XV

Juan miał głowę jakimś smętkiem chorą,

Co wzywa nie do snu, lecz do dumania.

Z gotyckiej sali widok na jezioro,

Skąd spadających wód słychać szemrania.

Zaczarowany tajemniczą porą

Ogród, pod oknem tuż wierzba się słania...

Juan stał, patrząc na srebrne kaskady:

Przewijał się w nich to błysk, to cień blady.