SCENA V

Ciż i La Hire

KAROL

idąc naprzeciw niemu

Witaj nam! Jakież przynosisz nowiny?

Jestże nadzieja?

LA HIRE

Tak! W Bogu i w broni!

KAROL

Co? Burgund nie chce naprawić swej winy?

Odrzuca zgodę? Cóż powiedział o niej?

LA HIRE

Przed wszystkiem innem, nim dalszej umowie

Nakłoni ucha, chce, byś Du Chatela,

Co go zabójcą ojca swego zowie,

Wydał mu w ręce.

KAROL

Ja dać przyjaciela

Na zemstę wrogom! Cóż, jeśli odmówię?

LA HIRE

Układ zerwany.

KAROL

Nazbyt się ośmiela!

Czy żeś go wyzwał, by jako mąż z mężem,

Mimo krwi związków i stanu różnicę,

Sam spór swój ze mną rozstrzygnął orężem?

LA HIRE

Złożyłem przed nim twoją rękawicę,

Mówiąc, że zstąpisz z wysokości tronu,

By kraj swój przed nim swą piersią zasłonić,

I, choć niewinny ojca jego zgonu,

Czci swej chcesz mieczem od zarzutów bronić.

Lecz odpowiedział, że nie ma potrzeby

Wieść bojów o to, czego jest już panem.

Gdy zaś koniecznie chcesz tego, ażeby

Walczyć z nim, znajdziesz go pod Orleanem.

To mówiąc, usta przygryzał zawzięcie,

I z tem do innych oddalił się gości.

KAROL

Żadenże12 za mną w moim parlamencie

Nie wzniósł się czystej głos sprawiedliwości?

LA HIRE

Głuszy go wściekłość stronnicza. Parlament

Ród twój i ciebie pozbawił korony.

DUNOIS

O biedny kraju, gdzie, ufny w praw zamęt,

Gmin chce obalać i stanowić trony!

KAROL

Cóż matka moja? Byłżeś13 u niej?

LA HIRE

po chwili namysłu

Panie,

Byłem w Saint-Denis, gdy przywłaszczyciela

Święcono królem. Strojni Paryżanie,

Jak w dzień godowy, z okrzykiem wesela

Stali po drodze, a gminna hałastra

Śród muru włóczni i puklerzy stalnych

Ciągnęła powóz Henryka Lankastra

Pod cieniem łuków i bram tryumfalnych.

Król-dziecko omal nie płakał z przestrachu,

Gdy lud z szalonym witał go zapałem.

Angielskie wojska przy kościelnym gmachu

Stały pod bronią. Wszedłem i widziałem,

Jak siadł na świętej Ludwika stolicy.

Po bokach stali dumni jego stryje,

Bedford i Gloster, a u stóp lennicy

Na klęczkach, kornie nachylając szyje,

Hołd mu składali. Burgund na ich czele!

KAROL

O zdrajca!

LA HIRE

Dziecię patrzyło nieśmiele,

I, wchodząc na tron, potknęło się w kroku.

«Zły znak, zła wróżba!» szeptano dokoła,

Śmiech nawet powstał; gdy wtem nagle z boku

Matka twa, panie, weszła do kościoła...

I...

KAROL

Mów!

LA HIRE

I, w pomoc podawszy mu dłonie,

Sama go na twym posadziła tronie.

KAROL

O matko, matko!

LA HIRE

Widziałem: lud cały

Wzdrygnął się na to i nawet Anglicy

Spuścili oczy. Sam Burgund zuchwały

Oblał się wstydem, a w każdej źrenicy

Znać było zgrozę. Zapewne dostrzegła,

Wzrok jej zaiskrzył i, skinieniem ręki

Dając znak, groźnem lud okiem przebiegła,

«Francuzi! — rzekła — mnie składajcie dzięki,

Że w pień spróchniały waszych królów domu

Zaszczepiam gałęź laurowego wieńca

I tron wasz świetny ochraniam od sromu,

By na nim wami rządził syn szaleńca!»

Król zakrywa twarz — Agnieszka bieży ku niemu i bierze go w swoje objęcia — wszyscy obecni okazują wzgardę i przerażenie.

DUNOIS

Tygrzyca14! Potwór! A! furyja z piekła!

KAROL

po pauzie do radców

Widzicie sami, w jakim rzeczy stanie.

Śpieszcie, by próżno krew ludzka nie ciekła,

Powiedzieć waszym braciom w Orleanie,

Że ich uwalniam od wierności ku mnie,

I na Burgunda, radzę, by się zdali.

Zawzięty na mnie, postępuje dumnie,

Lecz zwą go Dobrym, on miasto ocali.

DUNOIS

Jak to? Czyż innych nie znajdziesz już środków?

RADCA

klękając

Nie! Słów tych, królu, nie odniesiem ziomkom.

Sławę z wierności wzięliśmy od przodków

I nieskażoną zostawim potomkom.

Ty nam swej tylko nie cofnij opieki,

A zginiem raczej!

DUNOIS

Nie wstydże15 ci, królu,

Że wolisz hańbą okryć się na wieki,

Niż oko w oko wrogom zajrzeć w polu,

Że poniewierasz miast Francyji perłą,

Co, jako ona, przodków twoich berło

Zdobiło z wieków?...

KAROL

Dość już krwi płynęło!

Bóg snać swą rękę ociężył nade mną.

We wszystkich bitwach wojsko me pierzchnęło,

Najwaleczniejsi zginęli daremno;

Parlament wyzuł mię z tronu; stolica

Z bezwstydną pompą święci tryumf wroga;

Najbliższy krewny, ha! własna rodzica

Zguby mej pragną; lud przejęła trwoga!

Mamliż16 krew jeszcze, jak próżną ofiarę,

Lać dla mej dumy? Nie, ustąpmy raczej!

Opór daremny! — Przejdźmy za Loarę

Czekać i znosić, co nam Bóg przeznaczy.

AGNIESZKA

Nie dopuść, Boże, byś spełnił twe słowa,

Byś tak sam sobie i ojczyźnie skłamał!

Nie! Nie z twej duszy pochodzi ta mowa:

Sprośny czyn matki twoją stałość złamał!

Lecz wiem, że męska wnet wróci otucha,

I znów, jak puklerz, moc twojego ducha

Zostawisz losom!

KAROL

ponuro

Nie! Dłoń przeznaczenia

Widna w tem wszystkiem: Bóg od mego domu

Twarz swą odwrócił; matki złorzeczenia

Wzięły swój skutek! Pasmo klęsk i sromu17

Snuje się z dawna: ojciec mój w szaleństwie

Wiek skończył, bracia pomarli w lat kwiecie,

A ja!... Ach, próżno, próżno ufać w męstwie!

Plemię Walezych upadło na świecie.

AGNIESZKA

W tobie, Karolu, zakwitnie na nowo!

Wierz tylko w siebie! O, nie bez zamiaru

Bóg cię ocalił, gdy i nad twą głową

Wisiał cień śmierci, i z Jego to daru

Dzierżysz to berło, co trzech pierworodnych

Posiąść wprzód miało. Bo On w duszy twojej,

W uczuciach twoich słodkich i łagodnych,

Upatrzył balsam, co kiedyś zagoi

Rany ojczyzny i w sercach niezgodnych

Uśmierzy gniewy i zemstę rozbroi!

Tyś jest wybrany, by w cieniu oliwy

Dźwignąć i wsławić swój naród szczęśliwy!

KAROL

Ja? Nie, niestety! W tej burzliwej toni,

Z której ojczyźnie nie wyniść bez cudu,

Ster jej silniejszej potrzebuje dłoni.

Ach, i ja może byłbym ojcem ludu,

Co by mię poznał, co by chciał mię wspierać

I miłość płacił miłością wzajemną!

Ale nie umiem serc mieczem otwierać,

Które nienawiść zamyka przede mną.

AGNIESZKA

Lud dał się uwieść, namiętność go łudzi!

Ale dzień bliski, że, z mlekiem wyssana,

W sercach się Franków na nowo obudzi

Dziedziczna miłość dla prawego pana;

Obudzi dawna dwóch ludów nienawiść,

Co je na wieki jak morze rozdziela,

A dumnych wodzów niezgoda i zawiść

Musi osłabić moc nieprzyjaciela.

Wytrwaj więc tylko i nie cofaj kroku!

Każdy ślad wrogów niech krew ich naznaczy!

A nade wszystko, jak źrenicy w oku,

Strzeż Orleanu! Popalić każ raczej

Mosty i łodzie, poniszczyć przeprawy,

Niżbyś swą hańbę i żywot tułaczy

Niósł za Loarę, ten Styks twojej sławy!

KAROL

Com mógł, zrobiłem! Pojedynczym bojem,

Rycerz z rycerzem, chciałem spór mój skończyć,

Pokój okupić chciałem życiem mojem.

Lecz mamże darmo krew mych ludów sączyć?

Mamże, jak owa nieprawdziwa matka,

Dozwolić raczej, by wróg krwawym mieczem

Płatał me kraje, niszczył do ostatka?

Nie! By je zbawić, sami się ich zrzeczem.

DUNOIS

Toż mowa króla? To zapał młodzieńca?

To zamiar, który mężowi przystoi?

Najlichszy z gminu krew, życie poświęca

Zdaniu, miłości, nienawiści swojej.

Strona jest wszystkiem, gdy domowej wojny

Sztandar powionął. Starzec i niewiasta

Chwyta za oręż; rzemieślnik spokojny

Kruszy swój warsztat; kupiec pali miasta;

Rolnik swe własne zasiewy wyniszcza,

By ci zaszkodzić lub pomóc w potrzebie.

Nikt nie oszczędza drugich, ani siebie.

Walcząc za swoje bogi lub bożyszcza.

A ty! Król! Miałbyś z litości niemęskiej

Praw się swych zrzekać, odrzucać nadzieje,

By skrócić wojny nieuchronne klęski?

Nie! Niech się wojna sama wyszaleje!

Nie tyś ją zaczął, a że lud za króla

Krew swą lać musi, w tem jest niebios wola,

W tem prawo świata! I biada narodom,

Co by swym królom, swej czci i swobodom,

Krwi swej lub mienia szczędziły w ofierze!

KAROL

do radców

Próżno czekacie! Bóg was niechaj strzeże!

Ja nic nie mogę.

DUNOIS

Niechże Bóg zwycięstwa

Tak się na wieki odwróci od ciebie,

Jak ty od kraju w dniach niebezpieczeństwa!

Ale pamiętaj, że zgubisz sam siebie.

Że cię nie Burgund, nie moc Albionu,

Lecz własna małość strąca z ojców tronu!

Francyji trzeba króla-bohatera,

A ty!... Żegnam cię!

do radców

Król się was wypiera...

Lecz ja, w tej ojca mojego dziedzinie,

Idę się z wami zagrzebać w ruinie.

Chce odchodzić, Agnieszka go zatrzymuje.

AGNIESZKA

do króla

O, nie dopuszczaj, aby odszedł w gniewie!

Zbyt ostry w słowach, prawda! Lecz któż nie wie,

Jakim jest w sercu, jak w każdej potrzebie

Ostatnią kroplę krwi odda za ciebie?

Pójdź, pójdź, Dunois! Wyznaj, że w zapale

Nadtoś powiedział! A ty mu wspaniale

Przebacz z prędkości niemyślane słowo!

O pójdźcie, pójdźcie! Niech złączę na nowo

Dłonie i serca wasze, nim zawzięty

Gniew je zajątrzy i drobną dziś szparę

Zamieni w przepaść!

Dunois pogląda na króla, zdając się oczekiwać na jego odpowiedź.

KRÓL

do du Chatela

Każ mój dwór i sprzęty

Przenieść na łodzie! Idziem za Loarę.

DUNOIS

prędko do Agnieszki

Żegnaj!

Odwraca się śpiesznie i odchodzi; za nim radcy.

AGNIESZKA

załamuje ręce

O, teraz, tośmy pozostali

Jedni18 prawdziwie! On był nam podporą!

Idź, śpiesz, La Hirze! Błagaj go, azali19

Nie da się zmiękczyć i wróć go nam skoro20!

La Hire odchodzi.