211.
Na gruncie hańby. — Kto chce ludziom odjąć jakieś wyobrażenie, nie zadowala się zwykle tym, że je obala i wyciąga z niego robaka nielogiczności, który się w nim kryje: raczej, zabiwszy robaka, rzuca i cały owoc w błoto, aby go w oczach ludzi pozbawić uroku i wszczepić wstręt do niego. Sądzi, iż w ten sposób znalazł środek, który czyni niemożliwym tak zwykle obalonym wyobrażeniom „zmartwychwstanie dnia trzeciego”. — Myli się, ponieważ właśnie na gruncie hańby, pośród nieczystości, nasienie wyobrażenia prędko wypuszcza nowe kiełki. — Tedy: nie należy ani wyszydzać, ani plugawić, co się ostatecznie chce usunąć, lecz z całym szacunkiem kłaść na lodzie, wciąż i wciąż na nowo, zważywszy, że wyobrażenia posiadają żywot bardzo uparty. Tutaj należy postępować według maksymy: „raz obalić znaczy tyle, co wcale nie obalać”.