26. Sam Bolesław na pustoszenie Moraw ciągnie

Niedługo sam także Bolesław wtargnął do Moraw, tym razem jednak wszyscy wieśniacy, po zasłyszeniu o jego napaści, z całym dobytkiem pospiesznie wynieśli się do miejsc warownych. I w tym jednak dorywczym kroku umiał zjednać powagę dla swego oręża; pomimo skupionych bowiem sił czeskich i morawskich, stojących w odwodzie, po wypaleniu raczej tylko kraju, a nie dokonaniu dotkliwszej szkody zamierzonej, jednakże nie zaczepiony od wroga, do dom225 nawrócił spokojnie. Powiedzieć bowiem trzeba, iż od strony Polski, Morawy tak dalece są najeżone gór spadzistością i gęstwą lasów, iż nie dla konnych już hufów, lecz dla zaprawnych nawet do różnych niebezpieczeństw pieszych wędrowców są niedostępne. Morawianie wprawdzie dawno już przedtem mogli się spodziewać jego nadejścia, nie śmieli przecież, jak dopiero o tym się nadmieniło, bitwy z nim stoczyć albo przynajmniej, gdy wchodził lub wracał, po drodze mu stawić przeszkody.