SCENA XI
Też same — Zbyszko
Ubrany jak do wyjścia.
JULIASIEWICZOWA
Jak się masz. Wychodzisz?
ZBYSZKO
Tak.
JULIASIEWICZOWA
Znów się puszczasz?
ZBYSZKO
Znów.
JULIASIEWICZOWA
Siedziałeś przecież częściej już w domu.
ZBYSZKO
Widocznie mam już dosyć.
JULIASIEWICZOWA
Szkoda — lepiej wyglądasz. Utyłeś trochę.
MELA
Zbyszko — zaraz wrócą wszyscy — będzie herbata.
ZBYSZKO
Nie czekajcie na mnie.
MELA
Mama będzie znów zła.
ZBYSZKO
Dajcie mi spokój!
JULIASIEWICZOWA
Mógłbyś być grzeczniejszy.
ZBYSZKO
Po co?
JULIASIEWICZOWA
Choćby ze mną... tak się zachowujesz...
ZBYSZKO
Moja droga — raz chcesz, aby ci uchybiać i aż prosisz się o to, to znów aby cię szanować. Wybierz już raz — matrona czy kokota.
JULIASIEWICZOWA
wściekła
Najlepiej zrobię, jeśli z takim brutalem mówić nie będę.
ZBYSZKO
Najlepiej. A przestań się malować, bo wyglądasz jak kamienica odnowiona na przyjazd cesarza. Bądź zdrowa...
JULIASIEWICZOWA
Tak!... ej, żebyś nie pożałował twojej brutalności.
ZBYSZKO
Ja nigdy niczego nie żałuję!
Wychodzi.
MELA
On znów taki zły, jak dawniej. I z Hanką się tak kłócili! tak kłócili! O! mamcia idzie przez kuchnię.