Od autora
Serdeczny przyjaciel mój, Jan Słomka młodszy8, najpierwszy z tych, którzy starali się wprowadzić mnie na udeptane ścieżki literackiej pracy chłopskiej, słuchając moich dorywczych opowiadań o przebytych kolejach swego życia, jął9 mnie namawiać do spisania tych przejść.
Ociągałem się długo. Bo na co to wszystko? Wszak życie moje ze swymi przejściami, wypadkami to jedna kropla z tego morza martyrologii ludu polskiego. Są to zdarzenia tak codzienne, tak pospolite i od wieków znane, że zdawało mi się, iż u nikogo chyba szerszego zainteresowania nie wzbudzą.
Ale skoro namowy przyjaciela mego przybrały z czasem charakter nalegania, uległem w końcu i na krótko przed wybuchem wielkiej wojny10 zabrałem się do pisania, podzielając słuszne zresztą zapatrywania jego, że praca niniejsza przydać się kiedyś może zawodowym biografom, niejednego zaś z hojniej przez naturę uposażonych spółbraci pobudzi do spisania bardziej interesujących przejść, a to już by coś znaczyło.
W dziełku niniejszym opisałem jedynie osobiste przeżycia, spostrzeżenia i wrażenia. Daleko mojej książeczce do tych ślicznych Pamiętników włościanina sędziwego wójta Jana Słomki11, traktujących wszechstronnie wszystkie przejawy wsi naszej; daleko jej również do tych barw i potoczystości języka, jakimi odznacza się pióro szanownego senatora Jakuba Bojki12. Wszystko w niej szare, tak jak dola życia jej autora.
Wychodząc z założenia, że niedomówienia, domyślniki, fałszywy wstyd przed tym, czego się wstydzić nie należy, nie odtworzyłyby wiernie całości obrazu, pisałem wszystko bez obsłonek. Zresztą będąc samoukiem, nie posiadam wyrobionej techniki pisarskiej i tym samym nie potrafię osłaniać drastyczniejszych szczegółów parawanem literackiego stylu.
Jeżeli więc komuś z bliskich sercu memu wyjaskrawieniem faktów sprawiłem przykrość — serdecznie go z tego miejsca przepraszam.
Dalszy ciąg opowiadania ukaże się, jak Bóg da, w swoim czasie.
F. K.