CXXIX

Któremu tę Balladę święcę,

Dla204 iego pani urodziwey:

Nie wszytkim miłość w szczodrey ręce

Niesie te dary: wielkie dziwy!

Toć on wywalczył swoią damę

W turnieiu króla Reneusa205,

Zagnawszy w kozi róg — nie kłamę! —

Hektora oraz Troilusa206.

Ballada, iaką Wilon udarował pewnego świeżo ożenionego szlachcica, ibży posłał ią swey małżonce, którą zdobył sobie mieczem

O świcie, kiedy głuszce na swym toku,

Wiedzione żądzą y cnym obyczaiem,

Skrzydłami pieszczą y, z radością w oku,

Parzą się chciwie y hołubią wzaiem,

Dzielić chcę z tobą, pani moia miła,

To, co kochankom iest świętem wesołem;

Wiedz, że to Miłość te igry stworzyła,

Y oto, czemu iesteśmy tu społem.

Będziesz mi panią serdeczną, bez sporu,

Aż się nie spełni żywot nasz, zbyt krótki;

Naysłodszym laurem moiego honoru,

Różdżką oliwną, koiącą me smutki;

Rozum mi każe — y, w takiey potrzebie,

Nakazy iego przyimę iasnem czołem —

Bych nie ustawał w mych służbach dla ciebie:

Y oto, czemu iesteśmy tu społem.

Co więcey, kiedy boleść na mnie spadnie,

Z rąk losu, gdy ów na mnie się pogniewa,

Twe wdzięczne oko ią rozproszy snadnie,

Tak iako wiater mglisty dym rozwiewa;

Takoż nie stracę ziarna, co go sieię

W twey roli, którą w pacht207 od Boga wziąłem;

Wnet owoc luby z niey mi się zaśmieie:

Y oto, czemu iesteśmy tu społem.