1859

Sen:... Flecista... tony zmieniają się w gwiazdy i krążą naokoło niego...

Kobieta musi dążyć do panowania nad mężczyzną, bo czuje, że przez naturę przeznaczona jest do uległości wobec niego, i musi w każdym poszczególnym wypadku zbadać, czy mężczyzna ma prawo do tego przyrodzonego prawa swojej płci. Kobieta dąży więc do celu, który ją unieszczęśliwia w razie, gdyby go osiągnęła.

Jest ciężkim losem należeć do gatunku istot, który wyklucza piękność, jak wiele zwierząt, ale jeszcze cięższym być brzydką jednostką gatunku, który z reguły wytwarza jednostki piękne — ten los przypadł wielu ludziom.

Rewolucja francuska nie jest dramatem, lecz powieścią, i to bardzo brzydką.

Jest wątpliwe, czy istnieli przyjaciele tacy, jak Orestes i Pylades, za to przyjaciele tacy, jak Tubal i Shylock nie wymierają nigdy.

Historia ludzkości wydaje mi się czasem podobną do snu drapieżnego zwierzęcia.

W sztuce, jak we wszystkim, co żywe, nie ma postępu, są tylko urozmaicenia uroku.

Często żąda się od artysty bezinteresowności, która by bezwarunkowo udaremniła duchowy akt twórczy, podobnie jak zupełna obojętność wobec kobiety wyklucza akt fizyczny. Od tej bezinteresowności oczekuje się czystego utworu, z tej samej chyba racji, z jakiej po uścisku bez namiętności i ognia, oczekiwałoby się Mesjasza wolnego od grzechu. Wtedy jednak nie rodzi się nic.

Poezja ludowa w tym znaczeniu, w jakim się ją zwykle pojmuje, jest nonsensem, bo zawsze tworzyły tylko poszczególne jednostki. Lecz co prawda był czas, kiedy cały lud zbierał materiał poetycki, kiedy wskutek żywego jeszcze związku człowieka z naturą każdy coś obserwował i pomagał gromadzić owe tysiące rozsypanych motywów, z których potem miał powstać twór poetycki. Teraz obserwuje właściwie tylko ten, który ma także tworzyć, a przecież bez wątpienia milion oczu zauważy więcej niż jedna para choćby najbystrzejszych.

...Człowiek, który się zmienił i poprawił, i nie ma innego wroga, jak siebie samego z przeszłości, ale też przez tego wroga ginie...

Starożytni nazywali świat zwierzęciem i jakkolwiek dziecięco i dziecinnie brzmi to określenie, wiedzieli oni dobrze, co chcą przez to wyrazić. Cały wszechświat jest zwierzęciem i pomimo indywidualizacji prowadzi ogólne życie, bo z czegóż by pochodziła śmierć? Ale to zwierzę sobie wyobrażać jest najtrudniejszym zadaniem dla człowieka.

Natura kładzie piękno nie w swoje cele, lecz w środki do tych celów.

Świat pozostaje zawsze gospodarzem, który iluminuje swój dom dopiero po odjeździe cesarza.

Niejedną książkę czyta się z takim uczuciem, jakby się dawało autorowi jałmużnę.

Ostatnim losem dramatu jest zawsze to, że będzie czytany; dlaczego nie ma się zacząć od tego, na czym się kiedyś przecież skończy?

Idee są w dramacie tym, czym kontrapunkt w muzyce: same przez się niczym, ale warunkiem wszystkiego.

Jak przez opiłowywanie można kawałek kruszcu zmniejszyć, a nawet, jeśli się nie ustanie, sproszkować go, tak samo można zniszczyć rozum przez „kształcenie”.

Zarozumiałość jest u człowieka wyższego pierwiastkiem zachowującym, u niższego rozkładowym.

Zajmując się zwierzęciem, mam do czynienia z myślą natury, i to z myślą niezgłębioną, bo któż dotrze do głębi pojęcia organizmu? Ale jeżeli się zajmuję człowiekiem niewybitnym, to młócę słomę, bo natura nie wypowiada się przez niego bezpośrednio, a on sam nie ma nic do powiedzenia. A nawet przed najwybitniejszym człowiekiem ma zwierzę względne pierwszeństwo, bo wypowiada myśl swojego gatunku czysto i całkowicie; a któryż człowiek to czyni?

Przy oglądaniu Tycjanowskiego Chrystusa z monetą czynszową wpadło mi na myśl, że Chrystus nadaje się malarzowi tylko w akcji, ale że przez to zatraca się podstawowe pojęcie jego istoty.

Kto się oddaje wrażeniom z dzieła sztuki, przebywa ten sam proces, co artysta, który je stworzył, tylko w odwrotnym porządku i nieskończenie szybciej.

Dawać koncert na stole a być mądrym w towarzystwie — jest to samo.

Człowiek poddaje bezwzględnie wszystko pod kategorie estetyczne i logiczne. Robię tę obserwację właśnie w poczekalni kolejowej: gdy kto wejdzie, odczuwam najpierw, czy jego zachowanie się jest komiczne, czy nie. Potem pytam: Co uczynisz? Na którym krześle usiądziesz? Gdzie położysz pakunek?

Głupota jedzie na wysokim koniu, a rozum i spryt kroczą po obu bokach jak giermki, aby ją podnieść na siodło, gdy spadnie.

Wielki styl życia różni się od zwykłego tak, jak czytanie od sylabizowania.

Na drodze, którą chodzą królowie, powinny leżeć zgubione diamenty. Jeżeli żebrak żadnych nie znajdzie, ma prawo wątpić w majestat królewski.