CXVII

Głos Julii rozwiał się w westchnieniu, i tym

Samym do dalszych zwierzeń się nie nadał;

Z pięknych ócz zdrojem łzy trysły obfitym,

Jakiś nieszczęsny traf jej cnotą władał.

Ach, któż z nas kocha, nie głupiejąc przy tym?

Jeszcze rozsądek w niej z pokusą gadał,

Jeszcze wzdragała się, jeszcze siliła

I „nie pozwolę” szepcąc — pozwoliła.