LIV

Podawać piłkę, rzecz to gasza,

A żeńska chwytać ią do siatki;

Ot, cała słuszność, nasza, wasza,

Takie miłości są zagadki;

Wiary w tych igrach ty nie pytay,

Choćby sto razy ią poprzysiąc,

Y słówko stare pilnie czytay:

«Za iedną rozkosz — bólów tysiąc».

Podwóyna ballada w tymże samym przedmiocie

Miłuycie tedy, ile chcecie,

Weselcie się y trząście zdrowo,

Gdzie potrza y tak dopłyniecie,

Nie ma ta nad czem robić głową.

Miłości dur 108ogłupia ludzi;

Salomon109 przez nią wszedł w pogany:

Naymędrszy boday się spaskudzi...

Szczęśliw, kto nie zna, co te rany!

Orfeusz110, wdzięczny mistrz na fletni,

Chcąc folgę dać miłosney męce,

Omal nie zginął co naszpetniey

W Cerbera srogiey psiey paszczęce;

A Narcyz111, młodzian pięknolicy,

W studni głębokiey pogrzebany

Przepadł dla iakieyś krasawicy...

Szczęśliw, kto nie zna, co te rany!

Sardana, xiążę niezbyt słabe112,

Co Kretę wyspę zawoiował,

Rad był się przeinaczyć w babę,

Iżby śród dziewcząt dokazował;

Król Dawid, prorok w świecie rzadki,

Boiaźni bożey zzuł kaydany

Widząc gładziuchne dwa pośladki113...

Szczęśliw, kto nie zna co te rany!

Ammon114, udaiąc słabość ostrą,

Gdy go z litości hołubiła,

Sprosności czynił z Tamar, siostrą,

Aż się dlań szpetnie przykurwiła;

Herod, za tańce y figielki,

Przez tanecznicę ubłagany,

Ianowi zrobił despekt wielki...!

Szczęśliw, kto nie zna, co te rany!

O sobie biednym też rzec muszę:

Zbito mnie, niby w rzece płótno,

Na goło, drągiem... Na mą duszę,

Tę kaźń któż ziednał mi okrutną,

Ieśli nie Kasia115 czarnooka?

Wzięły po grzbiecie y kompany:

Ciurkiem płynęła tam posoka...

Szczęśliw, kto nie zna, co te rany!

Lecz, iżby przez to żaczek młody

Dzierlatki młode miał ostawić,

Nie! Chociaby go, łbem do wody,

Iak czarownika miano spławić,

Słodsze mu niż zbawienie własne!

Ba, wierzy im, li116 obłąkany:

Czarne brwi maią, czy tez iasne...

Szczęśliw, kto nie zna, co te rany!