SCENA TRZECIA
Król, Książę Alba.
ALBA
zbliża się do Króla z wyrazem niepewności na twarzy
Rozkaz niespodziany
W tak niezwykłej godzinie...
przyjrzawszy się dokładnie Królowi, zdumiony
Ten wzrok pomięszany...
KRÓL
siada i chwyta medalion porzucony na stole — czas jakiś milczy wpatrując się badawczo w Księcia
Więc to prawda, że nie mam w otoczeniu całem
Wiernego sługi?
ALBA
przerażony stojąc w miejscu
Jak to?
KRÓL
Śmiertelnie zostałem
Znieważon — wiedzą o tym; a nikogo nie ma,
Co by ostrzegł.
ALBA
ze wzrokiem pełnym podziwienia
Miałaż ujść przed mymi oczyma
Zniewaga króla mego?
KRÓL
pokazując Albie listy
Czy tę rękę znacie?
ALBA
To ręka Don Carlosa.
KRÓL
po chwili milczenia mówi patrząc badawczo na Księcia
Nic nie przeczuwacie?
Przed jego żądzą sławy strzegłeś mnie przestrogą.
Byłaż ta jedna żądza — żądzą tak złowrogą,
Że przed nią truchleć miałem?
ALBA
Ta żądza znaczenie
Ma wielkie i obszerne. Pod nią nieskończenie
Wiele rzeczy się skrywa.
KRÓL
A dla mnie — inaczej,
Nie macie żadnych odkryć?
ALBA
po niejakim milczeniu z wyrazem skrytości
Wasz majestat raczy
Powierzać mej czujności swe państwo. W tej mierze
Winienem państwu służyć tak baczeniem, szczerze,
Jak i wiedzą najskrytszą. Co zaś sam uznaję,
Domyślam się lub sądzę, to moją zostaje
Własnością osobistą. Jest to uświęcony
Dobytek, który równie niewolnik kupiony,
Jak i wasal ma prawo przed ziemi królami
Zabezpieczyć. A zresztą nie wszystko czasami,
Co w duszy mojej jasne, dojrzałym dość bywa
Dla mojego monarchy. Jeśli ten mnie wzywa,
Aby go zadowolić, jam prosić zmuszony,
Niech jako nie pan pyta.
KRÓL
podając mu listy
Czytaj.
ALBA
czyta i przerażony zwraca się do Króla
Któż szalony
Złożył pismo nieszczęsne w ręce mego pana?
KRÓL
Wiecie, czyja osoba jest tu domniemana?
Nazwisko pominięte — ile wiem — zostało.
ALBA
cofając się przerażony
Pospieszyłem się.
KRÓL
Wiecie?
ALBA
po chwili zastanowienia
Wszystko się wydało.
Gdy mój pan rozkazuje, cofać się nie godzi.
Nie przeczę — znam osobę, o którą tu chodzi.
KRÓL
powstając w strasznym poruszeniu
O! Wskaż mi, Boże zemsty, tortury nieznane!
Tak więc jasne i głośno jest już obwołane
To ich porozumienie, że nawet śledzenia
Nie wymaga, bo widne z jednego wejrzenia?
To za wiele! — Ja tego — tego nie wiedziałem!
Jaż123 ostatni odkrywam ją? W mym państwie całem?
ALBA
rzucając się do stóp królewskich
Tak jest.
Winnym się czuję, najjaśniejszy panie!
Wstyd mi, żem dał mądrości błahej posłuchanie
I milczał za jej radą, gdy cześć pana mego,
Gdy słuszność łącznie z prawdą żądały głośnego
Przemówienia.
Gdy wszystko milczeniem zamknięte,
Gdy języki urokiem piękności zaklęte,
Ja się odważam mówić, choćbym wiedział pewno,
Że syn swoją przysięgą uroczystą, rzewną,
Za powaby zdradzieckie albo łzy królowy...
KRÓL
spiesznie, z gwałtownością
Powstańcie! Zapewniam was królewskimi słowy.
Powstańcie! Mówcie śmiało!
ALBA
powstaje
Najjaśniejszy panie!
Czy pomnisz w Aranjuez w odległej altanie,
Kiedyś znalazł królowę z pomieszaniem w oku,
Samą jedną, bez żadnej damy przy swym boku?
KRÓL
Ha! Cóż słyszę? Dalej!
ALBA
Wygnaną za karę
Z kraju była Mondekar, bo na tę ofiarę
Wspaniałość ją dla swojej pani poświęciła.
Teraz wiemy dowodnie, że się oddaliła
Z rozkazu. Tam był książę.
KRÓL
ze strasznym wybuchem
Był książę?
ALBA
Widziany
Ślad stóp męskich na piasku, który od altany
Krocząc, w grocie zaginął, podejrzenie zwrócił,
Zwłaszcza że chustkę, którą infant był porzucił,
Przypadkiem znaleziono.
W tejże stronie parku
Ogrodnik spotkał księcia. Licząc na zegarku
Nie chybia na sekundę to jego spotkanie
Z twym wejściem do altany, najjaśniejszy panie!
KRÓL
budząc się z pochmurnego zadumania
A ona na mój zarzut zalała się łzami.
Jam się rumienić musiał przed dworzan oczami.
Rumienić się przed sobą. Jej cnotą zwalczony —
Na Boga! Stałem przed nią jako potępiony.
Długa i głęboka cisza — Król siedzi, w dłonie skrywając oblicze.
Masz słuszność, książę Alba — to by do strasznego
Kroku mnie popchnąć mogło. Zostaw mnie samego.
ALBA
To wszystko nic stanowczo nie rozstrzyga przecie...
KRÓL
chwytając za papiery
Jak to nic? I to jedno, i drugie, i trzecie,
I zbieg tylu dowodów głośnych potępieniem?
Dziś jaśniejsze jak słońce, co ja przewidzeniem
Odgadłem już przed laty.
Początek tej zbrodni
Jeszcze w ów czas w Madrycie odnosi się do dni,
W których ją przyjmowałem z rąk waszych.
O! Jeszcze
Dziś widzę bladą postać i oko złowieszcze,
Zwrócone z przerażeniem na tę głowę siwą.
Już wtedy rozpoczęła ową grę fałszywą.
ALBA
Książę stracił w swej młodej matce — narzeczoną.
Stan dzisiejszy rozerwał tę parę złączoną
Miłością tak gorącą i wspólnym życzeniem.
Obawa, która zwykła onieśmielać drżeniem
Pierwsze słowa wyznania — tu już zwyciężona,
Ułatwiła im drogę, wsączając do łona
Nektar czarowanych wspomnień obrazów minionych.
Cóż dziwnego, że dwoje istot połączonych
Tak cudowną harmonią i zbliżonych laty,
Wspólnie drażnionych ciosem szczęścia swego straty,
Tym zuchwalej puściło namiętności wodze?
Polityka w jej skłonność wdarła się za srodze.
Możnaż uwierzyć, panie, by chętnie przyznała
Taką wszechwładzę państwu i jej się poddała?
Bo wybór gabinetu po rozwadze jasnej
Przyjęła, gwałt zadając swojej żądzy własnej?
Biegła na głos miłości — spotkała koronę!
KRÓL
obrażony, z goryczą
Mądrze bardzo jest wszystko wywiedzione!
We mnie podziw obudza ta księcia wymowa.
Dziękuję.
powstając — zimno i z dumą
Macie słuszność — zbłądziła królowa
Kryjąc pisma tej treści — jak równie przede mną
Czyniąc bytność infanta w ogrodzie tajemną.
Fałszywa wielkomyślność124 wwiodła ją na drogę
Ciężkiej winy, za którą sam ją skarcić mogę.
pociąga za taśmę od dzwonka
Jest tam kto?
Teraz książę niechaj się oddali —
Niepotrzebnyś mi więcej.
ALBA
Królu mój! Azali125
Zbytnia gorliwość moja mogła mnie pozbawić
Twych względów po raz drugi?
KRÓL
do wchodzącego Pazia
Każ się tutaj stawić
Ojcu Domingo.
Paź się oddala.
Wam zaś przebaczam łaskawie,
Żeście dali mi uczuć przez dwie minut prawie
Obawę zbrodni — która przeciwko osobie
Waszej zwrócić się może.
Alba oddala się.