LXV
W podwórzu sztuczna fontanna wytryska;
Jej wierzch kamienny w figury pocięty,
Jak gdyby larwy — dziwaczne ludziska,
Po jednej stronie potwór, z drugiej święty.
Każdemu wody słup się rzuca z pyska
I z góry w basen spada, rozpryśnięty,
Siejąc dokoła siebie deszcz drobniutki
Jak marna sława i marniejsze smutki.