[Dedykacja]

List się poczyna

Jego Przewielebności Jegomości Księdzu Pawłowi, z Bożej łaski biskupowi polskiemu156, jego też w krzewieniu wiary świętej pomocnikowi nieutrudzonemu, kanclerzowi Michałowi, maluczkiej przyprawy dostarczyciel, synowskie uczczenie i służby powolne.

Wśród rozmyślań wielorakich żywo stanęła mi w pamięci najprzód pełna miłości chrześcijańskiej i niehamująca się niczym z waszej strony doznawana uczynność, dalej odgłos po wielkim obszarze udzielonej wam z niebios mądrości a prawości, w rozumieniu nawet ludzkim. Lecz gdy najczęściej zamiar w myśli powzięty rozbija się o niezdolność odpowiedniego wysłowienia, starczyć ma chęć dobra za czyn wymowy. Jakoż próżno by temu przyganiać, jeżeli ktoś czyni tyle, ile to w jego możności. Aby się jednak nie zdawało, iż milczeniem pokrywamy rozmyślnie chwałę zasłużoną wysoko postawionych bądź w hierarchii świeckiej, bądź w duchownej krajowych mężów, kusimy się na pokaz znaczenia ich właściwego; luboć to czynimy w takim sposobie, jak gdybyśmy usiłowali przylać kroplę z nikłego źródła do wód Tybrowych szerokim płynących rozlewem. Przymnożyć tego się nie da, co już stanęło w pełnej swej mierze; słuszność atoli nie wzbrania i temu jeszcze z zakresu sobie przysługującego pochwał wypowiadać należnych. Nie ma się tego za rzecz nieprzyzwoitą w malarstwie, gdy do farb świetnych dla cienia czarna się przymiesza. Na stole królewskim także nie pogardza się lichym z pozoru przydatkiem, który ckliwość z powodu jednostajnych co dzień łakoci odpędza. A w innym znów względzie mrówka, choć w ogromie ciała wielbłądowi nie dorówna, stosownie do sił swoich dzieła na swój wymiar dokonywa przecież starannie. Takich to przykładów zwabiony ponętą, usiłuję na wzór mówić poczynającego dziecka składać wyrazy ku ocenie mężów przez się chwalebnych podjęte niepochwalnie, lecz w celu uwielbienia postawionych na świeczniku w Izraelu, wyrzeczone prawdziwie, bez ukrytego podstępu; w celu uwielbienia tych to właśnie, powiadam, których żywot chlubny, nauka widna każdemu, obyczaje godne naśladowania, słowo do ludu zbawienne, których mądrość z dwugłowej wyżyny filozofii albo Parnasu początek wiodąca157, wśród gęstwin leśnych Polski tak sobie przezornie drogę toruje, by nie wprzód ziarno pszeniczne wiary na rolę serca ludzkiego nieuprawną rzucali, dopóki by motykami słowa Bożego, z korzenia nie wytępili w niej chwastów i głogów. Podobni w tym oni do ojca rodziny ewangelicznego, który wie, co ma nowego albo starego dobyć ze skarbca, i do Samarytanina, co opatrując rany kalece, na przemian zlewa je winem i olejem158. Pod miarą nieuchybną wydzielają czeladkom swym pszenicę ze spichlerzy i talentu pod korcem nie skrywają, lecz dzielą go, rozdając na odsetki spodziewane. Cóż jednak porywa się niemy rozprawiać o mówcach? Lub małego wykształcenia chłopię o głęboko z rzeczą oswojonych? Przebaczcież zatem wiedzy niedostatecznej, wyrozumiejcie chęć dobrą, wspaniali ojcowie. Niechaj nie patrzy na to rozwaga świątobliwości waszej, jaką i jakiej doniosłości prace przedsiębierzemy, ale na cel istotny tego przedsięwzięcia. Wszakże to przysługa przez ubogiego przyjaciela zamożnym czyniona. Z tego więc punktu widzenia zapatrujcie się na nią do końca, a dziełko niniejsze, kreślone piórem naszej nieudolności ku pochwale książąt naszej ojczyzny podjęte, gdzie tego zajdzie potrzeba widoczna, oczyśćcie z błędów w porę dostrzeżonych, dopełnijcie niedostatków, by w zamian Pan wszechmocny i wam miał przecz159 odpłacić na dobrach doczesnych i wiecznych.

List się zamyka, epilog160 się poczyna.