SCENA XIV
Juliasiewiczowa — Hanka — później Mela — Zbyszko
JULIASIEWICZOWA
Hanka!
HANKA
Co?
JULIASIEWICZOWA
Co się stało?
HANKA
z wybuchem płaczu
Wielmożna pani wyrzuca mnie...
JULIASIEWICZOWA
Zobacz się z panem Zbyszkiem.
HANKA
Ale... co mi tam! niech ich za moją krzywdę!
Wypada do kuchni.
MELA
Ciociu! ciociu! i co? i co? ja się tak boję!
JULIASIEWICZOWA
Idź do siebie. Nie pokazuj się.
MELA
Boże mój! Ciociu, niech ich ciocia nie opuszcza
Juliasiewiczowa wpycha ją do pokoju dziewcząt — wchodzi Zbyszko.
ZBYSZKO
do Juliasiewiczowej
Ty tutaj? to dziwne... tam twój oficer spaceruje przed bramą i czeka.
JULIASIEWICZOWA
A tobie co do tego? Patrz lepiej, żebyś tu nie miał to, na coś zasłużył.
ZBYSZKO
Cóż to za ton?
JULIASIEWICZOWA
To ty zmień twój ton. Będziesz ty inaczej za chwilę śpiewał. Wydały się twoje sprawki z Hanką.
ZBYSZKO
A... psia krew!
JULIASIEWICZOWA
Aha! klnij. Dużo ci pomoże. Matka Hankę teraz wypędza. Ciekawa jestem, co twój honor uwodziciela każe ci teraz zrobić dla twej... ofiary.
Śmieje się ironicznie.
ZBYSZKO
chwyta za kapelusz
Żmija!
JULIASIEWICZOWA
Byłam pewna. Kapelusz w rękę i fiut! Najlepszy punkt wyjścia.
ZBYSZKO
Milcz! Nie doprowadzaj mnie do pasji.