XXXIX
Gwizd przenikliwy.
Tupot, potrącanie ludzi, rzeczy, woń jakiegoś więdnącego w rękach kobiety bukietu zmieszana z zapachem gryzącego węgla.
Koło wagonów idą Porzycki, Tuśka i Pita. Idą w milczeniu, jakby korowód skazańców. Tuśka niesie prześliczny bukiet, Pita ogromne pudło cukierków.
Na pozór są to ludzie spokojni, weseli, którym nic w życiu nie brakuje. Panie odjeżdżają, grzeczny znajomy odprowadza je na dworzec...
Słowem — wszystko w porządku.
Porzycki bardzo się troszczy, aby panie wygodnie jechały. Sam wybrał wreszcie oddzielny mały przedział, porozumiał się z konduktorem.
— Tu będzie paniom doskonale!...
Teraz układa ich drobnostki, ociera własną chustką pył, rozwiązuje cukierki. Czyni to wszystko gorączkowo. Nie patrzy na Tuśkę, która blednie coraz więcej i słowa wymówić nie może.
Już wszystko ułożone, już nie ma co robić, czym się zająć. Trzeba wreszcie spojrzeć sobie w oczy i stanąć wobec prawdy całej i brutalnej.
Pita usiadła w kąciku. Od rana oczy jej śledzą matkę. Co jednak to dziecko myśli, zgadnąć trudno. Tylko i ona jest jakby bledsza, jakby ten ogólny smutek i na nią cień swój rzucił.
— Jeszcze pięć minut!...
Tuśka nie odpowiada nic. Usiadła i widać, jak się męczy, jak strasznie panuje nad sobą, aby pozostać choć na pozór spokojną. Dwie krople krwi spływają jej z wargi, którą zębami przycięła.
Porzycki stoi w przedziale prawie na progu i nagle przychodzi mu jedna myśl do głowy.
— Czy to rzecz uczciwa, którą spełnia w tej chwili, uczciwa — względem tej kobiety, która dyszy rozpaczą i kona w każdej minucie...
Ta niepewność jest tak silna, że Porzycki już stoi na krawędzi, już niemal chce wyciągnąć rękę do Tuśki i zawołać:
— Chodź! biorę cię z sobą.
Lecz oto — sygnał odjazdu.
— Proszę wysiadać! — woła konduktor z przedziału pierwszej klasy.
— Do widzenia...
Porzycki rękę Tuśki ujął. Czuje, że jest martwa. Widzi te oczy błękitne, śliczne, tyle razy całowane, wpatrzone w niego z tak bezmiernym bólem, iż sam pod ich spojrzeniem słabnie.
Chce czymś pocieszyć tę rozpacz, ukoić, utulić, lecz — czym? czym?
Wzrok jego pada na Pitę i spotyka znów parę błękitnych oczu, wpatrzonych w niego, lecz z jakimś lękiem i grozą.
I z niewytłumaczonym dla siebie porywem chwyta Pitę wpół i rzuca ją niejako na piersi Tuśki.
— Zostańcie tak!... — mówi zdławionym głosem i wyskakuje z wagonu.
Pociąg rusza.
Pita, przytulona do matki, nie odrywa się od niej tak, jak by to uczyniła dawniej. Przeciwnie.
Cicho, łagodnie, kierowana czarownym instynktem, garnie się ku niej, ku tej zbiedzonej, która jest tak w tej chwili nędzna, iż u dziecka opieki szuka.
Twarz Tuśki pochyla się ku główce Pity i ustami przywiera do złotych włosów.
I cicho, powoli zaczynają z błękitnych oczu matki padać duże, gorące łzy i płynąć wzdłuż czoła dziecka po jego bladej twarzyczce.
A pociąg w dal pędzi, rwąc w strzępy słabą nić, brylantami tkaną nić...
Jak kwiaty otwierają się dwa serca kobiece i kwitną dla siebie, dla innych...
Jedno własnym bólem, drugie — przeczuciem tego bólu.
Tuśka... Pita...
Przypisy:
1. papatacz — rodzaj ciasta lub ciastka drożdżowego z rodzynkami i cynamonem. [przypis edytorski]
2. matinka (z fr.) — poranny ubiór damski; podomka, szlafroczek. [przypis edytorski]
3. perski proszek — środek owadobójczy. [przypis edytorski]
4. resursy (daw.) — środki, zasoby; sposoby. [przypis edytorski]
5. quand même (fr.) — jednak. [przypis edytorski]
6. beau jour (fr.) — dobry dzień. [przypis edytorski]
7. forszus (z niem.) — zaliczka. [przypis edytorski]
8. dosyć to powietrze kosztuje — Autentyczne (przyp. autorki). [przypis autorski]
9. mauvais genre (fr.) — w złym guście. [przypis edytorski]
10. journal d’une femme de chambre (fr.) — dziennik pokojówki. [przypis edytorski]
11. salve, sol (łac.) — witaj, słońce. [przypis edytorski]
12. sznitt (z niem.) — krój, szyk. [przypis edytorski]
13. in summo gradu (łac.) — w najwyższym stopniu. [przypis edytorski]
14. Beatus qui amat (łac.) — szczęśliwy, kto kocha. [przypis edytorski]