LXXVIII
Boję się spóźnić, więc przyśpieszam kroku;
Była to jedna z uczt, w Albionie modnych,
Jakby coś było ładnego w widoku
Sytych żarłoków albo ludzi głodnych.
Był to „publiczny dzień” duszności, tłoku,
Gości gorących i półmisków chłodnych;
Mało wygody, wiele formalności,
Nie swoje miejsce, nieswój humor gości.