie grożenie dzieciom potworami i bawienie ich przestraszającymi bajkami. Groźby te i bajki uderzają o słaby mózg dziecięcy, rozstrajają nerwy i wstrząśnieniami, jakich dziecię doświadcza przy ich słuchaniu, osłabiają cały organizm; następnie mącą one pojęcia i na całe życie nadają umysłowi kierunek mistyczny, bardzo zgubny, bo wprowadzający go w świat zaziemski i bajeczny, a zasłaniający przed nim prawdę, na której poznaniu zależy cała jego moc i wartość; nareszcie bywają przyczyną halucynacji, rozegzaltowania wyobraźni, nadzwyczajnych widzeń i objawień paraliżujących zdrową działalność podległego im człowieka i szerzących błąd pomiędzy nieoświeconymi lub łatwowiernymi umysłami.
Takiego to rozegzaltowania wyobraźni i mistycznego umysłowego kierunku wynikiem była przerażająca historia sławnych już w 19-m wieku „świętych” Anny Katarzyny Emmerich w Niemczech i Marii Dominiki Lazzari we Włoszech. Mistycyzm posunięty do szaleństwa tak rozstroił ich fizyczny organizm, że całe ich życie było jednym ciągiem spazmatycznych konwulsji, a całe ciało pokryło się ranami, w których łatwowierni dojrzeli łaskę cudu. Naturę i przyczynę tych szczególnych zjawisk uczenie wytłumaczył Alfred Maury w książce pod tytułem: La magie au moyen âge, z której łatwo przekonać się można, że Katarzyna Emmerich i Dominika Lazarri były nieszczęśliwymi istotami obałamuconymi przez mistyczny kierunek umysłu, a potem czysto fizyczną histeryczną chorobą, jaka z kierunku tego wynikła, obałamucającymi i w błąd wprowadzającymi umysły innych.
Jeżeli grożenie dziecku różnymi dziwolągami i opowiadanie mu o rzeczach nadprzyrodzonych a przerażających nie każdą kobietę doprowadzić może do nieszczęsnego stanu, jakiemu uległy dwie „święte”; toć jednak każde dziecię dorósłszy, mniej lub więcej odczuwa złe ich wpływy i albo wewnętrzną pracą, która wiele zużywa woli, otrząsać się z nich musi albo na całe życie pozostaje z niedogodnością i śmiesznością, jakie wynikają z urojonych obaw i niedostatku fizycznej odwagi.
W ogóle należy dziecię jak najmniej wprowadzać w świat nadprzyrodzony, bo filozofii, jaka się zawiera w pewnych o świecie tym pojęciach, zrozumieć ono nie może, a to tylko uderzy jego umysł i zwróci uwagę, co rozpalająco działa na wyobraźnię i szkodliwie wstrząsa fizycznym organizmem.
A dla uspokojenia, zabawienia i umoralnienia dziecka czyliż nie piękniejszą jest stokroć każda wdzięczna piosenka matki albo słodkie słowo przestrogi ubrane w obrazową formę i spływające na dziecię wraz z macierzyńską pieszczotą niż owe potworne baje o dziadach, Cyganach i czarownikach albo owe opowieści o świętych zstępujących z nieba i Piotrowinach28 powstających z grobu, które przejmują dziecię grozą i przestrachem, a których przenośni i filozofii zrozumieć ono niezdolne.
Ale natomiast najpilniej oswajać trzeba dziecię ze światem dotykalnym i przyrodzonym, z tym wszystkim, śród czego żyć mu przyjdzie w ciągłym zetknięciu. Niech nie lęka się ono ani zwierząt, ani owadów, ani gromów, niech, o ile to jest możebnym, posiądzie tę fizyczną odwagę, która połączona z moralnym męstwem stanowi piękne znamię człowieczeństwa i tak dzielnie wspomaga fizyczne i moralne zdrowie.
Wszystko, cośmy tu w krótkości i pobieżnie powiedzieli o fizycznym wychowaniu kobiety, da się streścić w kilku wyrazach będących w tym względzie rodzajem pia desideria29.
1) Trzeba, aby matki hodowały niemowlęta nie machinalnie, powodując się tylko natchnieniami serca, obałamuconego nieraz samą siłą macierzyńskiej miłości, tradycją lub kaprysem, ale spełniały te ważne zadania z wiedzą tego, co czynią, z wyrozumowanym pojęciem każdego względem niemowlęcia postępku.
2) Aby pokarmy udzielane dziewczynkom po wyjściu ich z niemowlęctwa były lepiej niż dotąd stosowane do istotnych potrzeb ich organizmu.
3) Aby dziewczynka od pory, w której zaczyna chodzić o własnych siłach, posiadała zupełną swobodę ruchu do lat 7 lub 8, a potem, aby godziny systematycznych i przywiązujących ją do miejsca nauk były dlań przeplatane godzinami przechadzki, gimnastyki, tańców, wszystkich, słowem, ćwiczeń wzmacniających i rozwijających ciało.
4) Aby w oswajaniu dzieci ze zmianami temperatury, wychowujący nie czynili tak wielkiej jak dotąd różnicy pomiędzy dziećmi dwóch płci.
5) Aby piękność zewnętrzna rozwijana była w kobiecie od dzieciństwa, nie jako środek, ale jako cel, nie jak błyskotka, ale jak estetyczna strona ludzkości. Ku temu służyć mają nie gałganki i sztuczne ozdoby, ale należyty rozwój wszystkich władz cielesnych, umysłowych i moralnych.
6) Aby unikać wszystkiego, co może wzbudzić w dziewczynce nerwową, chorobliwą lękliwość, a rozwijać w niej, przeciwnie, jak największą odwagę fizyczną.
7) Aby ogół wychowujących przejął się tą myślą i przez gruntowne zapoznanie się z istotą natury ludzkiej nauczył się tej prawdy, że tylko na podstawie dobrego fizycznego wychowania budować można umysłowy i moralny rozwój, że słabość lub skrzywienie tej podstawy wniwecz obróci całą budowę, choćby z największym wystawioną mozołem, że natura w nieubłaganej swej logice tak ściśle połączyła trojakie władze składające jedność istoty ludzkiej: ciało, umysł i serce — że z zaniedbania jednej z nich wynika niezbędnie kapitalna szkoda dla dwóch innych.