SCENA TRZECIA
Królowa i Markiz Poza.
KRÓLOWA
z wyrazem podziwienia
Czy oczy mnie zwodzą?
Jak to? Markiz w poselstwie od króla przybywa,
I do mnie?
MARKIZ
To was dziwi, pani miłościwa?
Dla mnie to naturalne.
KRÓLOWA
KRÓLOWA
To już, jak się zdaje,
Świat wybiegł z swej kolei. Wy... i król... wyznaję...
MARKIZ
Że to brzmi bardzo dziwnie? Być może... a przecie,
Ileż dzisiaj dziwniejszych sprzeczności na świecie!
KRÓLOWA
O dziwniejsze już trudno.
MARKIZ
Dajmy — nawrócony
Może w końcu zostałem lub może zmęczony
Taką rolą dziwaka na Filipa dworze;
Zrzuciłem ją — bo dziwak cóż tu znaczyć może?
Chcąc być ludziom przydatnym, trzeba w każdym względzie
Najpierw na równi z nimi stanąć w jednym rzędzie.
Chełpliwa szata sekty mnie by wyróżniała.
Dajmy, że miłość własna i we mnie zadrgała:
Bo któż od niej jest wolnym? Więc też na tej drodze
Wyznawców dla mej wiary tu jednać przychodzę.
A tę wiarę — przypuśćmy — pokusa mnie bierze
Zaszczepić aż na tronie.
KRÓLOWA
Nie — temu nie wierzę.
Nawet żartem pomawiać was nie śmiem, by celem
Waszym były czcze mrzonki. Takim marzycielem
Nie jesteście, markizie, który by zadanie
Przedsiębrał bezskutecznie.
MARKIZ
To właśnie pytanie,
Jak sądzę...
KRÓLOWA
O co raczej pomówić was można...
Chociaż o was myśl taka, będzie niemal zdrożna —
To chyba...
MARKIZ
O dwuznaczność. Może słuszność macie.
KRÓLOWA
Więcej o nierzetelność — bo czyliż spełniacie —
Zlecenie tak sumiennie, jak się król spodziewa
Po waszym posłannictwie?
MARKIZ
Nie.
KRÓLOWA
Czy rzecz godziwa
Środki nie dość uczciwe uszlachetnić może?
Wybaczcie mi wątpliwość, którą w tym położę:
Czyliż duma szlachetna wasza się nadaje
Do takiego urzędu? Ledwie wiarę daję.
MARKIZ
Ja bym również nie wierzył, gdyby tu chodziło
O zdradzenie monarchy, ale to nie było
I nie jest mym zadaniem. Pragnę jak najwyżej
Usłużyć mu obecnie o wiele uczciwiej,
Niźli sam to zalecił.
KRÓLOWA
Teraz was poznaję.
Dość więc!... cóż on zamyśla?
MARKIZ
Czy król... Jak się zdaje,
Jestem rychło pomszczony za wasz sąd surowy.
Co dla mnie nie dość pilno wypowiedzieć słowy,
To mniej — stokroć mniej pilno usłyszeć, jak wnoszę,
Waszej królewskiej mości. Jednak, co przynoszę,
Wysłuchanym być winno. Mam zatem królowej
Prosić, by dziś zechciała odmówić rozmowy
Ambasadzie francuskiej. Moje polecenia
Spełniane.
KRÓLOWA
I to wszystko, co do powiedzenia
Mieliście mi od niego?
MARKIZ
Wszystko, co mi dało
Prawo, że tu przed wami mogę stanąć śmiało.
KRÓLOWA
Markizie — bardzo chętnie będę wam powolną148,
Nie badając tajemnic, których mi nie wolno
Odsłaniać.
MARKIZ
Tak być musi. Miłościwa pani,
Gdyby nie była sobą, pospieszyłbym dla niej
Z objaśnieniem w niejednej rzeczy; lub z przestrogą
Względem niejakich osób, które szkodzić mogą.
Lecz to wam niepotrzebne. Może ponad wami
Wejść i zapaść zło groźne, a o tym wy sami
Możecie i nie wiedzieć. To warte zbyt mało,
By z czoła anielskiego złoty sen spędzało.
Ten przedmiot mnie bynajmniej przed wami nie stawił.
Książę Carlos...
KRÓLOWA
Markizie, jakżeś go zostawił?
MARKIZ
Jak mędrca dawnych czasów, gdy mu poczytano
Za zbrodnię cześć przez niego prawdzie oddawaną.
Jak tamten dla czci swojej nie żałował głowy,
Tak ten dla swej miłości umrzeć jest gotowy,
Mało słów wam przynoszę... lecz w tych on sam staje.
Składa do rąk Królowej list Carlosa.
KRÓLOWA
po przeczytaniu
Musi ze mną pomówić.
MARKIZ
Tak i ja uznaję.
KRÓLOWA
Czy go to uszczęśliwi, kiedy sam zobaczy,
Że nie jestem szczęśliwa?
MARKIZ
To nie, ale raczej
To w nim czynność rozbudzi i stanowczość razem.
KRÓLOWA
Jak to?
MARKIZ
Już książę Alba za króla rozkazem
Mianowany do Flandrii.
KRÓLOWA
Słyszę — mianowany.
MARKIZ
Król — rozkazu nie cofnie — król nam dobrze znany.
Lecz to również jest pewnym, że książę, nie może
Tu dłużej, zwłaszcza teraz, pozostać przy dworze.
I Flandria być nie może na łup wystawiona.
KRÓLOWA
Czy macie na to radę?
MARKIZ
Tak... może... lecz ona
Z niebezpieczeństwem prawie to samo złe znaczy.
Jest to pomysł zuchwały, powzięty w rozpaczy.
Wszelako na tę chwilę o innym sposobie
Ja nie wiem.
KRÓLOWA
Więc wymieńcie.
MARKIZ
Tobie jednej — tobie,
Miłościwa królowo, myśl moją otworzę,
Tylko z twoich ust Karol usłyszeć ją może
Bez zgrozy. Sama nazwa może bez wątpienia
Być wstrętna dla Karola z ohydnego brzmienia.
KRÓLOWA
Rokosz więc!
MARKIZ
Nieposłusznym niech królowi będzie.
Okryty tajemnicą, niech drogę odbędzie
Pospiesznie do Brukseli. W otwarte ramiona
Przyjmą go Flamandczycy. Niewolą gnębiona
Flandria zerwie okowy — a sprawa o wiele
Zyska siły, gdy króla syn stanie na czele —
Wstrząśnie tronem hiszpańskim potęgą swej broni.
Co w Madrycie król odparł, tego mu nie wzbroni
W Brukseli.
KRÓLOWA
Tak mniemacie, choć nie ma godziny,
Jak z królem mówiliście?
MARKIZ
Właśnie z tej przyczyny.
KRÓLOWA
po chwili
Plan wskazany mi przez was razem149 mnie przestrasza
I unosi. Znajduję, że słuszna myśl wasza!
Myśl śmiała! I dlatego, sądzę, ona tyle
Ma dla mnie wdzięku. Dajcie do rozmysłu chwilę.
Zna ją książę?
MARKIZ
Miał poznać z waszego natchnienia,
Wedle planu mojego.
KRÓLOWA
To bez zaprzeczenia
Myśl wielka! Gdyby tylko nie młodość książęcia...
MARKIZ
To bynajmniej do dzieła niech was nie zniechęca,
Znajdzie on tam Egmonta, Oranię — rycerzy —
Po cesarzu Karolu zostałych żołnierzy,
Którzy równie do rady mają dobre głowy,
Jak straszne mają ramię w rozprawie bojowej.
KRÓLOWA
z ożywieniem
Nie! Zaprawdę! Myśl wielka i piękna! Tak... książę
Musi działać! Z tą myślą gorąco się wiążę.
Rola, w jakiej go widzą na madryckiej scenie,
Daje mi srodze uczuć jego poniżenie.
Ja Francję i Sabaudię zapewniam mu śmiele.
Markizie! Tę myśl waszą w zupełności dzielę.
Musi działać! Lecz zamach wymaga zasobów
Pieniężnych.
MARKIZ
Są gotowe.
KRÓLOWA
Mnie również sposobów
Nie braknie.
MARKIZ
Co do schadzki z miłościwą panią
Śmiem mu zanieść nadzieję?
KRÓLOWA
Pomyślę, czy na nią
Mam zezwolić.
MARKIZ
Lecz Karol prośby usilnymi
Nalega o odpowiedź. Z rękami próżnymi
Przyrzekłem, że nie wrócę.
podając Królowej swój pulares
Starczą dwa wyrazy.
KRÓLOWA
po napisaniu
Czy was znowu zobaczę?
MARKIZ
Na wasze rozkazy
Będę zawsze gotowy.
KRÓLOWA
Ale cóż ma znaczyć
To — zawsze — na rozkazy? Jak sobie tłumaczyć
Mam tę wolność, markizie?
MARKIZ
Z taką szczerą ufnością,
Z jaką zawsze umiecie — dość, że tą wolnością
Rozporządzać możemy — niechaj poprzestanie
Na tym moja królowa...
KRÓLOWA
przerywając
O! Jak niesłychanie
Czuć się będę szczęśliwa, gdy znajdzie ten mały
Kątek wolności dla siebie w Europie całej —
Gdy go znajdzie przez niego! Choć cichym udziałem
Wesprę was — liczcie na mnie.
MARKIZ
z ogniem
O! Ja to wiedziałem,
Że tutaj zrozumianym z pewnością zostanę!
Księżna Oliwarez ukazuje się w podwojach.
KRÓLOWA
obojętnie do Markiza
Co od króla i pana odbieram przesłane,
Będę czciła jak prawo. Idźcie z upewnieniem
Mej służby, którą do stóp składam z uniżeniem.
Daje znak, na który Markiz się oddala.