SCENA PIĄTA

Królowa, Carlos.

Markiz Poza i Markiza Mondekar usuwają się w głąb sceny.

CARLOS

klękając przed Królową

Przecież wydarłem szczęściu jedną chwilę błogą,

W której do ust przycisnąć mogę rękę drogą.

KRÓLOWA

Co za napaść zuchwała! Jakiż krok szalony!

Powstań! Dwór mój w bliskości — możesz być zdradzony!

CARLOS

O! Nie ruszę się z miejsca! Tu, przy twoim boku,

Pod wpływem czarodziejskim twojego uroku,

Ja pragnę w ziemię wrosnąć w tej kornej postawie.

KRÓLOWA

Szalony! Śmiesz zuchwałe popełniać bezprawie

Nadużyciem mej łaski. — Gdzie zmierzasz tą mową?

Wiesz, że jestem twą matką, że jestem królową,

Że sama za ten napad mą skargę do tronu

Zaniosę...

CARLOS

I że na mnie padnie wyrok zgonu!

O! Niechaj mnie oderwą stąd na rusztowanie49!

Chwila w raju przeżyta za wieczność mi stanie50.

KRÓLOWA

A królowa?

CARLOS

powstając

O Boże! Mój Boże! Odchodzę.

Czyż nie muszę, twą wolą odepchnięty srodze?

O! Matko! Jak okropnie igrasz, gdy skinieniem,

Jednym ust twoich słowem, gdy jednym spojrzeniem

Strącasz mnie z życia w nicość.

Co chcesz, by się stało? —

Ja ci chętnie poniosę z uległością całą

Każdą ofiarę, jaka pod słońcem być może —

Każdą na twe żądanie...

KRÓLOWA

Uchodź więc!

CARLOS

O Boże!

KRÓLOWA

O Karolu! Uchodź stąd! Nie zostajmy sami!

To jedno, o co ciebie zaklinam ze łzami,

Zanim dwór mój powróci, straż mego więzienia.

Uchodź! Zanim nas złowią ich śledcze spojrzenia

I do uszów ojcowskich wieść poszepną skrycie.

CARLOS

Czekam mojego losu! Mniejsza, śmierć czy życie!

Jak to? Na toż nadziei wyczerpałem tyle

Na tę jedyną w życiu spotkania cię chwilę

I rozmowę bez świadków — by dla płonnej51 trwogi

Rzucać cel osiągnięty i wracać się z drogi?

Nie, królowo! Świat może setki i tysiące

Lat krążyć, nim mi wznijdzie raz drugi to słońce

I tę chwilę powtórzy ze swej łaskawości.

KRÓLOWA

Ta chwila nie powinna wrócić i w wieczności!

Nieszczęsny! Czego możesz pożądać ode mnie?

CARLOS

O królowo! Jam walczył, lecz walczył daremnie!

I żaden ze śmiertelnych — Bóg jest świadkiem moim —

Tyle życia nie stargał, nie oblał go znojem

Jak ja w krwawych zapasach. Wyczerpana siła!

Dziś mi męstwa nie starczy, boleść mnie zwalczyła!

KRÓLOWA

O! Przestań! Jeśli moje szczęście jest ci drogiem.

CARLOS

Moją byłaś jedynie przed światem i Bogiem.

Niebo mi cię oddało, przyznały dwa trony,

A Filip świętokradzko skarb posiadł skradziony!

KRÓLOWA

Filip jest ojcem twoim.

CARLOS

Ale twoim mężem.

KRÓLOWA

On ci trony oddaje potężne orężem.

CARLOS

A moją narzeczoną matką dla mnie głosi.

KRÓLOWA

Wielki Boże! Myśl twoją szaleństwo unosi.

CARLOS

A czy wie o swym skarbie? Czy ma serca tyle,

Aby ci nim odpłacił każdą szczęścia chwilę?

O nie! Ja ust synowskich nie chcę skargą plamić

Ani siebie ułudą tego szczęścia mamić,

Szczęścia, jakie Bóg znaczył52, darząc ręką twoją.

O! Ja chętnie zapomnę, że mogłaś być moją,

Byłem wiedział, że ojciec szczęśliwym się czuje.

Nie jest nim i już nigdy szczęścia nie skosztuje.

Tyś mnie z nieba wyzuła53 w samym zorzy błysku,

By je zniszczyć na wieki w Filipa uścisku.

KRÓLOWA

O! Jakaż myśl haniebna!

CARLOS

Wiem ja to dowodnie,

Czyja ręka zatliła hymenu pochodnie54.

Znam ja miłość Filipa i jego zaloty.

Sama wyznaj, czym jesteś wśród dworzan hołoty?

Wspólniczką jego władzy? Tej z tobą nie dzieli —

Gdzie twoje sięgnie berło, tam się nie ośmieli

Alba pastwić morderstwy ani by krwi tyle

We Flandrii na ofiarnej broczono mogile.

Jak to? Alboż Filipa ty mienisz się żoną?

Niepodobna — nie wierzę. Żona zespoloną

Winna być z męża sercem z miłością oddanym,

Niepodzielne uczucie czy tobie jest znanym?

Nawet owa pieszczota gorączką zrodzona

Nie jestże siwym włosom i berłu skradziona?

KRÓLOWA

Któż ci mówi, że los mój pod Filipa bokiem

Jest dla mnie opłakanym?

CARLOS

Serca mego okiem

Widzę to i uczuwam w ognistej miłości,

Że tylko ze mną los twój godzien był zazdrości.

KRÓLOWA

O ty, próżny młodzieńcze! A gdyby też raczej

Uczucie mego serca mówiło inaczej?

Gdyby czułość Filipa z szacunku wyrazem,

Gdyby miłość milcząca, lecz głęboka razem

Więcej na mnie działały swą rzewną przemową

Niż jego syna dumne i zuchwałe słowo?

Gdyby powaga starca... czcigodna...

CARLOS

O pani!

W takim razie niech skarga moja cię nie rani,

Tego nie przewidziałem — to rzecz całą zmienia.

Nie wiedziałem, że kochasz — błagam przebaczenia.

KRÓLOWA

Cześć mu niosę, to serca rozkosz i zadanie.

CARLOS

Czy nigdy nie kochałaś?

KRÓLOWA

Szczególne pytanie!

CARLOS

Czy nigdy nie kochałaś? —

KRÓLOWA

Nie kocham — nie marzę —

CARLOS

Bo serce czy przysięga kochać ci nie każe?

KRÓLOWA

Nie zadawaj mi pytań i oddal się, książę.

CARLOS

Bo ci broni twe serce czy przysięga wiąże?

KRÓLOWA

Bo to moja powinność. — Nieszczęsny! Do czego

To smutne rozbieranie55 losu rzuconego,

Któremu posłusznymi musim być oboje?

CARLOS

Być mu posłuszni? Musim?

KRÓLOWA

Cóż mi słowo twoje

Tonem tak uroczystym wypowiedzieć pragnie?

CARLOS

To, że Carlos swej woli pod przymus nie nagnie,

Że Carlos nie jest skłonny w tych krajów przestworze

Zostać jeden nędzarzem, kiedy stać się może

Krusząc prawa przeszłości, kosztem jednej chwili,

Najszczęśliwszym na ziemi!

KRÓLOWA

Czy mnie słuch nie myli?

Ty się jeszcze spodziewasz! — Nadzieja zuchwała

Śmie łudzić twoje serce, kiedy przeszłość cała,

Wszystko — wszystko stracone bez śladów po sobie!

CARLOS

Ja tylko za stracone mam popioły w grobie.

KRÓLOWA

Do mnie zwracasz — do matki, nadzieję szaloną?

zatapia w nim wzrok przenikliwy — po chwili mówi z godnością

Czemuż nie? Gdy ci czoło uwieńczą koroną,

Możesz ogniem zniweczyć prawa poprzednicze,

Możesz za próg wyrzucić twych przodków oblicze —

Co więcej nawet, możesz — któż śmie opór stawić? —

Popioły ojców twoich sromotnie splugawić —

Dobyte z Eskurialu56, rozwiać na wsze strony.

Możesz — by godnie skończyć — gdy zapragniesz żony...

CARLOS

O! Na Boga zaklinam — nie kończ tej potwarzy!

KRÓLOWA

Kazać przywlec twą matkę do stopni ołtarzy!

CARLOS

O, przekleństwo synowi!

po chwili niemego osłupienia

Więc wszystko stracone!

O! Teraz zdjęłaś z oczu czarowną zasłonę,

Która bodajby wiecznie kryła me powieki!

Ciebie los mi wydziera na wieki! — na wieki!

Stało się — los tak wypadł! W sercu piekło czuję!

Nawet w złączeniu z tobą piekło szczęście truje.

O biada! Sił mi braknie — serce pęka z bólu!

KRÓLOWA

Pożałowania godny, drogi mój Karolu!

Czuję sama — o! Czuję boleść, która łono

Twe szarpie bez litości — boleść nieskończoną

Równie jak miłość twoja: lecz wielką jak ona

Będzie chwała, gdy żal ten serce twe pokona.

Dosięgnij tego szczytu, bohaterze młody.

Warto jest boje staczać dla takiej nagrody.

Tobie zwłaszcza należy krzepić się na siłach,

Przez pamięć cnót twych dziadów, płynących z krwią w żyłach.

Podźwignij się z niemocy, szlachetny Carlosie!

Wnuk wielkiego Karola niech w tak srogim losie

Czerpie siły do zwycięstw, gdzie inny nie może

Nawet broni podźwignąć.

CARLOS

Za późno! O Boże!

KRÓLOWA

Za późno stać się mężem? A gdzież cnoty władza,

Jeśli nas własne serce w pierwszej próbie zdradza?

Tyś ręką Opatrzności wysoko stawiony —

Wyżej, książę, niżeli twych braci miliony.

Ulubieniec tak stronnie w dary obsypany

Ujęte biednej reszcie. — Czymże ten wybrany

Zasłużył? Zapytują — już w matki żywocie57,

By jeden ważył więcej niż śmiertelnych krocie?

Tyś winien stać się godnym tej względności nieba,

Aby światu przodować, zasługi potrzeba!

Zdobądź się na nią pierwszy, czego nikt w tej mierze

Nie złożył na ofiarę, ty ponieś w ofierze.

CARLOS

Żeby ciebie wywalczyć, czuję moc olbrzyma.

Ciebie stracić na wieki serce siły nie ma!

KRÓLOWA

Przyznasz jednak — tylko, Karolu, rozjątrzenie,

Tylko duma, zawziętość, mogą twe pragnienie

Tak szalone ku matce podniecać bezprawnie.

Ta miłość i to serce, które marnotrawnie

Mnie składasz na ofiarę, do tych państw należą,

Które ci kiedyś rządy nad sobą powierzą.

Patrzaj! — wszak ty marnujesz w twym sercu złożoną

Własność przybranych dzieci. — Miłość twą koroną,

Twym urzędem być winna. — Dotąd w błędnej drodze

Zwracałeś ją do matki. Powstrzymaj jej wodze.

O! Powstrzymaj i skieruj ku ludów twych rzeszy.

Wyrwij ten cierń z sumienia, a wnet cię pocieszy

Błogość stania się bogiem! Elżbieta dość długo

Była pierwszą miłością — niech ci będzie drugą

Hiszpania. Tej rywalce godniejszej o wiele

Ustąpię...

CARLOS

przejęty uwielbieniem rzuca się do nóg Królowej

Jakżeś wielką, niebiański aniele!

Wszystko, wszystko, co żądasz, uczynię dla ciebie.

powstając

Poprzysięgam przed tobą i Bogiem na niebie,

Że tę miłość głęboką, o wielki mój Boże!

Wiecznym zamknę milczeniem; bo serce nie może

Zapomnieć cię na wieki...

KRÓLOWA

Czyliż od Karola

Mogłabym tego żądać, czego własna wola

Spełnić nie jest dość silną? —

MARKIZ

wbiegając spiesznie

Król!

KRÓLOWA

Boże!

MARKIZ

Uciekaj!

O książę! — ani chwili odejścia nie zwlekaj!

KRÓLOWA

Podejrzliwym jest strasznie! Niech cię nie zastanie!

CARLOS

Zostaję!

KRÓLOWA

A któż wtedy ofiarą się stanie?

CARLOS

chwytając rękę Markiza

Uchodźmy stąd, Rodrygu!

zatrzymując się na chwilę, do Królowej

O! Powiedz mi, proszę,

Jakie ziarno pociechy dla serca unoszę?

KRÓLOWA

Przyjaźń życzliwej matki.

CARLOS

Przyjaźń! I matczyną!

KRÓLOWA

I te łzy Niderlandów, co w ucisku płyną!

Królowa wręcza Carlosowi kilka listów. Carlos z Markizem oddalają się. Królowa ogląda się z niepokojem za damami swego dworu, które się nigdzie nie ukazują, Kiedy się chce cofnąć w głąb sceny, wchodzi Król.