CXXXIII

Gontira ia się nie ustraszę;

Iak nikt, tak w iego tropy idę:

Lecz w tem się różnią ścieżki nasze,

Iże on chwali swoią biedę;

Być biednym, w zimie iak y w lecie,

On to za rozkosz ma iedyną,

Dla mnie zaś, gorszey doli w świecie

Nie masz. Gdzie racya? Sądźcie ino!

Ballada zatytułowana: przeciwrzeczenia Fran — Gontirowe

Na miętkim puchu canonicus gruby,

W kownacie ciepłey, dostatnio wysłaney.

Legł sobie obok Sydonii lubey,

Białey y gładkiey y wdzięcznie przybraney.

Przy słodkiem winie miłosną pogwarkę

Wiodą, na przemian w łóżku y przy stole,

Wprzód obnażywszy ciałka należycie:

Iak was tu widzę, widziałem przez szparkę!

Wówczas poznałem, że na duszne bole

Nie masz nic w świecie nad wygodne życie.

Gdyby Fran-Gontir y iego druhini

Mieli do smaku onych darów Nieba,

Czosnku, cebuli, co szpetnym dech czyni,

Nie szukaliby, ni zgrzebnego chleba;

Ani by na myśl im nie przyszło może

Na gołey ziemi ligać wraz219 pokotem:

Ieśli z rozkoszą dzielą serca bicie

Pod krzakiem róży, zaliż miętkie łoże

Nie lepsze? Iako? Możnaż wątpić o tem?

Nie masz nic w świecie nad wygodne życie.

Chleb iedzą suchy, gruby y owsiany,

Y piią wodę, ile dni iest w roku;

Ha! Wszytkich ptasząt śpiew zaczarowany,

Nie obstałby mi, przy takim wyroku,

Ni na dzień ieden, na ieden poranek.

Owo niech sobie, ze swoią Heleną,

Fran-Gontir igra — snadnie ich uźrzycie

Pod dzikim głogiem — niesyty kochanek;

Ba, ia tam swoie będę prawił ieno:

Nie masz nic w świecie nad wygodne życie.