22

Przytoczę jeden szczegół. Z melancholijnym żarem mówi Schopenhauer o piękności — czemuż ostatecznej? Gdyż zda się mu ona mostem, który wiedzie dalej lub budzi pragnienie dalszego pochodu... Jest dlań chwilowym zbawieniem od „woli” — nęci do wybawienia na wieki... Zwłaszcza sławi ją jako wybawicielkę od „ogniska woli”, od żądzy płciowej — w piękności widzi zaprzeczenie popędu płciowego... Święty dziwaku! Ktoś sprzeciwia się tobie, a jest nim przyroda. Po cóż w ogóle piękno barw, dźwięków, woni, rytmu istnieje w przyrodzie? i co wyłania piękno? — Sprzeciwia się mu na szczęście także pewien filozof. Nie byle jaka powaga, gdyż boski Plato (tak zwie go sam Schopenhauer) utrzymuje coś innego: iż wszelka piękność pobudza do płodzenia, iż właśnie na tym proprium88 działanie jej polega, od przejawów najbardziej zmysłowych do porywów najgórniej duchowych...