179.

Szczęście epoki — Z dwóch względów epoka nasza winna uważać się za szczęśliwą. W stosunku do przeszłości karmimy się wszystkimi cywilizacjami i ich wytworami i karmimy się najszlachetniejszą krwią wszystkich czasów. Znajdujemy się jeszcze dość blisko czarodziejstwa tych sił, z których łona tamte się urodziły, żeby chwilowo z rozkoszą i dreszczem ulegać mu: kiedy tymczasem cywilizacje dawniejsze mogły karmić się tylko samymi sobą i nie wybiegały wzrokiem poza siebie, jak gdyby były nakryte mniej lub więcej ciasnym kloszem, przez który wprawdzie przenikało światło, lecz nie przenikało spojrzenie. W stosunku do przyszłości po raz pierwszy w historii odkrywa się dla nas niezmiernie wielka perspektywa celów ludzko-ekumenicznych, obejmujących cały świat zamieszkany. Jednocześnie czujemy się świadomi sił, że powinniśmy to nowe zadanie sami ująć w ręce bez zarozumiałości i że nie potrzebujemy pomocy nadprzyrodzonej. I jakikolwiek by był rezultat naszego przedsięwzięcia, choćbyśmy przecenili swe siły, nie ma nikogo, komu byśmy winni byli złożyć rachunek, oprócz nas samych: odtąd ludzkość może czynić ze sobą, co się jej podoba. — Istnieje wprawdzie szczególny gatunek ludzi-pszczół, które z kielicha jakiejkolwiek rzeczy potrafią zawsze wyssać tylko największą gorycz oraz irytację; — i w rzeczy samej, wszystkie rzeczy zawierają w sobie coś niemiodowego. Te mogą po swojemu odczuwać opisane szczęście naszej epoki i wypełniać wciąż ul swego niezadowolenia.