XLI
Tutaj przewodnik zapukał w tajemne
Drzwiczki; otwarto; weszli; on na przodzie.
Wiódł ich przez gąszcza i ścieżyny ciemne
Drzewnym szpalerem; rzezaniec380 w ogrodzie
Chwilą się zbłąkał, co wcale przyjemne
Nie było, bo już dobrze po zachodzie
Wstąpili na ów pałacowy taras.
Kaik nie czekał, lecz odpłynął zaraz.