181.

Próżność jako rzecz wielkiej użyteczności. — Pierwotnie jednostka silna obchodzi się nie tylko z przyrodą, lecz także ze społeczeństwem i jednostkami słabszymi jak z przedmiotami gospodarstwa rabunkowego: wyzyskuje je, ile może, i następnie idzie dalej. Ponieważ wiedzie żywot bardzo niepewny, wahając się między głodem i nadmiarem, zabija zwierząt więcej, niż może pożreć, i rabuje i krzywdzi więcej ludzi, niż to konieczne. Przejawy jej siły są zarazem przejawami zemsty za stan pełen przykrości i lęku: następnie chce, żeby ją poczytywano za potężniejszą, niż jest, i z tego powodu nadużywa okoliczności: przyrost rozbudzonego przez nią strachu jest przyrostem jej władzy. Wcześnie spostrzega, iż nie to, czym jest, lecz to, za co ją poczytują, wznosi ją lub pogrąża: tutaj jest źródło próżności. Władca stara się wszelkimi środkami o wzrost wiary w swą władzę. — Poddani, drżący przed nim i usługujący mu, wiedzą z kolei, że akurat tyle są warci, ile dla niego mają znaczenia: dlatego pracują nad tym znaczeniem, nie zaś nad własnym zadowoleniem z siebie. My znamy próżność tylko w formach najbardziej osłabionych, w jej sublimatach i dawkach małych, ponieważ żyjemy w późnym, bardzo złagodzonym stanie społeczeństwa: pierwotnie jest ona rzeczą największej użyteczności, najsilniejszym środkiem do utrzymania się przy życiu. I mianowicie próżność była tym większa, im jednostka była przebieglejsza: albowiem powiększyć wiarę w potęgę łatwiej, niż powiększyć samą potęgę, lecz tylko dla tego, kto posiada ducha — lub, jak by się to mówiło w czasach pierwotnych, kto jest chytry i podstępny.