318.

O panowaniu znawców. — Łatwo, śmiesznie łatwo, podać wzór wyborów do ciała prawodawczego. Przede wszystkim powinni być wydzieleni ludzie prawi i godni zaufania kraju, będący zarazem w czymkolwiek mistrzami i znawcami, i to przez wzajemne rozeznanie i uznanie; spośród nich znowu, przy wyborach ściślejszych i również przez szacunek i porękę wzajemną, winni być wydzieleni w każdym szczególnym rodzaju znawcy i uczeni najpierwsi. Jeśliby z nich składało się ciało prawodawcze, musiałyby wreszcie rozstrzygać w każdym wypadku tylko głosy i sądy najbardziej wyspecjalizowanych znawców, a uczciwość wszystkich pozostałych musiałaby być dość wielka i po prostu musiałoby się stać się kwestią przyzwoitości, żeby tylko im pozostawić głosowanie: tak iż w znaczeniu najściślejszym prawo byłoby wypływem rozsądku najbardziej znających się na rzeczy. — Obecnie głosują partiami: i przy każdym głosowaniu setki sumień musi się pokrywać wstydem — sumień ludzi źle poinformowanych, niezdolnych do wydania sądu, powtarzających, pociągniętych i porwanych za innymi. Nic bardziej nie poniża godności każdego nowego prawa tak, jak ten przylegający doń rumieniec wstydu z powodu nieuczciwości, do której zmusza każde głosowanie partiami. Lecz, jak się rzekło, łatwo, śmiesznie łatwo coś podobnego zaproponować: tymczasem żadna potęga w świecie nie jest dość silna, żeby urzeczywistnić coś lepszego — chyba że wiara w najwyższą pożyteczność wiedzy i wiedzących oświeci nawet ludzi z najgorszą wiarą i że przełożą ją nad panującą obecnie wiarę w liczbę. W znaczeniu takiej przyszłości niechaj hasłem naszym będzie: „Więcej szacunku dla wiedzących! I precz z wszelkimi partiami!”