8.

Głębszy Boga ból, ty przedziwny świecie! Po boży sięgnij ból, po mnie ty nie sięgaj! Czymże ja! Upojna, słodka lutnia,

— północnej lutni brzęk, kumakowy dzwon; nikt jej nie rozumie, wszakże mówić musi, — przed głuchymi, o ludzie wyżsi! Nie rozumiecie mnie!

Pierzchło! Minęło! O młodości! O południe! o popołudnie me! Wieczór oto nastał i noc, i północ już nadeszła — wyje pies, wicher...:

Nie jestże wicher psem? Oto skomli i skowyczy, oto wyje wciąż.

Och! och! jakże ona wzdycha, jak się śmieje, jako rzęzi i jak dysze325, ta północna pora!

Jakże trzeźwo oto mówi ta pijana wieszczka! przepiła snadź326 upojenie swe? nadczujną snadź się stała? przeżuwa wstecz?

— swój ból przeżuwa we śnie ona, głęboka stara ta północ, a bardziej jeszcze rozkosz swą. Albowiem rozkosz już, gdzie głęboki ból: nad ból rozkosz głębiej drga.